Jak posprzątać… Dział deserów i podwieczorków

Nareszcie nadszedł czas na absolutnie, bezwzględnie i niepodważanie MOJE królestwo w kuchni, czyli „Cukier, słodkości i różne śliczności!” 😉 Mam w kuchni jedną szafkę, która zawiera „same przyjemności”. Tobie też serdecznie polecam zorganizowanie sobie takiego miejsca.

A co konkretnie znajduje się w takiej szafce?

  1. Składniki „gorących napojów”:
    • Kawa – u mnie tylko i wyłącznie rozpuszczalna, bo fanami kawy zdecydowanie nie jesteśmy i prawie nie pijamy. Tym bardziej, że mam jedną najukochańszą i najcudowniejszą (nie tę, która jest na zdjęciu), która absolutnie wygrywa nawet z  najbardziej ekskluzywną kawą z bajeranckich ekspresów (a na kawie z bajeranckich ekspresów się trochę znam, bo moja mama jest wybitnie uzależniona od kawy i sprzętów do jej robienia 😉 ).
    • Kawa zbożowa – miewam takie etapy, że pijam jej strasznie dużo, a później mi się nudzi i nie piję przez rok. Nie mniej jednak jest bardzo zdrowa i bardzo pyszna i serdecznie polecam.
    • Kakao – zwykłe, ciemne, bezcukrowe. Czasem też jakiś wyrób kakaopodobny typu „napój czekoladowy w proszku”. Ale jednak zwykłe wygrywa, bo posłodzić zawsze można, a do większości rzeczy jednak pasuje mi niesłodzone. No i oczywiście kakao również super zdrowe. Mój ulubiony deser/posiłek to bardzo gęsty serek homogenizowany bez cukru i do tego dwie – trzy czubate łyżeczki kakao. Taką masą powinny być przekładane torty! 😉
    • Herbata – i tu u mnie jest absolutne szaleństwo! Na mojej półce z herbatą jest większy wybór smaków niż w niejednym markecie. Może w 50 smakach bym się zamknęła, ale pewności nie mam 😉
  2. Dosładzacze:
    • Cukier – to bardzo ciekawe zjawisko, bo w zasadzie cukru nie używamy, ale zawsze w domu musi być chociaż ciut, na wypadek jakby przez przypadek „ludzie” przyszli. Bo później jest konsternacja w tylu „Ale jak to nie masz cukru?” 😉
    • Stewia – mój absolutny hit. Ma taki swój specyficzny posmak, ale w zasadzie ten posmak potrafi działać na jej korzyść. Jeżeli już przez przypadek zdarzy mi się pić kawę, to tylko ze stewią. Jak na moje potrzeby idealny zamiennik cukru, do wszystkich budyniów, kisielów, galaretek itp.
    • Ksylitol – do niektórych rzeczy stewia jest za słodka, albo jej struktura jest nieodpowiednia (bo potrzebuję „klasycznych” cukrowych kryształków). W takie sytuacji ksylitol jest rewelacyjnym zamiennikiem cukru. Do tego robi na języku taki śmieszny efekt jak cukierki „lodowe”. Nie wiem dokładnie na czym to polega, ale takie mam skojarzenie. Chleb z masłem orzechowym posypany ksylitolem jest zdecydowanie lepszy niż posypany cukrem. Ostatnio ze zdziwieniem stwierdziłam, że biały cukier jest strasznie ostry i piecze w język 😉
    • Miód – w zasadzie spokojnie bez miodu sobie radzę, ale jednak czasem nie chodzi o słodkość, tylko właśnie o ten miodowy posmak, który rewelacyjnie komponuje się z orzechami czy bakaliami.
  3. Zdrowe przekąski:
    • Orzechy – wszystkie! Jak mamy z mężem jazdę na orzechy to mamy w szafce pełen wybór. Zdecydowanie wygrywają nerkowce, pekany, makadamie i pistacje. Ale oczywiście „bazowe” ziemne, leśne i włoskie też mamy. Ostatnio w strasznych ilościach schodzą u nas właśnie ziemne, ale te jeszcze w skorupkach, co jest zjawiskiem o tyle nietypowym, że generalnie orzechów w skorupkach nie kupujemy, bo to za dużo roboty 😉 Będąc przy orzechach muszę wspomnieć też, że pierwszym domowym orzechowym skrytożercą jest moje dziecko, dzięki temu udało nam się przekonać wszystkie ciocie i babcie do kupowania orzechów i bakalii zamiast słodyczy przy wszystkich możliwych świętach urodzinach itp. Dziecko zachwycone takim rozwiązaniem, ale oczywiście babcie próbują „oszukiwać” i kupują owoce kandyzowane, albo orzechy czy rodzynki w czekoladzie. Co ciekawe, wszystko dosładzane i w czekoladzie leży od świąt, a wszystkie „czyste” bakalie zostały pożarte w ciągu kilku tygodni (mamy dużo babć i cioć, więc tych rzeczy się naprawdę sporo zbiera).
