Dlaczego utknęłaś w połowie sprzątania i nie wiesz za co się dalej zabrać

odpoczynek

Miewasz tak czasem, że sprzątasz absolutnie cały dzień i nic tak naprawdę nie jest zrobione? Że ciągle coś robisz, a tu gary brudne, pranie brudne, w domu syf i co Ty tak właściwie robiłaś w ciągu dnia?

Wyobraź sobie, że wyjechałaś na wakacje, w piękne, ciepłe, słoneczne miejsce. Mieszkasz w cudownym hotelu z basenem, a wprost za drzwiami masz piękną plażę. Każdy przepyszny posiłek masz podawany pod nos. Nie masz telewizora, komputera, telefonu – nikt Ci nie zawraca głowy. Dzieci i mąż zostali w domu, albo świetnie się bawią w pobliskim parku rozrywki, a Ty masz do dyspozycji słońce, plażę i luksusowe SPA. Relaks i wypoczynek w pełni!

A teraz wyobraź sobie, że już pierwszego dnia zachorowałaś na paskudną grypę. Łamie Cię w kościach, skóra Cię boli, gardło piecze tak, że nic nie możesz przełknąć, nos cały zawalony, a do tego ten straszny ból głowy i bardzo wysoka gorączka. No i ta nieszczęsna grypa trzyma Cię przez cały urlop.

Wróciłaś do domu po tygodniowych wakacjach i co? Jesteś wypoczęta? Zrelaksowana? Odprężona? Przecież bity tydzień leżałaś w łóżku i nic nie robiłaś. Nikt Ci nie przeszkadzał. No to przecież ODPOCZYWAŁAŚ – jak możesz być zmęczona?

Głupia jestem nie? Jak mogłaś odpocząć, skoro byłaś chora i nie wiedziałaś jak się nazywasz, a Twój organizm cały czas poświęcał maksimum energii na walkę z chorobą. No przecież Ty nie odpoczywałaś i nie relaksowałaś się tylko CHOROWAŁAŚ! To chyba oczywiste, że nie da się chorować i odpoczywać jednocześnie. Tak samo jak nie da się chorować i pracować, bo zwyczajnie – fizycznie – nie jesteś w stanie. Twój organizm może się skupić tylko na jednym zadaniu, które wymaga od niego wysiłku. Jeżeli ma skoordynować pracę całego układu odpornościowego i do tego jeszcze poradzić sobie z „normalnym” utrzymaniem organizmu, to nie wyrabia. Dlatego po kolei wyłącza najmniej potrzebne podzespoły – tracisz czasem świadomość i zdolność twórczego myślenia, bo przy walce z chorobą szkoda energii na utrzymywanie pracy mózgu na najwyższym poziomie. Cały dzień śpisz, bo organizm nie ma wystarczającej ilości energii, żeby utrzymać Cię w ruchu. Nie masz apetytu, bo Twoje ciało nie będzie marnować sił na trawienie, przetwarzanie pokarmu, pracę żołądka, wątroby czy trzustki. Cały „power” idzie na układ odpornościowy i walkę z chorobą. Dopiero kiedy choroba zostanie zwalczona, to poszczególne podzespoły włączają się po kolei: Startuje układ pokarmowy, więc odzyskujesz apetyt. Jedzenie dostarcza Ci więcej energii, więc Twój mózg znowu zaczyna normalnie reagować i przestajesz być taka przymulona. Energia jest znowu kierowana na „normalną pracę”, więc wracają Ci siły i możesz wstać z łóżka.

Skąd ta nagła i lekko nieudolna lekcja biologii?

Twój organizm nie jest w stanie skupić pełnej mocy na dwóch zadaniach jednocześnie. I nie ma w tym absolutnie nic dziwnego. Tak działa Twój organizm i tak działasz też Ty – niezależnie od tego jak bardzo chcesz i udajesz, że jest inaczej.

Nie da się jednocześnie prowadzić samochodu i pisać sms’ów. Albo masz rękę na kierownicy, albo na telefonie. Albo patrzysz na drogę albo na ekran. Jakby się dało, to nie byłoby tylu wypadków i kampanii społecznych na ten temat.

Nie da się jednocześnie jeść i rozmawiać. Możesz rozmawiać z pełnymi ustami (chociaż nie powinnaś), ale nie możesz gryźć i mówić, albo przełykać i mówić.

Nie da się jednocześnie czytać i pisać. Albo czytasz i słyszysz tekst w głowie, albo piszesz i dyktujesz tekst w głowie. Jeżeli wydaje Ci się, że się da, to spróbuj nie przepisywać, tylko czytać coś innego niż zapisujesz.

Nie da się jednocześnie myśleć o swoich sprawach i słuchać, co Ci ktoś opowiada. Albo skupiasz się na własnej myśli, albo na przetworzeniu i zrozumieniu dźwięków które słyszysz. Oczywiście, że możesz siedzieć i bezwiednie potakiwać patrząc opowiadającemu w oczy i układać w głowie listę zakupów, ale tak naprawdę nie zrozumiesz, co Ci ten opowiadający właśnie powiedział. Nie wyczujesz emocji z jakimi to mówił. Nie wyłapiesz żartów i sugestii. A jak całkiem odpłyniesz to nawet nie będziesz potrafiła powtórzyć ostatniego zdania.

I na koniec: Nie da się jednocześnie wdychać i wydychać powietrza. No nie da się i już. Choćbyś na rzęsach stanęła. Albo w jedną, albo w drugą!

Dlaczego więc na siłę starasz się to wszystko robić? A czasem jeszcze więcej – Nie dwie, tylko trzy, pięć, osiem rzeczy na raz? To tak jakbyś właśnie na siłę starała się zrobić jednocześnie wdech i wydech. Dlaczego nie możesz zrozumieć, że SIĘ NIE DA?

Żyjemy w świecie nowej „Propagandy Sukcesu„. Kiedyś osiągaliśmy 300% normy, ludzie żyli dostatnio, a nad Wisłą był cud gospodarczy. Teraz mamy facebooka, instagrama, Lewandowską, Chodakowską i Rozenek. Widzimy to, co ktoś po drugiej stronie internetu (lub telewizji) chce nam pokazać. Czytamy to, co chce, żebyśmy przeczytały. A my chcemy to oglądać i czytać, bo wydaje nam się, że powinnyśmy chcieć takiego życia. No bo przecież jak można nie chcieć mieć pięknej figury, kupy kasy, idealnego wyglądu i perfekcyjnego mieszkania? Miałybyśmy chcieć mieć rozczochrane włosy, niemodne ciuchy, bałagan, nadwagę i ledwo wiązać koniec z końcem? No to chyba musiałybyśmy na głowę upaść.

Ale w zasadzie dlaczego tego chcemy? Dlaczego TY tego chcesz? Tak naprawdę, naprawdę głęboko w sercu chcesz być idealna? Tak samo idealna jak wszystkie inne? Naprawdę chcesz, żeby Twoje mieszkanie przypominało muzeum, a Twoje ciało było bardziej podobne do zimnego marmuru niż gorącej kobiety? Czy to, że świat Ci mówi, że coś jest brzydkie i tandetne, to oznacza, że to coś nie ma prawa Ci się podobać? A jeżeli świat powie, że coś jest obiektem pożądania i wszyscy się tym zachwycają, to Ty nagle i niespodziewanie też musisz mieć w mieszkaniu kamienno-metalowo-biało-szary skandynawski minimalizm, mimo tego, że jeszcze wczoraj naprawdę kochałaś swoją kremowo-różową, puchatą kanapę w stare kwiaty, swoje ciężkie, bordowe, welurowe zasłony i złote klamki?

