Prowadzenie domu to też praca!

Jeżeli sądzisz, że Twoje życie jest IDEALNE, to muszę Cię prosić, żebyś NATYCHMIAST opuściła tę stronę, bo najwyraźniej nie jest nawet w najmniejszym stopniu skierowana do Ciebie – tylko Cię zirytuje, a później Ty będziesz wylewać swoją irytację i frustrację w komentarzach, których absolutnie nie mam ochoty czytać.  Jeżeli czytasz dalej, to zakładam, że godzisz się na moje zasady i nie będziesz negować moich metod.

Piszę to dla kobiet / dziewczyn, które mają problem same ze sobą – tak jak ja bardzo długo miałam. Nie chcę Cię tu pouczać, karcić, czy Tobą dyrygować, ale są pewne (czasem brutalne i bardzo nieprzyjemne) metody, które u mnie zadziałały i bolesne prawdy, które zmieniły mój sposób myślenia o prowadzeniu domu. Teraz ja przekazuję je Tobie – Może Tobie też pomogą. Jeśli sądzisz że ich nie potrzebujesz – Odejdź stąd i proszę, nie wracaj.

PROWADZENIE DOMU TO TEŻ PRACA!

Nie piszę tego dlatego, że siedzę całymi dniami w domu i jestem rozpieszczoną  mamuśką, której mąż nie docenia…

Może już na wstępie Cię obraziłam, ale taka jest obiektywna prawda. Nie mogę słuchać tych żalów i tłumaczeń jak to kobieta prowadząca dom jest ciągle przepracowana, a w domu syf i przypalone obiady, bo ona nie ma na nic czasu. Sorry Kochana – To jest właśnie Twoja praca i tak musisz to traktować.

Jakbyś była etatową gosposią, Twoja praca polegałaby na tym, że przez 8 godzin dziennie komuś sprzątasz, pierzesz, gotujesz a w zamian otrzymujesz wynagrodzenie. Rozejrzyj się po swoim domu i zastanów się, czy Ty byś zapłaciła takiej gosposi. Twój mąż (partner, rodzice, ktokolwiek kto pozwolił Ci siedzieć całymi dniami w domu i nie pracować) Ci płaci. Połowa rachunków za mieszkanie, media i jedzenie to Twoje wynagrodzenie za pracę. Że już nie wspomnę o ubraniach, butach, kosmetykach i innych rzeczach codziennego użytku, na które wydajesz nie swoje pieniądze.

Zrób podsumowanie wydatków.

Dodaj do siebie:

  • Twoją część rachunków (podziel wszystkie opłaty przez ilość osób w domu).
  • Twoją część zakupów (spożywczych, domowych).
  • Wszystkie Twoje prywatne wydatki (ubrania, kosmetyki, książki, kawa na mieście itp.).

To jest Twoja miesięczna pensja. Aktualnie minimalne wynagrodzenie wynosi 1355zł. Prawdopodobnie tyle byś zarobiła jakbyś prowadziła komuś dom za pieniądze.

Jeżeli z podsumowania wydatków wyszła Ci podobna kwota – Twoim obowiązkiem jest na nią zarobić świadcząc pracę przez 8 godzin dziennie. To, że Twoim szefem jest mąż lub rodzina – to Twój wybór.

Jeżeli Twoje miesięczne wydatki są znacznie wyższe (np. od 2000zł w górę) – Dziękuj mężowi za tak fantastyczną pracę i miej świadomość, że utrzymywanie Cię zupełnie mu się nie opłaca. Powinien wykopać Cię do pracy zarobkowej i zatrudnić gosposię – Wyszło by mu taniej i pewnie efekty w domu byłyby lepsze.

Jeżeli wydajesz znacznie mniej (np. od 800zł w dół) proporcjonalnie przelicz swoje godziny pracy w domu (jeżeli 1350 = 8 godzin, to 675zł = 4 godziny i tak dalej). Pracuj w domu tyle, za ile masz płacone (np. 2, 4 czy 6 godzin dziennie), a resztę czasu (do pełnych 8 godzin CODZIENNIE) poświęć na szukanie pracy zarobkowej albo tworzenie rękodzieła na sprzedaż (są specjalne strony na których można wystawić koronkowe serwetki, drobiazgi wykończone metodą decoupage albo biżuterię z modeliny). Jeżeli uważasz, że nie masz talentu „w rękach” albo zwyczajnie nie stać Cię na zakup włóczki czy maszyny do szycia, zacznij od wykonywania drobnych zleceń (w internecie można znaleźć całą masę ogłoszeń dotyczących mycia okien, pielenia ogródka czy wycierania kurzy – będziesz robić to samo co w domu, ale za lepsze pieniądze). Oczywiście szczerze zachęcam do podjęcia jednak bardziej rozwojowej pracy na normalnym etacie – chociażby ze względu na to, że za siedzenie w domu nie dostaniesz ani złotówki na emeryturze.