    • Nasionka – słonecznik, sezam, siemię lniane, chia. Sezam uwielbiam. Słonecznik i siemię lniane mi fantastycznie pasuje do owsianek i różnych mieszanek. Co do nasion chia to byłam niesamowicie sceptyczna, bo jakoś mi to dziwacznie wyglądało na tych wszystkich blogach i instagramach, a i przygotowywanie czegokolwiek dzień wcześniej to dla mnie lekka abstrakcja. Po przetestowaniu jakoś się te nasionka u mnie przyjęły, bo efekt faktycznie robią fajny i są niekłopotliwe do przygotowania. Z tym, że faktycznie robię je bardzo, bardzo, bardzo sporadycznie, bo to nastawianie dzień wcześniej mnie przerasta 😉
    • Bakalie – rodzynki, żurawina, suszone owoce: wiśnie, morele, daktyle, figi, ananas, truskawki, jabłka i pewnie coś jeszcze by się znalazło. Suszone wiśnie to mój absolutny hit. A daktyle są rewelacyjne zamiast wszystkich słodyczy i zamiast substancji słodzących do owsianek, kasz na słodko i miliona deserów.
  4. Desery i niezdrowe przekąski:
    • Budynie, kisiele, galaretki – mam we wszystkich smakach. Oczywiście mało eko-bio, bo z torebki. Ale jak już kompletnie nie ma w domu nic słodkiego, a mnie nosi za jakimś deserem, to budyń lub kisiel załatwiają sprawę. No i kisiel to absolutnie najlepsze danie na ciężkiego kaca, kiedy masz obawy, czy śniadanie się przyjmie. Jak mawiał mój kolega ze szkoły „łatwo wchodzi, łatwo wychodzi, smakuje w obie strony” 😉
    • Ciasta i babeczki „w proszku” – to akurat wyjątkowo sekcja mojego męża, bo ja potrafię przypalić nawet sernik na zimno. Oczywiście zdecydowanie lepsze są ciasta robione od podstaw samodzielnie ALE takie gotowe zestawy, to świetna rozrywka rodzinna, bo często zawierają jeszcze jakieś kolorowe „gluty” do dekoracji, albo posypki, albo lukier w niepokojąco nienaturalnym kolorze 😉
    • Owoce kandyzowane – mieszanki keksowe, skórki pomarańczowo – limonkowo – cytrynowe itp. Używamy głównie do ciast, ale na cukrowym głodzie zdarzało się wyżerać same…
    • CZEKOLADA!!! – w każdym domu, w którym jest kobieta MUSI BYĆ czekolada. Zawsze. Koniec i kropka!
    • Słodycze – nie licząc wyżej wspomnianej czekolady w zasadzie nie miewamy słodyczy. Czasem jakieś kilka cukierków, czy opakowanie ciastek, jak dostaniemy z jakiejś okazji, albo jak zostanie „po gościach”. A tak normalnie to nie ma. Zawsze mnie fascynują te wszystkie programy telewizyjne, seriale, a czasem nawet wypowiedzi na forach internetowych, z których wynika, że w każdym polskim domu jest szafka pełna słodyczy i wielki problem jak powstrzymać dzieci (albo się) przed podjadaniem słodyczy w ciągu dnia. My słodycze naprawdę uwielbiamy i możemy je pochłaniać w nieograniczonych ilościach i WŁAŚNIE DLATEGO słodyczy w domu nie ma. Jak któreś z nas jest mega zdesperowane i nie może wytrzymać (najczęściej jestem to ja przed okresem), to musi ruszyć tyłek z kanapy, zejść 4 piętra w dół po schodach (bo nie mamy windy w budynku), iść do sklepu, kupić i co najtrudniejsze – wleźć z powrotem te 4 piętra na górę. Naprawdę baaardzo rzadko jestem aż tak zdesperowana, żeby gonić do sklepu po coś słodkiego, więc nie mam problemu z powstrzymywaniem się od jedzenia słodyczy. To samo dotyczy oczywiście słonych „słodyczy” czyli chipsów, paluszków, precelków, prażynek itp. To nie jest tak, że my ich zupełnie nie jadamy. Po prostu nie kupujemy na zapas. Jak mamy ochotę to kupimy, zjemy i nie ma.

