10 Przykazań zanim zaczniesz: 4.Wprowadź się na nowo

wprowadz sie

Nie przywiązuj się do istniejących rozwiązań.

Mieszkasz w tym samym domu od 10 lat i od 10 lat rzeczy mają swoje miejsca, w których się przewalają i z których się wysypują? Od 10 lat przyprawy, które mają miejsce na półce nad kuchenką nie bardzo chcą się tam zmieścić, nigdy tam nie wracają i notorycznie stoją w nieładzie na stole w kuchni? Jeżeli jakieś rozwiązanie się nie sprawdza to znaczy, że jest złe i trzeba je zmienić. Nie ma co się nad tym zastanawiać.

Mieszkam od 20 lat w tym samym mieszkaniu z tymi samymi meblami. Mieszkanie urządzała moja mama. Stojąc przed wyborem, kto ma „iść na swoje” rodzice z wielką chęcią wyprowadzili się z czwartego piętra w centrum miasta na pierwsze, na nowo powstałym, cichym i ślicznym osiedlu gdzie mają własny garaż, blisko do sklepów, blisko do pracy i rewelacyjny dojazd do centrum. A ja zostałam z dwudziestoletnim, nieremontowanym mieszkaniem (które z całego serca kocham i za nic bym go nie oddała – żeby nie było, że marudzę) i równie starymi meblami. Wychowywałam się w tym mieszkaniu z tymi meblami i taką organizacją przestrzeni jaką zostawili rodzice. Miejsca do przechowywania rzeczy były dla mnie oczywiste i naturalne. Prawie całe moje życie garnki stały w szafce pod blatem więc nawet się nie zastanawiałam nad tym, że mogłyby stać w innym miejscu.

Tylko, że wcale tam nie stały. Ja w domu nie gotuję – gotuje mój bardzo, bardzo wysoki mąż, którego strasznie mierziło schylanie się niemal do samej podłogi żeby odłożyć garnek (a odłożenie go wcale nie było takie proste, bo garnków było tyle, że trzeba było kucnąć i chwilę pobawić się w „garnkowy Tetris”). Dlatego garnki NOTORYCZNIE stały na kuchence, na blacie i w zlewie.

Z drugiej strony ja musiałam się wspinać na palce lub wchodzić na stołek za każdym razem kiedy chciałam sobie wziąć talerz, który stał na najwyższej półce nad zlewem. O ile jeszcze zdjęcie talerza kiedy był mi niezbędny okazywało się wykonalne – o tyle odłożenie pozmywanej góry talerzy na miejsce było już ponad moje siły. A one zwyczajnie „od zawsze tam stały”.

Gimnastykowaliśmy się tak zupełnie bezmyślnie przez kilka miesięcy zanim mnie olśniło. Przecież mogę dać garnki na górną półkę – gdzie mąż sięgnie bez problemu – a talerze przełożyć niżej żebym ja miała do nich łatwy dostęp. Od tej pory wszystko zaczęło magicznie wracać na swoje miejsca zamiast walać się po kuchni. To było tak proste i błyskotliwe rozwiązanie, że zwyczajnie było (i jest nadal) mi wstyd, że nie pomyślałam o tym kilka miesięcy wcześniej. No ale skoro „coś” stało „gdzieś” od 20 lat, to do głowy mi nie przyszło, że może stać gdzie indziej.

Od tego czasu poprzestawiałam dosłownie CAŁE MIESZKANIE. W niektórych miejscach poszłam tak ambitnie, że nawet meble zmieniły swoje miejsca. I wiesz co? Zdradzę Ci sekret:

Jeżeli rzeczy nie wracają na swoje miejsce, to znaczy, że to nie jest ich miejsce.

Niektóre „rozwiązania” sprawdziły się natychmiast. Część rzeczy wędrowała po mieszkaniu zmieniając miejsce kilka-kilkanaście razy zanim trafiliśmy na rozwiązanie, które sprawdzało się dla wszystkich domowników, a część rzeczy (a w zasadzie kategorii/grup rzeczy) wędruje nadal, przeprowadzając się co kilka tygodni i szukając swojego właściwego domu.

Jeżeli nie jesteś w stanie na stałe utrzymać porządku w domu, a bałagan „robi się sam” to znaczy, że nie sprawdzają się jakieś rozwiązania, które stosujesz. Odłożenie rzeczy na miejsce to nie jest ani problem, ani wysiłek jeżeli miejsce jest wygodne i łatwo dostępne. Oczywiście, że nożyczki kuchenne po użyciu zostaną na stole w kuchni, bo przecież wyjęłaś je żeby coś nimi otworzyć – jak już tego dokonałaś to zajęłaś się tym czymś co otworzyłaś, a nie odkładaniem nożyczek. Jednak jak będziesz ogarniać stół żeby ukroić sobie kromkę chleba i weźmiesz te nożyczki w rękę – odruchowo, bez zastanowienia włożysz je do ich przegródki w szufladzie czy do miejsca na stojaku z nożami.

No chyba, że ich miejsce jest w koszyku z bałaganem, w górnej szafce nad lodówką i musisz przesunąć osiem innych rzeczy żeby się do tego koszyka dostać. Wtedy biorąc nożyczki w ręce – zamiast odłożyć na miejsce, przesuniesz je kawałek dalej i położysz na ekspresie do kawy albo na parapecie. Później na tej samej zasadzie położysz na nich kilka innych rzeczy. Jak będziesz ich znowu potrzebować to będziesz się wściekle miotać po kuchni i irytować, że nie są na swoim miejscu. Działa to dokładnie tak samo dla każdej rzeczy w Twoim domu.

Wieczorem odłożenie na miejsce WSZYSTKICH rzeczy, które były tego dnia używane i nadal leżą na wierzchu, zajmuje mi około 90 sekund dla rzeczy które mają swoje właściwe i przemyślane miejsca. I oczywiście co najmniej godzinę dla rzeczy których miejsca są bardzo źle zaplanowane albo w ogóle tych miejsc nie mają. Mówię tak tylko czysto teoretycznie, bo przecież jak pomyślę ile to roboty żeby odłożyć tę torbę na laptopa, która powinna stać w pokoju, w szafce, w której musiałabym robić kolejny tetris żeby ją wcisnąć ale najpierw musiałabym przesunąć stołek, który blokuje drzwiczki (którego używałam, żeby sięgnąć na górne półki w tej szafce), to OCZYWIŚCIE tego nie robię i torba na laptopa stoi obok kanapy w salonie trzeci miesiąc, od czasu kiedy musiałam pojechać na konferencję i zabrać ją ze sobą.

Podczas sprzątania traktuj swoje mieszkanie tak, jakbyś się do niego dopiero wprowadziła i żadna z Twoich rzeczy nie miała jeszcze swojego miejsca.

Oczywiście z wyjątkiem tych szafek, w których zawsze jest idealny porządek i do których zawsze odkładasz właściwe rzeczy – jak coś się od 10 lat NAPRAWDĘ SPRAWDZA to nie zmieniaj na siłę.

Jeżeli coś zmieniłaś – wprowadziłaś nowe rozwiązanie ale okazało się, że ono też się nie sprawdza – szukaj dalej. Tydzień to wystarczająco długi czas, żeby przekonać się, czy codzienne rzeczy są we właściwych miejscach. Dwa tygodnie do miesiąca dla rzeczy których używasz rzadziej ale regularnie. Dla wszystkich tych „okazjonalnych” przedmiotów, które wyciągasz raz na kilka miesięcy – około 5 użyć pozwoli zweryfikować, czy masz odruch odłożenia ich na miejsce. Jeżeli nie – znajdź im inne miejsce.

Każdy przedmiot w Twoim domu powinien mieć swój dom. On powinien się dobrze w nim czuć i Ty też powinnaś się dobrze z tym czuć. Odkładanie rzeczy na miejsca to nie sprzątanie – to naturalny, bezmyślny odruch. Jeżeli go nie masz to nie znaczy, że jesteś leniwa czy nie lubisz sprzątać. To znaczy, że rzeczy w Twoim domu są poukładane bez sensu i złośliwie utrudniają Ci utrzymanie porządku, bo źle się czują w swoich domach i nie chcą tam wracać.

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂
Podziel się:
  • ~Asia

    Dużo, dużo prawdy w tym wpisie… Daje do myślenia i całkowicie się zgadzam. Ja bym jeszcze dodała od siebie, że czasem jeśli jakieś rzeczy nie chcą wrócić na swoje miejsce, to może być ich po prostu za dużo… Tak było (i ciągle jeszcze jest, ale pracuję nad tym) w moim przypadku. Mniej znaczy więcej, jakkolwiek to brzmi, zazwyczaj się sprawdza.

  • Cieszę się, że blog Ci się podoba i wspieram psychicznie w walce 🙂

    U mnie sytuacja jest taka, że strasznie nie lubię sprzątać i do tego bardzo lubię chomikować „przydasie”, więc moja walka jest bardziej w stylu „sama ze sobą” 😉 Niestety, żeby było czysto bez sprzątania, to trzeba mieć mało rzeczy. A żeby mieć mało rzeczy, to trzeba zwalczyć tego wewnętrznego chomika…