Jeżeli czytasz w internecie bzdury dotyczące prowadzenia domu (jak to, co czytasz w tej chwili), to zakładam, że nie zatrudniasz gosposi i kucharki, a sama nie radzisz sobie z prowadzeniem domu, więc nie wciskaj mi (i sobie samej) kitu, że mąż zarabia tyle, że nie martwisz się emeryturą (miałabyś gosposię ALBO porządek w domu, bo żaden mąż, który TYLE zarabia nie może sobie pozwolić na bałagan – kwestia wizerunku w pracy) i że spełniasz się jako Pani Domu (ponownie – miałabyś porządek).

Dobrze. Wracając do tematu: Na tym etapie wiesz już ile czasu MASZ OBOWIĄZEK poświęcać na pracę w domu. Pamiętaj, że to jest TWOJA PRACA, za którą DOSTAJESZ PIENIĄDZE. Jeśli nigdy nie miałaś tej przyjemności, żeby pracować na etacie, to uświadomię Ci jakie są zasady:

  1. Zapieprzasz przez 8 (czy ile Ci tam wyszło) godzin na pełnych obrotach. (Jeżeli się naprawdę źle czujesz możesz zejść do 80% wydajności ale nie za często).
  2. W ciągu tych 8 godzin masz prawo do 30 minut przerwy.
  3. Robisz wszystko co leży w Twoim zakresie obowiązków, czy Ci się to podoba, czy nie.
  4. Dzień w dzień wykonujesz te same, niezbyt porywające i często znienawidzone zadania.

Ale… Żebyś nie myślała, że się nad Tobą znęcam, są też dobre strony, które pozwolą Ci przeorganizować sobie trochę sposób myślenia o prowadzeniu domu:

  1. Jutro znowu będziesz w tym samym miejscu, robiąc to samo przez kolejne 8 (czy ile Ci tam wyszło) godzin, więc nie musisz robić wszystkiego w jeden dzień. Zaczynasz od obowiązków, które bezwzględnie trzeba wykonać codziennie (np. przygotowanie jedzenia – i naprawdę nie wiem, czym jesteś taka strasznie przytłoczona, bo nie umiem wymyślić nic więcej co musiałoby być bezwzględnie wykonane codziennie – no chyba, że masz w domu małe dziecko, to jeszcze zmiana pieluchy jest bezwzględna) oraz tych, które wypadałoby robić bardzo często (np. mycie naczyń). Następnie robisz rzeczy, które przypadły na ten konkretny dzień (dla prac cyklicznych np. mycie podłogi, pranie) a całą resztę możesz spokojnie rozłożyć na kilkudniowe, czy nawet kilkutygodniowe „projekty”.
  2. Dni wolne od pracy (święta i weekendy) traktuj jako bezwzględnie wolne – To jest Twój czas dla rodziny, na odpoczynek i na cieszenie się tym przyjemnym czystym domem, który zapewne niedługo będziesz mieć. Prowadzisz dom głównie po to, żeby mieć przyjemne, bezpieczne miejsce, gdzie możesz się zrelaksować i naładować akumulatory, więc jak jest na to właściwy czas, to zrób to. Może się zdarzyć, że musisz zabrać pracę „do domu na weekend” jak masz rozgrzebany duży „projekt”, ale to mogą być tylko sporadyczne przypadki kiedy naprawdę nie ma innego wyjścia (np. remont). Tu jednak też jest bardzo ważna zasada – Jak tylko zamkniesz Twój „projekt” odbierz sobie dzień wolny w tygodniu. Jeżeli chodzi o to niezbędne minimum, które i tak musisz zrobić (obiad, zmywanie naczyń) – z czystym sumieniem podziel się „na pół” z mężem. Pracował cały tydzień? TY TEŻ! Masz prawo do odpoczynku tak samo jak on. A zresztą, jeżeli zrobisz mu wspaniały dom, to z chęcią Ci się odwdzięczy gotując obiad lub zmywając naczynia.
  3. Jeżeli jesteś naprawdę chora, to jesteś chora i nic Cię nie obchodzi. Poradzą sobie bez Ciebie przez dwa – trzy dni i świat się nie zawali. I absolutnie, pod żadnym pozorem nie przygotowuj jedzenia (chyba, że sobie), bo jeszcze pozarażasz resztę domowników. Niech jedzą coś z rezerwy awaryjnej, którą powinnaś mieć zawsze w zamrażarce.
  4. W roku przysługuje Ci 26 dni (roboczych) urlopu, kiedy masz prawo się byczyć i nie robić kompletnie nic. Korzystaj mądrze – wyjazd z mężem na dwa tygodnie to wykorzystanie 10 dni. Majówka – 2 maja to też dzień roboczy. Rozpoczęcie roku szkolnego – musisz wziąć „wolne”. Zgodnie ze standardami „rynkowymi” rozplanuj sobie te 26 dni na cały rok, zostawiając maksymalnie dwa dni „na żądanie”.
  5. Po 8 godzinach pracy KOŃCZYSZ PRACĘ! Jeżeli faktycznie solidnie przepracowałaś te 8 godzin, to naprawdę z czystym sumieniem możesz zająć się zabawą z dziećmi albo poczytać książkę. Nawet jeśli masz coś rozgrzebane to pamiętaj, że jutro też jest dzień. W wyjątkowych sytuacjach, jak czujesz, że masz jeszcze „moc” i bardzo Ci zależy, żeby coś skończyć, to możesz przedłużyć sobie „dzień pracy” o kilka godzin, ale pamiętaj, żeby „odebrać” te godziny w innym dniu.

