Po czym poznać śmieci i klamoty?

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym jak odróżnić śmieci od klamotów? I jak jedne i drugie odróżnić od naprawdę przydatnych rzeczy?

Większość problemów z bałaganem w domu, wynika właśnie z braku umiejętności obiektywnej oceny własnych rzeczy. Dopóki tego w sobie nie odnajdziesz i nie wyćwiczysz – będziesz miała ogromne trudności z utrzymaniem porządku w domu.

Dlaczego to takie ważne?

Bardzo lubimy nadawać wartość wszystkiemu, co wpadnie nam w ręce. Kamyk z plaży potrafimy w 15 sekund przeobrazić w głowie w cenną pamiątkę z wakacji. Kilkanaście ścinków materiału już widzimy oczami wyobraźni jako piękną poszewkę na poduszkę. Natomiast stłuczony talerz jawi nam się jako dekoracyjna mozaika.

Jesteśmy mistrzyniami w awansowaniu przedmiotów. Prawie każdy śmieć awansuje u nas do rangi klamotu, a następnie z pozycji klamotu dostaje promocję na stanowisko przydatnej rzeczy. Z przydatnej rzeczy staje się rzeczą cenną i kompletnie przestajemy dostrzegać, że to tylko zwykły śmieć, który przewala nam się po domu i zajmuje miejsce.

Co to są klamoty?

Klamotów w naszych domach nie powinno być w ogóle. W drodze wyjątku, jeżeli już naprawdę nie potrafisz się z jakimś klamotem rozstać, mimo tego, że masz świadomość, że to klamot (do Ciebie mówię moja sztruksowa torbo z liceum) świat się nie zawali jeżeli kilka takich rzeczy sobie zostawisz. Niestety w ogromnej części polskich domów (i chyba we wszystkich domach z bałaganem) klamoty stanowią WIĘKSZOŚĆ dobytku. To właśnie klamoty zajmują ponad połowę przestrzeni. A niekiedy i niemal całą przestrzeń. I to właśnie klamoty powodują bałagan oraz (Uwaga, Uwaga!) BRUD.

Nie muszę Ci chyba tłumaczyć, że można mieć czysto i mieć bałagan, a można mieć porządek i jednocześnie mieć brudno. Najczęściej jednak jak masz porządek, to łatwiej Ci utrzymać czystość, a jak masz bałagan, to wraz z nim wkrada się brud.

Dlaczego twierdzę, że klamoty powodują brud? Ponieważ:

  • Zbiera się na nich kurz, którego nie masz kiedy wytrzeć, bo jest ich za dużo,
  • W miejscach, w których są, zbiera się kurz, roztocza, w porywach do robali (pająków, mrówek, rybików itp.), bo klamotów nie ruszasz zbyt często, więc pod nimi nie sprzątasz i nie przeszkadzasz np. pajączkowi w tworzeniu coraz bardziej imponujących pajęczyn.
  • Nie sprzątasz, bo albo nie chce Ci się wszystkiego przekładać, albo w ogóle w pewne miejsca nie jesteś się w stanie dostać.
  • Masz za mało przestrzeni, więc bywa, że coś przetrącisz, rozsypiesz, rozlejesz i nawet nie wiesz, że jakaś tubka na spodzie szuflady Ci się zgniotła, albo jakaś butelka się rozszczelniła, a część zawartości rozlała się dookoła.
  • Klamoty odizolowują przestrzeń utrudniając np. wentylację, przez co może pojawić się grzyb i pleśń. Wiadomo, że porcelanowa miska Ci nie spleśnieje, ale już szafa zatkana szczelnie nadmiarową pościelą, ręcznikami, obrusami i innymi takimi przydasiami, które od 10 lat nie były ruszane – jak najbardziej spleśnieć może.

Do tego nadmiar klamotów powoduje, że niszczą Ci się rzeczy, przydatne, cenne i wartościowe. A to sterta się rozsypie i przygniecie jakiś delikatny przedmiot, a to nie możesz czegoś wydobyć i niechcący złamiesz albo urwiesz, a to nie możesz czegoś zmieścić i wciskasz na siłę zgniatając przy okazji coś innego. Przykłady można by mnożyć, ale w największym skrócie chodzi po prostu o to, że jak masz za dużo rzeczy, to nie jesteś w stanie o wszystkie zadbać tak jak należy.

Po czym poznać klamoty?

