10 Przykazań zanim zaczniesz: 3.Przestań być taka perfekcyjna!

perfekcyjna

Sprzątaj niedokładnie i byle jak

Nie próbuj być idealna i perfekcyjna. Chęć zrobienia czegoś dobrze to największy wróg sprzątania. Widzisz całą górę brudów do wyprania i nie chce Ci się? Wyprałaś – teraz masz całą górę składania. Też Ci się nie chce? Zlew jest pełen naczyń? Może jutro będziesz mieć więcej mocy… Podłogę trzeba zamieść ale jak pomyślisz o przestawianiu tych wszystkich rzeczy…

To teraz wyobraź sobie, że masz w domu komary. Ja miewam w każde wakacje. Widzisz jak ten krwiopijca siedzi na stole i aż Cię korci żeby go trzasnąć gazetą ale myślisz sobie: „Nie… to nie ma sensu. I tak nie zabiję wszystkich naraz, więc nie będę ruszać tego jednego”. Pomyślałaś tak kiedyś? Bo ja nigdy! Widzę komara – trzaskam komara z radosnym okrzykiem „Jednego mniej!”. Nie zastanawiam się nad tym, że po mieszkaniu lata ich jeszcze dwadzieścia osiem.

Jednak o sprzątaniu myślisz tak codziennie.

NIE MUSISZ umyć wszystkich naczyń, które są w zlewie!!!

  • Jak umyjesz dwa talerze, to będziesz miała o dwa mniej do umycia jutro.
  • Jak zamieciesz tylko „rynek” trzy razy machając miotłą i wyrzucisz ten pył do śmieci – dużo mniej rozniesiesz sobie po mieszkaniu – nawet jeżeli w zakamarkach nadal są całe stada kotów.
  • Jeżeli dzisiaj złożysz i schowasz tylko bluzki, a jutro tylko spodnie – do końca tygodnia będziesz miała schowane całe pranie.
  • NIE MUSISZ sprzątać idealnie całego stołu żeby zgarnąć ręką okruszki, które irytująco zgrzytają pod talerzem.
  • NIE MUSISZ pucować całego okna żeby zetrzeć półmetrową warstwę kurzu z parapetu. Powiem Ci więcej! Nawet nie musisz wycierać tego parapetu dokładnie. Może zostaną brudne, rozmazane smugi ale brudne, rozmazane smugi to zawsze trochę czyściej niż pół metra kurzu.

Lepiej zrobić coś niedokładnie niż nie zrobić wcale!

Mąż albo dziecko chcą pomóc w sprzataniu ale Ty zrobiłabyś to lepiej? Pozwól im sprzątnąć tak jak chcą. Skoro Ty do tej pory nie zrobiłaś „idealnie” i nie zamierzasz zabrać się za to NATYCHMIAST – posprzątanie średnio albo nawet słabo zawsze da lepszy efekt niż Twój potencjalny perfekcjonizm.

Nie wybijesz wszystkich komarów jednocześnie. Zawsze jak masz okazję załatwiasz je pojedynczo. Ze sprzątaniem jest tak samo. Nie zrobisz idealnie, bo nie będziesz miała na to siły ani chęci. Zrób byle jak. Zawsze będziesz trochę do przodu. Następnym razem jak Cię najdzie potrzeba żeby przetrzeć parapet – parapet będzie już odrobinę czystszy. A za trzecim czy piątym razem będzie tak czysty, że może zachce Ci się doczyścić też ten irytujący zakamarek pod samym oknem.

Nie zastanawiaj się nad logiką sprzątania, bo wpadniesz w błędne koło.

Jeżeli masz przebłysk żeby coś zrobić, sprzątnąć, przetrzeć, ogarnąć, poukładać – nie myśl – zrób. Nie zastanawiaj się czy to ma sens. Nie jesteś Vulkanką – nie każde Twoje działanie musi być logiczne.

Przykład z mojego życia – brudny blat w kuchni. „Wezmę ścierkę i umyję blat, bo jest brudny. Chociaż w sumie to bez sensu. Ekspres do kawy jest zakurzony a na półce rozsypały się przyprawy. Zanim wyczyszczę blat, najpierw powinnam umyć ekspres i zetrzeć tę półkę, bo wszystko mi się osypie na „wyczyszczone” i znowu będę musiała czyścić. Nie zrobię tego teraz – „Za dużo roboty”, „Nie mam tyle czasu”. Zajmę się tym „później”. Poczekam z wycieraniem blatu, aż zrobię resztę”.