Jeżeli te warunki Ci się nie podobają – idź do pracy i zarób na gosposię!

Możesz myśleć, że brak mi wrażliwości. Że uwielbiam sprzątanie. Mam łatwiej (niby czemu???) albo mam więcej czasu.

NIE!

Jestem dokładnie taka sama jak TY! Wszystkie jesteśmy! Jeśli chodzi o prowadzenie domu WSZYSCY MAJĄ DOKŁADNIE TAK SAMO! Wyjątek stanowią osoby, które są samotne i przy tym są jedynym opiekunem osoby niesamodzielnej z dużą niepełnosprawnością – Te osoby faktycznie MAJĄ DUŻO TRUDNIEJ, ale co ciekawe – większość z nich bardzo dobrze sobie radzi z prowadzeniem domu.

Dodam, że ja nie mam tego luksusu, żeby być etatową Panią Domu. Pracuję w zasadzie od zawsze. 8 godzin dziennie jestem w pracy + godzina na dojazdy + godzina na ogarnięcie dziecka (zawieźć do szkoły, odebrać, sprawdzić zadania domowe). Co kilka dni dodatkowa godzina na zakupy. 10 godzin na dobę nie ma mnie w domu. Kolejne 8 godzin śpię (nie oddam z tego ani sekundy). Przyjmijmy, że 2 godziny zajmują mi czynności higieniczno – życiowe (mycie, szykowanie się do pracy, jedzenie, toaleta itp.). Zostają mi 4 godziny na dobę do dyspozycji, ale też chciałabym żyć jak człowiek. Dwie godziny dziennie prowadzę dom i dwie godziny dziennie odpoczywam. Jestem Panią Domu Na Ćwierć Etatu i powiem Ci, że można. Pod warunkiem, że potraktujesz prowadzenie domu jak Twoją pracę, a nie „chciejstwo”.

Zastanów się teraz i zrób uczciwy rachunek sumienia:

  • Ile czasu zajmują Ci obowiązki nie związane z prowadzeniem domu (wożenie dzieci, praca, działalność społeczna, pomoc znajomym i rodzinie)?
  • Ile czasu przeznaczasz na sen? (Polecam 8 godzin, ale oczywiście zaplanuj według Twoich potrzeb. Ze względów zdrowotnych powinnaś zmieścić się w przedziale między 6 a 10 godzin.)
  • Ile czasu poświęcasz na swoje prawidłowe funkcjonowanie (kąpiel, jedzenie, makijaż, ubieranie się)?

Ile Ci zostało?