Jak to wszystko uporządkować?

W zasadzie zgodnie z „sekcjami”, które wymieniłam powyżej. Najlepiej na osobnych półkach, lub w osobnych pudełkach / pojemniczkach, które będą udawać szufladki. A przynajmniej u mnie taki system działa. Jeżeli chodzi o zasady ogólne to:

  • Nie wolno trzymać czekolady (i innych słodyczy) obok herbaty. Oczywiście ziemia od tego nie wybuchnie, ale zarówno czekolada jak i wszystkie produkty z czekoladą (ciastka, czekoladki, batoniki, wafelki itp.) oraz większość słodyczy strasznie szybko łapie herbaciany aromat. A czekolada pachnąca herbatą smakuje naprawdę dziwnie i nie za ciekawie. Co ciekawe aromat kawy w słodyczach aż tak nie przeszkadza jak aromat herbaty i mówię to ja – kochająca herbatę i nie przepadająca za kawą.
  • Herbaty ziołowe i ziółka wszelakie (szczególnie miętę i rumianek) trzymaj zawsze szczelnie zamknięte i możliwie z dala od wszystkiego. Najbezpieczniej trzymać je z czarną herbatą i z kawą. Z herbatami owocowymi już zdecydowanie odradzam.
  • Jeżeli lubisz mieć dużo smaków herbaty, to naprawdę fantastycznym rozwiązaniem są takie herbaciane „restauracyjne” pudełka z przegródkami (pokazywałam na instagramie). Co prawda zazwyczaj nie zmieścisz całego opakowania herbaty do jednej przegródki, ale za to możesz mieć w jednym pudełku dużo smaków zawsze pod ręką, a pozaczynane pudełka z tym, co się nie zmieściło do przegródek, zakopać gdzieś w głębi szafki i wyjmować tylko raz na kilkanaście dni, żeby uzupełnić w przegródkach (w jednej przegródce w moim pudełku mieści się pół opakowania herbaty, więc uzupełniam średnio raz na dwa-trzy tygodnie). Polecam pudełka tematyczne np. jedno na czarne, czerwone, zielone, białe; drugie na owocowe; trzecie na ziołowe. Jak już wyżej pisałam – absolutnie nie trzymaj herbat ziołowych w tym samym pudełku, co owocowe, bo nic dobrego z tego nie wyniknie.
  • Produkty „podstawowe”, które schodzą w największych ilościach, warto trzymać w dużych, samodzielnych opakowaniach – z jednej strony tak, żeby nie dosypywać co dwa dni, a z drugiej strony tak, żeby nie męczyć się co chwilą np. z odklipsowaniam i zaklipsowaniem woreczka z kakao (które jak wiadomo strasznie „kurzy” na kakaowo). U mnie część produktów ma własne puszki (które również pokazywalam na insta), a część jest w oryginalnych opakowaniach. Uzależniam to od wygody użytkowania, a nie od estetyki szafki 😉
  • Jak już pisałam przy okazji pojemników – wszystkie orzachy i bakalie koniecznie w szczelnie zamykanych pojemiczkach, bo mole spożywcze nalezą, a później rozlezą Ci się po całej kuchni. Orzechy, które są w małych opakowaniach i są zjadane „na bieżąco” – w ciągu tygodnia od otwarcia – możesz zostawić w oryginalnym woreczku, tylko bardzo dokładnie go zawiń i zapnij klipsem (może być biurowy do papieru albo nawet klamerka do prania – co wyczytałam w komentarzu pod wpisem o przyprawach 😉 ).
  • Przyprawy słodkie, o których pisałam przy okazji sprzątania przypraw, trzymam właśnie w tym dziale herbaciano, bakaliowo, deserowym, a nie z resztą przypraw. I takie rozwiązanie się fantastycznie sprawdza, bo zazwyczaj jak sięgam po orzechy i bakalie, to do całości (owsianki, deseru), dodaję też cynamon, wanilię, przyprawę piernikowa itp.
  • Do trzymania torebeczek budyniowo – kisielowo – galaretkowych rewelacyjnie mi się sprawdza pudełko po lodach. Przy użyciu takiego pudełka, albo bardzo wąskiej szuflady można sobie zrobić katalog galaretek tak, jak kiedyś w bibliotekach katalogowało się książki 😉

Czego się pozbyć?