Czy jeżeli świat Ci wmawia, że TRZEBA robić kilka rzeczy jednocześnie, to oznacza, że musisz zacząć je robić? Na siłę? Mimo tego, że tak naprawdę się nie da? Mimo tego, że wszyscy Ci, którzy są tacy idealni i wielozadaniowi mają najnormalniej w świecie od tego ludzi? Naprawdę myślisz, że Ania Lewandowska, albo Małgosia Rozenek co sobotę dzielnie wdziewają gumowe rękawice i szorują kibel, a później przez pół dnia latają na szmacie po tych swoich 100 – 300 – 500 metrach, żeby wieczorem w doskonałym makijażu, perfekcyjnej fryzurze i idealnie dopasowanej sukni pójść na wytworną galę i zastanawiać się, czy im ręce nie śmierdzą domestosem?

Naprawdę wierzysz w to, że one to WSZYSTKO robią? Same? A Ty, żałosna i nic nie warta nie potrafisz nawet pracować, zajmować się dziećmi, gotować, sprzątać, dbać o romantyczną relację z mężem, utrzymywać kontaktów towarzyskich i znaleźć czasu na rozwijające hobby? No jak to? Przecież na co dzień w telewizji i internetach widzisz, że WSZYSCY tak robią i dają radę, a Ty jedna nie.

Weź się dziewczyno w głowę puknij. NIKT tak nie robi. Skąd to wiem? Bo zwyczajnie NIE DA SIĘ robić kilku rzeczy na raz, tak samo jak nie da się być w kilku miejscach w tym samym czasie. Mózg może się skupić tylko na jednej rzeczy na raz. I właśnie dlatego, jeżeli na siłę zmuszasz go do realizacji kilku rzeczy jednocześnie to on nie wyrabia. Zawiesza się jak komputer, na którym ktoś puścił zbyt wiele programów. A im bardziej zmuszasz ten swój mózg do robienia wielu rzeczy na raz tym bardziej on Ci mówi „Pier**le – nie robię!” i w efekcie zamiast zrobić 5 rzeczy tak jak sobie wymyśliłaś, albo zamiast zrobić jedną, która byłaby jak najbardziej realna do zrobienia – nie masz zrobione nic. Za to masz wszystko rozgrzebane i coraz większą frustrację, że NIGDY tego nie skończysz.

A skoro ciągle masz tyle roboty, to ciągle próbujesz tę robotę robić – nawet jeżeli już nie masz siły. Oczywiście, że czasem odpoczywasz. Odpoczywasz zastanawiając się jak to wszystko ogarnąć, martwiąc się tym, że nie dasz rady, rozpaczając nad tym jaka to jesteś beznadziejna, albo tępo gapiąc się w telewizor i udając, że wcale nie oglądasz po raz setny tego samego odcinka „Przyjacół”, który znasz na pamięć, więc w sumie Cię nudzi – no to może zobaczysz co tam u ludzi na facebooku. I oczywiście nie rozłożysz się wygodnie na kanapie i nie puścisz sobie jakiegoś filmu, który od dawna chciałaś obejrzeć, albo nowego odcinka ulubionego serialu, bo przecież MASZ TYLE ROBOTY, że nie masz czasu na jakieś tam seriale. A tego starocia, co leci w telewizji, to i tak nie oglądasz, tylko siadłaś na chwilę, żeby zaplanować sobie co dalej będziesz robić.

Efekt? Nic nie zrobiłaś, bo siedziałaś na kanapie i scrollowałaś facebooka. Nie nauczyłaś się niczego nowego z tego facebooka, ani nie odświeżyłaś sobie informacji „co tam u znajomych”, bo ciągle myślałaś o tym, ile masz jeszcze roboty. Nie odpoczęłaś, bo niby siedziałaś i niby gapiłaś się w ten telefon, słuchając jednym uchem starego serialu, ale Twój mózg ciągle mówił Ci „No rusz się! Nie siedź! Robotę masz! Nie odpoczywaj! Słyszysz? Nie ma odpoczywania! Robota jest! Rusz się! Ale Ty beznadziejna jesteś! Nawet nie chce Ci się tyłka z kanapy podnieść! Pranie czeka! Gary masz brudne! A w ogóle to zrobiłabyś coś ze sobą – Jak Ty wyglądasz?!” I tak dalej i tak dalej.

Uwielbiam stare odcinki „Star Trek”. A przynajmniej te które do tej pory widziałam, bo nie skończyłam jeszcze pierwszego „sezonu”. Mimo tego naprawdę rozumiem za co ludzie kochali ten serial i w pełni podzielam ich miłość. Uwielbiam też spędzać czas przed telewizorem. Każdy odpoczywa jak lubi. Ja lubię tak. Ale oglądanie po raz setny tego samego sezonu „Przyjaciół” to kiepski odpoczynek. Czemu? Bo się na tym nie skupiam. Skupiam się na zastanawianiu się co mam do zrobienia. A że remont, a że meble, a że bałagan, gary, pranie itp. Więc wstaję, kręcę się i udaję, że coś robię, bo szkoda mi czasu na oglądanie czegoś, co już znam na pamięć. A, że jestem zmęczona i TAK NAPRAWDĘ potrzebuję odpocząć, to kręcę się bez celu, bo kompletnie nie umiem wymyślić za co się zabrać. Nie umiem się skupić na robocie. I nie ma w tym nic dziwnego, bo w końcu telewizor włączyłam po to, żeby skupić się na rozrywce i odpocząć.

Za to jak włączę „Star Trek”, który mam tylko po angielsku z napisami, to muszę się naprawdę bardzo, bardzo skupić na oglądaniu. Nie ma, że się pokręcę, gary pochowam do zmywarki czy coś. Siedzę, oglądam i już. Nic więcej. Normalnie „Nie mów do mnie teraz!” 😉 Co prawda angielski ogarniam na tyle, że „normalny” serial mogłabym oglądać kręcąc się po mieszkaniu, ale w tym wypadku – zapomnij! Dziwne rasy, planety, narzędzia setki nieistniejących słów, a to wszystko okraszone domieszką fizyki, chemii i biologii. Nie wiem, czy jakby angielski był moim ojczystym językiem to byłabym w stanie to wszystko ogarnąć. To tak jak z czytaniem Harrego Pottera w oryginale – przez pierwsze pół książki nie masz pojęcia co jest zaklęciem, co nazwiskiem, a co dziwną, nieistniejącą nazwą własną.

Dlatego własnie „Star Trek” jest moim serialem do odpoczynku. Oglądając go nie mogę robić nic innego. Nie mogę się zastanawiać nad bałaganem, bo muszę się zastanowić, czy to co oni tam opowiadają jest aby na pewno zgodne z prawami fizyki. No i muszę się skupić na czytaniu napisów. Nawet do toalety nie mogę wyjść bez pauzowania, bo jak wracam to już nie wiem, o co chodzi i muszę cofać. To jest ten czas kiedy naprawdę jestem skupiona tylko na sobie, swoim czasie wolnym i odpoczynku.

Wiesz, co jest w tym najtrudniejsze? Podjęcie ŚWIADOMEJ decyzji, że teraz nic nie robię, olewam obowiązki i zaległości i skupiam się na oglądaniu serialu. Zadecydowanie, że wyłączam się na godzinę i odpoczywam. No bo przecież jak to tak mogę odpoczywać skoro tyle roboty? Jeżeli siadam sobie tylko na chwileczkę, a w telewizji leci jakiś chłam, to przecież nie będę tego oglądać tylko sobie na moment cupnę i zastanowię się, za co mam się teraz zabrać. I po raz kolejny „cupnięcie” kończy się dwugodzinnym scrollowaniem facebooka. Ale nie odpoczywałam. Taka jestem dzielna! Jest robota, to nie odpoczywam, tylko myślę co robić. Przez dwie godziny…

A mimo to podjęcie świadomej decyzji, że zamiast snuć się bez sensu przez dwie godziny, usiądę na godzinę, obejrzę jeden odcinek, odpocznę i może wtedy coś mi się w głowie rozjaśni, wzbudza we mnie jakiś taki straszny opór. Wydaje mi się, że skoro tyle roboty, to „nie wolno” odpoczywać.

Największy sekret ludzkości, skrzętnie ukrywany przed większością kobiet na świecie jest taki, że właśnie wolno. Wolno odpoczywać! A nawet trzeba! Jeżeli stajesz w miejscu i kompletnie nie wiesz co dalej, to nie dlatego, że jesteś beznadziejna i nic nie umiesz zrobić. To dlatego, że Twój mózg się zmęczył. Nie daje rady ciągle i w kółko wałkować tego samego. Potrzebuje odpoczynku od tego konkretnego problemu. Nawet jeżeli nie jesteś zmęczona fizycznie, to Twoja głowa ma dosyć. Czasem ma tak dosyć, że potrzebuje 10 godzin snu, a czasem tak, że wystarczy 15 minut skupienia na czymś kompletnie innym. Na ciekawym serialu, porywającej książce, haftowaniu, szyciu, wiązaniu supełków, podziwianiu widoków za oknem czy na spacerze, gadaniu o „dupie maryni” z przyjaciółką, albo oglądaniu kotów na YouTube. Nawet na srollowaniu facebooka. Ale pod jednym warunkiem: Że NAPRAWDĘ skupisz się na tym swoim odpoczywaniu. Że przeglądając tego facebooka nie będziesz myśleć o tym, że pranie na Ciebie czeka, tylko o tym, że np. Kryśka z 4b to za mąż wyszła, a Zośce to się dziecko urodziło, Stasiek w kinie był na nowym filmie, to muszę go zapytać, czy fajny, bo też chciałam iść. Albo że ktoś tam inny napisał intrygujący komentarz pod artykułem, którego jeszcze nie czytałam i przeczytam, żeby mieć własną opinię na ten temat. Naprawdę nawet ten nieszczęsny facebook, czy te koty w internecie to może być dobry sposób na odpoczynek jeżeli taki Ci akurat odpowiada. Ale pod warunkiem, że podejmiesz świadomą decyzję, że Ty teraz odpoczywasz i w pełni skupiasz swoją uwagę na nowościach z facebooka czy kocie tańczącym salsę. Mówisz sobie – teraz sprawdzę to i tamto, poczytam, obejrzę, przespaceruje się itp. A jak skończysz ten swój odpoczynek to sprawdzasz czy już wiesz za co masz się teraz zabrać. Zazwyczaj w ciągu kilku minut od „zmiany tematu” spłynie na Ciebie olśnienie i natychmiast rozwiążesz problem, z którym borykałaś się przez ostatnie dwie godziny. A jeżeli nie, to nie walcz. Idź spać. Jeżeli nawet jest środek dnia, to się zdrzemnij na parę minut.

Co w sytuacji, kiedy odpoczynek nie pomaga, a przespać się nie możesz (bo cokolwiek)?

Odpuść. Najzwyczajniej w świecie odpuść. Nie staraj się zrobić czegoś na siłę, jeżeli ewidentnie nie jesteś w stanie się za to zabrać. Wrócisz do tematu jutro, po jutrze, za tydzień, za miesiąc. Walka ze sobą nie da Ci nic kompletnie po za poczuciem coraz większe porażki, beznadziejności i bezsilności. Podejmij świadomą decyzję: „Jestem zmęczona, brak mi pomysłu, nie daję rady. Szkoda mojego czasu i energii. Wrócę do tematu jak odpocznę

Wiesz dlaczego w czasie wojny japońskie wojska nie miały szans z zachodnimi armiami? (Wszystkich fanatyków historii i specjalistów od wojen serdecznie przepraszam za dramatyczne uproszczenie i proszę o łagodny wymiar kary 😉 ) W azjatyckiej kulturze nie ma „odpuszczania”. Walczysz do końca. A jak przegrywasz, to popełniasz samobójstwo. Nawet jak jesteś zdrowa i sprawna. Wtedy wręcz tym bardziej, bo jak jesteś zdrowa, sprawna i przegrywasz, to hańba na cały Twój ród. Wiesz co się dzieje z armią, kiedy zdrowi i sprawni żołnierze zaczynają popełniać samobójstwa?