Jeżeli po tym wszystkim zostało Ci mniej niż 2 godziny – rozpisz dokładnie swoje codzienne obowiązki i zastanów się, czy możesz z czegoś zrezygnować (na jakiś czas) albo przekazać komuś innemu. Jeżeli nadal masz mniej niż dwie godziny – skróć „procedury” związane z kąpielą, makijażem itp. – Również tylko na jakiś czas. Wrócisz do normalnych procedur jak już się ogarniesz ze swoim życiem.

Wygospodaruj tyle czasu ile Ci się uda (nie ruszaj czasu przeznaczonego na sen), a resztę podziel na pół. Połowę czasu (nawet jeżeli wyjdzie Ci, że to tylko 5 minut) przeznacz na prowadzenie domu, a drugą połowę na odpoczynek.

To nie jest śmieszne! W 5 minut można naprawdę dużo zrobić w domu, więc spokojnie się ogarniesz. Nie zaniedbuj też odpoczynku. Jeżeli faktycznie przez 23 godziny i 55 minut jesteś notorycznie zajęta, to NALEŻY CI SIĘ 5 minut odpoczynku!

Mówię tu oczywiście o skrajnościach, bo realnie rzecz biorąc większość z nas ma do dyspozycji od 2 do 6 godzin, które może podzielić między prace domowe a relaks. Będę raczej bazować na takich przedziałach czasowych, ale dla pięciominutówek też zrobię co będę mogła 😉

Jeżeli jesteś pełnoetatową Panią Domu, jednocześnie Tobą gardzę i Ci zazdroszczę. Masz 8 godzin na pracę w domu, a cała reszta czasu to Twój czas wolny. Jak nie umiesz się w tym ogarnąć to – Kochana – Weź się za siebie!

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂
Podziel się:
  • ~b.b.kira

    Ten wpis podoba mi się jak żaden inny. Jest super. No jeszcze jakby dostawać kopniaki w tyłek jeszcze w innych dziedzinach. Nooooooooo, działałoby.

  • ~Asia

    No, no, ciekawe… Mamy podobny rozkład dnia, z tymże mnie nie ma w domu 11h… Do tego jestem sama z dwoma maluchami… Może dlatego nie mogłam się tak długo ogarnąć? A może to tylko wymówki, sama już czasem nie wiem. Tak czy inaczej, bardzo jestem ciekawa dalszych wpisów moja bratnia duszo 😉

    • Porządkoodporna

      Rozumiem te wszystkie uzasadnienia, że dzieci powinno się wychowywać w czystym, sterylnym i idealnym domu i przy małych dzieciach nie można sobie pozwolić na bałagan. W moim odczuciu są racjonalne, logiczne i… całkowicie nierealne 😉

      Jestem straszną bałaganiarą, więc nie wiem czy moja opinia ma jakiekolwiek znaczenie, ale według mnie człowiek, który posiada w domu co najmniej jedno dziecko poniżej 3 roku życia, jest całkowicie zwolniony ze sprzątania 🙂

      Tzn. wiadomo, że trzeba siebie i dziecko „oprać”, zorganizować jakieś jedzenie i przynajmniej ten jeden talerz i kubeczek (czy butelkę) wyczyścić, żeby było jak to dziecko nakarmić. Do tego dochodzą pieluszki, nocniczki, smoczki, mycie zabawek, pranie pościeli i pluszaków po „wypadkach” i ogólne usuwanie nieokreślonych plam ze wszystkich możliwych miejsc, bo bez tego nie bardzo da się przetrwać. Jak dla mnie cała reszta obowiązków jest wyłączona do czasu, aż dziecko pójdzie do przedszkola. Zanim dziecko skończy trzy lata rodzice muszą się skupić na tym, żeby nie mdleć z wyczerpania, pamiętać jak się nazywają, nie odbierać żelazka kiedy zadzwoni telefon, nie solić herbaty i nie skoczyć z okna, kiedy po bardzo ciężkim dniu maluch całą noc wymiotuje bo złapał jakiegoś wirusa, a następnego dnia rano trzeba o 5.00 wstać do pracy, po drodze organizując opiekę dla malucha…

      A jak Ty masz dwójkę i żadnego wsparcia, to dziwię się, że masz siłę żeby myśleć o jakimś poważniejszym sprzątaniu 😉

  • Świetny wpis, może się niektóre babeczki wreszcie „ogarną”. Pozdrawiam