Klamoty, to rzeczy, które są w pełni sprawne, nadają się do użytku, absolutnie nic im nie dolega, a mimo to ich nie używasz i używać nie będziesz.

Powody nieużywania mogą być oczywiście przeróżne. Może nie używasz opiekacza, bo nie chce Ci się go wyciągać, a później myć, skoro równie dobrze możesz zrobić tosty w piekarniku. Może nie nosisz różowych szpilek, bo kompletnie nie masz okazji, żeby je zakładać. Może nie ubierasz pięknego, czerwonego swetra, bo w tym odcieniu czerwieni wyglądasz strasznie grubo. Może nie używasz bardzo dobrego i bardzo drogiego noża, bo masz cztery dokładnie takie same bardzo dobre i bardzo drogie noże. Może nie podziwiasz tej pięknej figurki, którą przywiozłaś z Paryża, bo leży w kartonie na szafie wraz z trzydziestoma innymi pięknymi figurkami, ze względu na to, że na półkach masz już upchanych sto osiemdziesiąt pięć figurek i za żadne skarby świata ani jedna więcej Ci tam nie wlezie. Może nie czytasz swoich książek, bo wszystko już przeczytałaś, a nie masz w zwyczaju czytać tej samej książki dwa razy.

W zasadzie nie ma znaczenia dlaczego nie używasz swoich rzeczy. Znaczenie ma tylko to, że ich nie używasz i że używać nie będziesz. Nagle z dnia na dzień nie zachce Ci się wyciągać opiekacza, nie zaczniesz lepiej wyglądać w czerwonym i nie zużyjesz 4 noży, żeby ten piąty był Ci potrzebny. Wszystkie te klamoty będą tylko leżeć i zajmować miejsce.

Jaka jest najprostsza metoda, żeby zlokalizować wszystkie klamoty?

Pisałam o tym już co najmniej kilkanaście razy przy różnych okazjach, ale napiszę po raz kolejny:

  1. Zbierasz wszystkie rzeczy z jednej kategorii do wspólnego pojemnika (pudło, torba, półka w szafie itp.).
  2. Kładziesz ten pojemnik poza zasięgiem ręki i wzroku.
  3. Szykujesz łatwo dostępne miejsce, w którym ta kategoria rzeczy powinna być.
  4. Wyciągasz z trudno dostępnego pojemnika jeden konkretny przedmiot, którego w tej chwili zamierzasz użyć.
  5. Po użyciu odkładasz w łatwo dostępne miejsce.
  6. Następnym razem sięgasz po przedmiot w łatwo dostępne miejsce, a do trudno dostępnego pojemnika idziesz dopiero wtedy, kiedy w łatwo dostępnym miejscu nie ma tego, czego potrzebujesz.
  7. Po upływie określonego czasu (dostosowanego do częstotliwości używania rzeczy – tydzień, trzy miesiące, rok – według uznania) wszystkie rzeczy potrzebne których faktycznie używasz masz już pod ręką, a wszystko, co zostało w pierwszym pojemniku, to klamoty, których z czystym sumieniem możesz się pozbyć.

Taką metodę można zastosować w zasadzie ze wszystkim – od sztućców i naczyń, poprzez narzędzia, buty, kosmetyki, pamiątki, dekoracje aż do ubrań, czy domowych przetworów. Metoda jest też „bezwzględna” – nie ma tu zastanawiania się, czy czegoś używam, czy nie używam, czy potrzebne, czy niepotrzebne. Jeżeli nie użyłaś jakiegoś „zapasowego” grzebienia przez pół roku, to dlaczego uważasz, że go kiedykolwiek użyjesz. A jak Ci się Twój aktualny grzebień połamie, to zapewne i tak będzie Cię kusić, żeby kupić sobie nowy, zamiast wygrzebywać jakiegoś paskudnego starocia.

Wyjątki:

Jest kilka (podkreślam tylko KILKA) rodzajów rzeczy, które mimo nie używania w określonym czasie możesz zostawić. Dotyczy to w szczególności rzeczy szybko zużywalnych, które testowałaś w dosyć krótkim czasie. Np. na test tego, które z kosmetyków łazienkowych są Ci naprawdę potrzebne powinny wystarczyć dwa tygodnie. Jeżeli po tych dwóch tygodniach okaże się, że nie użyłaś zapasowego szamponu, czy zapasowego mydła, to przecież oczywiste jest, że użyjesz ich jak skończą Ci się te, których używasz do tej pory. Jeżeli jednak nie użyłaś ani razu szamponu, który jest od pół roku otwarty i wiesz, że go nie użyjesz, bo np. nie podoba Ci się zapach, włosy Ci się po nim przetłuszczają albo cokolwiek innego, to taki szampon zdecydowanie będzie do wywalenia (lub oddania, jeżeli masz kogoś, kto tego szamponu używa i jest Ci tak bliski, że nie krępujesz się podarować mu napoczętego szamponu).

Ta sama zasada działa z większością zużywalnych rzeczy – chemią gospodarczą, kosmetykami do makijażu, artykułami higienicznymi, artykułami kuchennymi (folie, woreczki itp.). No chyba, że zapas rzeczy masz tak ogromy, że nie ma szans, żebyś zużyła wszystko przed końcem terminu przydatności – w takim wypadku spokojnie możesz rzecz przekazać (przyjaciółce, rodzinie, organizacji charytatywnej) póki jeszcze nadaje się do użycia.

Co zrobić z klamotami?

Skoro, jak już pisałam, są to rzeczy sprawne i nadające się do użytku, to możesz poszukać im nowego domu. Zapytać znajomych, rodziny, czy nie potrzebują czegoś takiego (nie obdarowywać na siłę!), przekazać organizacji charytatywnej, oddać do domu samotnej matki, pobliskiej szkoły, schroniska dla zwierząt itp. oczywiście adekwatnie do potrzeb danej instytucji.

Możesz też próbować klamoty sprzedać, ale pamiętaj, że to klamoty – nie trzymaj ich wiecznie w nadziei, że znajdzie się ten jeden kolekcjoner, który doceni wartość Twojego starego wazonu. Daj sobie określony czas na sprzedaż, a jeżeli w tym czasie nie znajdzie się chętny, to odpuść.

Jeżeli żadna z tych metod nie zadziała (nikt nie potrzebuje, nikt nie chce kupić), to ja zawsze zostawiam takie rzeczy w możliwie czystym, suchym miejscu przy śmietniku. Zazwyczaj w magiczny sposób znikają w ciągu kilku godzin.

Co to są śmieci?

To będzie trudniejsza i bardziej bolesna prawda:

Śmieciem jest każda rzecz, która W TEJ CHWILI nie nadaje się do użytku zgodnie z przeznaczeniem.

Przykro mi to mówić, ale pęknięta filiżanka, to nie jest ani potencjalna doniczka, ani materiał na mozaikę. Pęknięta filiżanka to jest śmieć. Tak samo śmieciami są ścinki materiału, kubeczki po jogurtach, opakowania po jajkach, przeterminowane kosmetyki, poprute ubrania, spódnice ze sparciałą lub pękniętą gumką, koszula z urwanym guzikiem, zmechacony sweter, buty ze zdartym flekiem i wszystkie inne rzeczy, których z różnych względów nie możesz użyć zgodnie z ich przeznaczeniem (nawet jakbyś bardzo chciała).

Na przykładzie tej koszuli: Jeżeli od koszuli, którą ubierasz na oficjalne spotkania odpadł Ci guzik np. na biuście, to przecież nie pójdziesz na oficjalne spotkanie bez guzika. A więc nie jesteś w stanie użyć koszuli zgodnie z jej przeznaczeniem. Koszula bez guzika staje się śmieciem, bo nie nadaje się do użytku. Proste.

Czy to oznacza, że powinnaś taką koszulę wyrzucić? To zależy.

Nie trzymaj śmieci w domu!

Jeżeli od jakiegoś czasu trzymasz w domu śmieci (jak choćby tę koszulę), to zdecydowanie powinnaś się ich pozbyć. Możesz to jednak zrobić na dwa sposoby:

  1. Wyrzucić.
  2. Sprawić, żeby przestały być śmieciami – naprawić, znaleźć faktyczne zastosowanie.

Na przykładzie koszuli – jeżeli przyszyjesz do niej guzik, to będzie się nadawała do użycia więc przestanie być śmieciem. Jeżeli użyjesz pudełek po lodach do zamrożenia resztek z obiadu, to też przestaną być śmieciami. Jeżeli zrobisz tę mozaikę z tego potłuczonego talerza, to on również śmieciem nie będzie. Ale dopóki nie naprawisz, nie użyjesz, nie zrobisz – śmieci będą tylko śmieciami nadającymi się do wyrzucenia. Nawet nie do oddania, bo przecież nie będziesz nikogo obdarowywać śmieciami!

Nie oszukuj się!

Napiszę jeszcze raz – nie trzymaj śmieci w domu! Miejsce śmieci jest w kuble. Jeżeli na jakiejś rzeczy Ci bardzo zależy i chcesz ją naprawić, albo użyć w inny sposób, to rusz zadek i to zrób. Chcesz przyszyć guzik do koszuli to go przyszyj. Chcesz naprawić gumkę w spódnicy to ją napraw. Chcesz wymienić fleki w butach, to je wymień. Chcesz zrobić mozaikową ramkę z potłuczonych talerzy, to ją zrób.

A jeżeli nie zamierzasz tego wszystkiego robić, to przyznaj się przed sobą, że nie masz czasu, nie chce Ci się, łatwiej Ci kupić nowe i w końcu wywal te wszystkie śmieci. Ustal sobie stały, konkretny termin np. dwa tygodnie na pozbycie się ich. W tym czasie albo naprawiasz, albo używasz do czegoś innego, albo wywalasz.

Błędne koło bałaganu

Im więcej rzeczy posiadasz tym mniej jesteś w stanie zrobić.

Pisałam Ci, że możesz śmieci naprawić zamiast je wyrzucać. Możesz, ale zapewne tego nie zrobisz. Wiesz dlaczego? Bo nie będziesz miała czasu, BO będziesz ciągle sprzątać.

To samo dotyczy sprzedaży klamotów – nie sprzedasz ich, bo żeby je sprzedać musiałabyś im najpierw zrobić zdjęcia, opisać, wrzucić gdzieś do internetu, później odpowiadać na pytania kupujących, a w najgorszym wypadku jeszcze pakować i iść na pocztę. To masa roboty, na którą też nie będziesz miała czasu, BO przecież musisz sprzątać. Tak samo ich nie oddasz za darmo, bo musiałabyś znaleźć czas na znalezienie odpowiedniej osoby / instytucji, zapakowanie i dostarczenie na miejsce. Przecież nie masz kiedy tego zrobić, BO sprzątasz.

A ciągle musisz sprzątać, BO masz za dużo rzeczy, które się przewalają, które musisz ciągle zbierać lub przestawiać i których nie masz gdzie dać. Ale przecież nie pozbędziesz się tych rzeczy, BO w wolnej chwili (której nie masz i mieć nie będziesz) je naprawisz lub sprzedasz.

Dostrzegasz obłęd w tym sposobie myślenia?

Jeżeli w pewnym momencie nie przerwiesz tego błędnego koła, to będziesz się tak kręcić do końca życia. A przerwać możesz na dwa sposoby:

  • Przestań się oszukiwać, że uda Ci się to wszystko posprzątać i skup się TERAZ (nie w wolnej chwili) na naprawianiu tego, co chcesz naprawić, na sprzedaży tego, co chcesz sprzedać i na oddaniu tego, co chcesz oddać. Do sprzątania wróć jak już to wszystko pozałatwiasz.

albo

  • Przestań się oszukiwać, że znajdziesz czas na naprawianie, oddawanie czy sprzedawanie, wynieś te wszystkie śmieci i te wszystkie klamoty na śmietnik i posprzątaj wreszcie.

Masz jeszcze oczywiście trzecią opcję – możesz do końca życia spędzać każdą wolną chwilę na sprzątaniu i ciągle mieć bałagan.

Daj znać na co się zdecydowałaś.

 

Nie chcesz przegapić nowych wpisów? Zapisz się na mój newsletter:

Podziel się:
  • O to to! Najgorsze jest to, że w przedpokoju stoi mi wielka komoda, która ciągle zawadza. A wypchana jest… Klamotami i śmieciami. Nikt jej nawet nie otwiera, bo ma zepsute szuflady, które się rozlatują w rękach. Koszmar. A nie mam ochoty nawet w niej grzebać.
    Ale mam ją na celowniku. Do końca roku to zrobię ;p

    • Sprawdź kiedy w Twojej okolicy będzie wystawiony kontener na gabaryty, do którego będziesz mogła wywalić komodę. Takie terminy dodatkowo motywują. A jak nie zdążysz przejrzeć, to najwyżej wywalisz z zawartością 😉

  • Chyba pierwszy raz tu komentuję, choć czytam Cię od początku (po prostu udało mi się odgadnąć w końcu hasło do Disqusa) ;). Chciałam tylko powiedzieć, że uwielbiam Twoje analityczne podejście do zagadnień bałaganu. I pomimo, że od kilku lat wcielam w życie minimalizm, to Twoje wpisy fajnie układają mi w głowie pewne sprawy. A, no i poleciłam Cię także pewnej osobie, która ma (miała?) ten level z nieużywanym pokojem, do którego nie da się wejść. Serdecznie pozdrawiam!

    • „Analityczne podejście do bałaganu” – muszę sobie to zapamiętać 😉 Już tak mam, że strasznie nie lubię robić rzeczy „bo tak” i też jakoś nie wierzę, że różne zjawiska (np. bałagan) robią się same, na złość i bez żadnego powodu – dlatego zanim zabiorę się za jakąkolwiek robotę staram się dojść do tego dlaczego właściwie muszę to robić – i od strony „po co?” i od strony „co doprowadziło do takiej sytuacji”. Pewnie stąd takie rozbieranie wszystkiego na czynniki pierwsze 😉
      Daj znać co u tej osoby z nieużywanym pokojem. Poradziła sobie?

      • Musi sobie poradzić, bo za miesiąc będzie w tym pokoju robiona podłoga – a więc raczej musi być pusto 😀 a ja wspieram na odległość 300 km.

        • Robienie podłogi jeszcze nie oznacza ogarnięcia – wystarczy przenieść bałagan do innego pokoju 😉

  • Lola Kowalska

    Będę Twój tekst czytać wielokrotnie…do momentu aż nie podejmę jakiejś decyzji…póki co oddałam wszystkie szklanki i kubki,których nie używam a zniszczone przez zmywarke talerze wywaliłam do kosza 🙂 Ach od razu lepiej…Nastepny krokiem będzie poszukanie jakiegoś „łatwo dostępnego miejsca” 😀 w kuchni na art.spożywcze – bo mam je poupychane we wszytkich szafkach w kuchni i suma sumarum nie wiem co mam 😉

    • Akurat od jedzenia to powinnaś zacząć – nawet jakby na początek miał to być tylko wielki koszyk stojący gdzieś na podłodze. Jak nie wiesz co masz, to najczęściej po kilka razy kupujesz to samo i część Ci się przeterminowuje i jest do wyrzucenia. Zwyczajnie szkoda pieniędzy. No i pomijam, że takie jedzenie poutykane po szafkach to zaproszenie dla moli i mrówek.
      Gratuluję sukcesu ze szklankami, kubkami i talerzami! Oby tak dalej! Tylko z ciekawości zapytam: W jaki sposób zmywarka zniszczyła Ci talerze?

      • Lola Kowalska

        O dziekuję za radę 🙂 Zmywarka niszczy szczególnie przezroczyste szkło i brązowy arcoroc…po prostu matowi są jakby przetarte papierem ściernymi mają biały nalot.

        • Może wodę masz za twardą. Mnie się tak nigdy nie robiło, ale u mnie woda rewelacyjna, a wiem, że dziewczyny, które mają bardzo twardą wodę sypią dodatkową sól do zmywarki właśnie przeciwko matowieniu. Nawet jeżeli używają kostek „wszystko w jednym”, to i tak dosypują soli, właśnie na ten nalot i matowienie.
          Oczywiście wszystko jest do przemyślenia, bo przypuszczam, że przez kilka lat sypania soli wydasz na nią tyle pieniędzy, że równie dobrze możesz nie sypać i kupić sobie za te pieniądze nowe talerze 😉

          • Lola Kowalska

            Zawsze mam sól,kostkę do mycia i środek nabłyszczający 🙂 woda może też jest twarda i swoje robi.Moim znajomym niestety też się matowi szkło po dłuższym używaniu 🙁

          • Dzięki temu przynajmniej masz uzasadnienie, żeby sobie raz na jakiś czas zastawę na nową wymienić 😉 U mnie ta sama od ponad 20 lat i coś się wytłuc nie chce 😉

  • Naadiya Menk

    Takiego tekstu mi było trzeba! To wszystko o mnie, jak Boga kocham……. czy Ty przypadkiem nie mieszkasz w moim domu albo w mojej głowie?
    Super wpis, naprawdę daje kopa. I święta prawda przy okazji też…
    Ja część moich śmieci na pewno naprawię (wreszcie!), ale reszty się pozbędę, bo faktycznie całkiem sporo z nich czeka na zmilowanie od dluuuugiego czasu i doczekać się nie może. A ja wiem, że i tak pewnych rzeczy nie odratuje, bo nie warto i nie chce mi się ;P Dziękuję za otwarcie oczu i niezłą motywację xx

    A tak swoją drogą to od dawna mam wrażenie, że dużo prościej jest zobaczyć śmieci i klamoty u kogoś, niż u siebie. To chyba wiąże się z tym, że nie mamy związków uczuciowych ani wspomnień związanych z tymi rzeczami… przynajmniej ja tak mam – nieraz jak idę ulicą i widzę co ludzie mają na parapecie, to myślę „Boże, ale śmieci”. Wywalilabym wszystko bez mrugnięcia okiem. Szkoda, że jeszcze nie umiem zrobić tak za swoimi klamotami… ale dojdę i do tego!

    • Tak to właśnie jest, że dużo łatwiej nam ocenić czyjeś śmieci i klamoty niż własne. Na swoje nie potrafimy spojrzeć obiektywnie. Dlatego czasem warto zasięgnąć „drugiej opinii” 🙂

      Na początek posegreguj te wszystkie rzeczy i to, co chcesz ratować połóż osobno, a całą resztę wywal jak najszybciej. Jak zostawisz je razem, to trudniej Ci będzie pamiętać o tym, co miałaś naprawić i do tego będzie Ci się wydawało, że jest tego więcej niż jest faktycznie.

  • Lidia Konks

    Jako alergiczka pozbyłam się już kurzołapki z pokoju w postaci dywanu i wszystkich pierdół jak figurki, obrazki i inne takie. Teraz zostało mi tylko pochować książki do pudeł, najlepiej jakiś ładnych, tak by nie kurzyły się niepotrzebnie stoją na półkach. No i czeka mnie grzebanie w szafie, by pozbyć się kurzu który gromadził się tam latami. PORZĄDKOODPORNA – jak sprzątać ściany, na których też gromadzi się pył i kurz? Masz jakiś sposób?

    • Gratuluję pozbycia się kurzołapów – nie dosyć, ze powietrze w domu lepsze to jeszcze sprzątać łatwiej 🙂

      A co do ścian – to wszystko zależy od tego, co na tej ścianie masz. Kafle, boazerię, farbę olejną i lateksową oraz niektóre rodzaje tapet zmywa się normalnie wilgotną ściereczką. Te, których nie można na mokro możesz próbować ściereczkami z mikrofibry, albo takimi specjalnymi ściereczkami i miotełkami do kurzu „na sucho” (np. coś takiego: https://www.ceneo.pl/Dom_i_wnetrze;szukaj-swiffer#crid=134625&pid=12774).
      Dawniej to się po prostu bawełnianą szmatę oplątywało wokół miotły i zamiatało ściany z góry na dół.
      Jeżeli robiłabyś to którąkolwiek metodą „na sucho”, to sugerowałabym przykryć wszystko inne starymi prześcieradłami (szczególnie meble tapicerowane), lekko spryskać te prześcieradła wodą (żeby kurz się przyklejał) i po zakończonym zmiataniu ściany natychmiast wrzucić do pralki.

      Możesz też próbować odkurzaczem, ale raczej z końcówką z miotełką, a nie taką podłogową, bo podłogową możesz sobie podrapać ścianę.

      No i jeżeli masz jasne ściany to każdą metodę najpierw wypróbuj w jakimś mało widocznym miejscu, żeby zobaczyć czy smugi się nie robią. Tzn. oczywiście na ciemnej ścianie też mogą się zrobić, ale na ciemnej tego aż tak nie widać.

  • Dzięki, cieszę się, że mogę pomóc 😉 Komentarze są bardzo miłe i uwielbiam je czytać (motywują do dalszego pisania), jednak akurat jeżeli chodzi o samą „klikalność” to cenniejsze niż komentarze jest polecanie i udostępnianie.

    Zawsze bardzo się cieszę jak czytam Wasze komentarze, ale bądźmy szczere – blog jest po to, żeby pomóc Wam w odkopywaniu domów, więc brak komentarzy zazwyczaj tłumaczę sobie tym, że tak Was niesamowicie zmotywowałam, że natychmiast zabrałyście się za robotę i nie było czasu na pisanie komentarzy 😉