Tym sposobem oczywiście przez kolejnych kilka TYGODNI nie tknęłam ani półki z wysypanymi przyprawami (z której prawie nie korzystam), ani ekspresu (którego też nie używam na co dzień), ani tego nieszczęsnego blatu, który przez ten czas zrobił się naprawdę brudny – a że korzystam z niego kilka razy dziennie to irytował mnie niesamowicie i trochę się brzydziłam coś na nim kłaść. W związku z tym cokolwiek tam stawiałam – najpierw podkładałam czysty talerz, który później już wcale nie był czysty i trzeba go było zmyć. Jakbym wytarła blat wtedy, kiedy mnie naszła taka myśl – miałabym jakiś milion talerzy mniej do pozmywania i zdecydowanie mniej nerwów i irytacji z powodu ogólnego syfu w mieszkaniu. Do tego jakbym go porządnie wyczyściła i tylko raz na jakiś czas przetarła z wierzchu, to po wytarciu ekspresu i półki z przyprawami miałabym do starcia trochę kurzu i kilka paprochów. A tak miałam kilkadziesiąt minut szorowania i rozpuszczania tłustych, lepkich albo pozasychanych plam.

To chyba najbardziej ekstremalny przykład moich dialogów wewnętrznych. Oczywiście takich sytuacji było więcej – np. nie poprawię słoików na półkach (które się przewalają i spadają – słoiki, nie półki 🙂 ), bo żeby to miało sens, powinnam najpierw wytrzeć z kurzu półkę, później wszystkie słoiki i dopiero na koniec poukładać tak żeby się nie przewracały. Nie muszę chyba mówić, że w efekcie oczywiście tego nie zrobiłam i przewracały się kolejny miesiąc. Przy okazji kilka się stłukło.

I moje ulubione: Nie włożę wypranych ubrań do szafy, bo w szafie jest bałagan. Zanim schowam czyste rzeczy powinnam najpierw wszystko wyjąć i poukładać. Efekt? Czyste po kilku dniach wędrowania poprzez kosze, kanapy, krzesła oraz jakiekolwiek inne dostępne powierzchnie i regularnego spadania na niezbyt czystą podłogę przestały być już czyste i wymagały kolejnego prania. Jedna bluzka się podarła. A w szafie oczywiście nadal było niepoukładane.

Błędne koło logiki – nie zrobię „trochę”, bo najpierw POWINNAM zrobić coś innego ALE nie zrobię tego czegoś innego, bo to za dużo i nie mam mocy. W związku z tym nie zrobię nic.

Jestem pewna, że Ty też masz coś takiego u siebie w domu. Następnym razem jak Cię dopadnie – zignoruj. TAKA logika jest Twoim największym wrogiem jeżeli chodzi o utrzymanie porządku. Przy sprzątaniu ZAWSZE lepiej jest zrobić coś bez sensu niż nie zrobić nic.

Ten punkt jest chyba najtrudniejszy do „przełączenia” w głowie i prawdopodobnie najtrudniejszy do zaakceptowania przez większość kobiet. Nie znam wszystkich kobiet na świecie ale jestem święcie przekonana, że właśnie te, które uświadomiły sobie, że nie muszą być perfekcyjne i mogą zrobić tylko trochę – czasem byle jak i bez sensu – to są te, które zawsze mają czysto w domu. Paradoksalnie – największy bałagan, mają właśnie perfekcjonistki, które jeżeli nie mogą (lub nie maja siły) zrobić „idealnie” to nie robią wcale.

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂
Podziel się:
  • ~Asia

    O to, to… Perfekcjonizm to właśnie moja choroba, czasem przydatna, ale w większości przypadków jednak utrudnia codzienne funkcjonowanie… A co do półek, ubrań etc. to znów jakbym czytała o sobie. Niestety…

  • Katarzyna Łygoń

    To dokładny opis mojego działania,a w zasadzie mojego stania w miejscu i patrzenia,jak bałagan robi się co raz większy,a wraz z bałaganem wzrasta moja frustracja na swoją bezradność. Dzięki za uświadomienie mi tych ważnych kwestii. Teraz pozostaje mi to jakoś wbić do głowy

    • Nie jesteś w tym sama, bo cała masa kobiet tak właśnie funkcjonuje. Ja się cały czas z tego leczę. Chyba najskuteczniejsza metoda „wbijania do głowy” to po prostu kilka razy spróbować zrobić coś nieperfekcyjnie i „na odwal się”, żeby zobaczyć, że to działa 😉

      Im częściej będziesz ogarniać jakieś drobiazgi „po wierzchu” tym mniej później będziesz miała do sprzątnięcia „perfekcyjnie”, a więc i bałagan i frustracja i bezradność będą mniejsze.