Co w tym czasie robią armie zachodnie? Wycofują się. Przeczekują. Zbierają siły. A później się przegrupowują, zmieniają taktykę i uderzają ponownie. I wygrywają.

Bo nie da się wygrać jeżeli najpierw zajedziesz się na amen a później stwierdzisz, że dalsza walka nie ma sensu, bo jesteś beznadziejna i nic już z Ciebie nie będzie.

Najzwyczajniej w świecie, po ludzku szkoda marnować czas na robienie na siłę czegoś, czego w tej chwili nie jesteś w stanie zrobić. Zamiast tego lepiej, żebyś w pełni skupiła się na tym, co możesz zrobić i co zrobisz skutecznie. Nawet jeżeli miałby to być odpoczynek. A może nie. Może wcale nie masz ochoty odpoczywać. Może wystarczy, że zamiast układać i próbować usystematyzować stertę bardzo ważnych dokumentów, spróbujesz poukładać ciuchy w szafie, żeby się nie przewracały. Może skupisz się na mechanicznej czynności składania ubrań i głowa Ci w tym czasie odpocznie od pracy koncepcyjnej? Tylko błagam Cię. Jak składasz te bluzki, to skup się na tym, żeby były równo, a nie na tym, gdzie powinnaś trzymać ubezpieczenia 😉

Nie chcesz przegapić nowych wpisów? Zapisz się na mój newsletter:

Podziel się:
  • Monika

    Bingo – super tekst. Dokladnie tak mam. Robię coś, myślę o czymś innym, planuję zastanawiam się. Potem nagle okazuje się ze dzień przelecial, nie zrobiłam tego co w glowie zaplanowalam. zamiast przy podlewaniu kwiatków na tarasie zastanowić się jaka ładna pogoda, jak ładnie rosną, głęboko odetchnąć- to myślę zeby szybciej je podlać i biec do następnej rzeczy. Przeciez te kwiatki sadziłam żeby również moje oczy cieszyły i co z tego skoro tego nie wykorzystuję.
    To co napisałaś o tym że ludzie nam pokazują to co chcą a nie to jak jest naprawde a nam sie wydaje ze takie „perfekcyjne życie maja”. Tylko tak naprawde kazdy moze ze swojego zycia wybrac takie najlepsze rzeczy i je pokazac na zewnatrz a inni beda nam zazdroscic. To troche działa tak ze ja zazdroszcze kolezance pieknej figury a ona mi uśmiechniętego dziecka i męża”

    • No i własnie o to chodzi – większość naszych problemów z realizacją zadań bierze się z tego, że tak naprawdę wcale się nie skupiamy na tym, co robimy. A później nawet jeżeli nam się coś uda, to nie umiemy się z tego cieszyć, bo myślimy już o czymś innym (tak jak napisałaś o tych kwiatkach).
      A z zazdrością to dokładnie tak działa – my też możemy pokazywać swoje najlepsze strony, żeby inni nam zazdrościli tylko pytanie: Po co? Trzymając się Twojego przykładu – a nie lepiej by było jakby koleżanka cieszyła się ze swojej pięknej figury, a Ty ze swojego dziecka i męża, zamiast gonić za tym, co ma ktoś inny? Tym bardziej, że widzimy tylko tę jasną stronę i podchodzimy do niej trochę bezrefleksyjnie: Czy jakby koleżanka urodziła dziecko, to nadal miałaby taką piękną figurę? W życiu zazwyczaj dostajemy coś kosztem czegoś innego…