Nawet jeżeli wydaje Ci się, że wiesz, co masz, to i tak raz na jakiś czas (minimum raz na rok, ale serdecznie polecam raz na kwartał), warto zrobić przegląd działu deserowego i sprawdzić, czy nie dzieją się tam jakieś cuda. Wszelkie robactwo domowe (mrówki, mole i takie białe paskudztwa), uwielbia słodycze, orzechy i bakalie, więc jeżeli pojawią się w nich jakiekolwiek oznaki życia, to nie zastanawiaj się, tylko wywalaj natychmiast całe opakowanie i bardzo, bardzo dokładnie wyczyść szafkę, przeglądając też wszystkie inne opakowania po kolei.

Przy okazji regularnego przeglądu sprawdź też daty przydatności i wywal wszystko, co jest już dawno po terminie. Oczywiście rozumiem różnicę prawną i znaczeniową między zapisami „najlepiej spożyć przed” a „należy spożyć do” i wiem, że w tym pierwszym przypadku produkt nie zacznie być trujący na drugi dzień po terminie przydatności ALE na drugi rok po terminie może już nieco zmienić swoje właściwości i raczej skłaniałabym się w kierunku wywalenia czegoś, co jest aż tak przeterminowane, nawet jeżeli w głowie nachodzi Cię filozoficzne przemyślenie w stylu „co się może zepsuć w kawie rozpuszczalnej?”. Jeżeli jakimś cudem nic się nie zepsuje, to naprawdę uważasz za zasadne trzymanie czegoś, czego nie byłaś w stanie zużyć przez cały rok? Za dużo masz wolnego miejsca w kuchni? 😉

Trochę nawiązując do powyższego – sensownym rozwiązaniem będzie też pozbycie się wszystkiego, co w zasadzie jest jeszcze „w terminie” i w zasadzie nic temu nie dolega ALE absolutnie tego nie używasz. Kupiłaś jakąś kawę na próbę i okazała się paskudna, albo kupiłaś bakalie do ciasta, a piekarnik Ci się zepsuł „na amen” i przez kilka miesięcy go nie naprawisz, albo kupiłaś sobie rok temu jagody goji, bo są takie „superfood”, ale okazuje się, że same są bez smaku, a zupełnie nie masz ich do czego dodawać itp. W każdym z tych przypadków popytaj po znajomych lub rodzinie – może akurat ktoś lubi tę kawę, ma sprawny piekarnik lub codziennie rano jada owsiankę naszpikowaną superfood. Naprawdę czasem warto odżałować te kilka złotych wydane na „nietrafioną” herbatę, czy paczkę ciastek niż trzymać to miesiącami w szafce przekładając z prawa na lewo i tylko czekając aż się zestarzeje.

Jako drobną dygresję napiszę, że to bardzo „wygodna” metoda. Ja niestety robię tak ze szminkami i lakierami do paznokci. Nie mam serca wywalić, chociaż wiem, że nie będę używać, więc tak leżą, aż obiektywnie nie będą się do niczego nadawać – szminki zjełczeją, a lakiery zaschną na amen. I wtedy z „czystym sumieniem” mogę wywalić, bo przecież nie nadają się już do użycia. Oficjalnie ogłaszam, że jest to absolutnie bez sensu, bo przecież wiem, że na 100% nie będę używać i że przez kilka miesięcy (lat) będą tylko leżeć i zajmować miejsce. Na swoją obronę mam tylko to, że stary lakier do paznokci przynajmniej robali nie przyciąga 😉 Jeżeli jednak chodzi o produkty spożywcze, to udało mi się z tego wyleczyć i Tobie też serdecznie polecam.

Cytując Forresta Gump’a „I to już wszystko, co mogę na ten temat powiedzieć” 😉

A Ty? Masz coś do dodania? Masz u siebie taką „deserową” szafkę? Co w niej trzymasz?

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂
Podziel się: