Dlaczego wolę oglądać „Chłopaków do wzięcia” zamiast „Gry o tron”

Jakiś czas temu pisałam Ci, że niektóre moje wpisy są naprawdę niesamowicie długie. Tak długie, że jak zaczynają się zbliżać do 4000 słów, to je obcinam, bo jako całość byłyby nie do przetrawienia. Obcięte kawałki leżą gdzieś w szkicach na blogu i zazwyczaj o nich zapominam. Jednak w związku z tym, że dzisiaj kompletnie nie mogę się zebrać w sobie, żeby napisać coś sensownego i co zdanie, to większy dramat – postanowiłam odkopać jeden z takich obciętych wpisów.

Pierwotnie powstał w ramach tekstu „Dlaczego utknęłaś w połowie sprzątania i nie wiesz za co się dalej zabrać„. Oczywiście wtedy ten tekst nosił inny tytuł 😉 I pierwotnie wcale nie dotyczył chorób, zarządzania czasem, konieczności odpoczynku, multitaskingu, czy taktyki bitewnej. Dotyczył SKUPIENIA. Dotyczył tego, że nie chodzi o to, co fizycznie robisz, tylko tego, czy jesteś świadoma tego co robisz i czy potrafisz się na tym skupić. Ale do rzeczy:

Jeżeli odpoczywając skupiasz się na tym, co masz do zrobienia, to nie odpoczywasz. Jeżeli słuchając zwierzeń przyjaciółki układasz w głowie listę zakupów, to wcale jej nie słuchasz. Jeżeli oglądasz ulubiony serial myjąc gary, to ani nie myjesz garów, ani nie oglądasz serialu. Po godzinie nie wiesz o co chodziło w programie, a gary okazują się niedomyte, bo „nie zauważyłaś”.

I dokładnie tak samo wyglądają wszystkie inne Twoje działania. Nie zajmujesz się dzieckiem odkurzając podłogę. Nie rozmawiasz z mężem oglądając telewizję. I nie spędzasz czasu ze swoimi gośćmi stercząc pół wieczoru przy garach i kursując między kuchenką a stołem.

Nie jesteś w stanie zrobić czegokolwiek, w jakiejkolwiek sferze życia, jeżeli się na tym nie skupiasz. A im bardziej skupiasz się nie na tym, co akurat robisz, tym większe będziesz mieć zaległości w tym co robisz, bo nie zrobisz tego dobrze. Jeżeli na przykład spędzasz czas z dzieckiem i myślisz o sprzątaniu szafy, to przestajesz zwracać uwagę na to, co dziecko do Ciebie mówi. Jak dziecko zaczyna Ci wytykać, że go nie słuchasz, nie reagujesz, ignorujesz je, albo „źle” się bawisz, to zaczynasz się irytować. Im bardziej jesteś poirytowana tym bardziej dziecko zaczyna się stawiać i burmuszyć. A miły, rodzinny czas kończy się jedną wielką awanturą.

Kiedy natomiast zabierasz się już za to sprzątanie, o którym cały czas myślałaś, to gapisz się na tę otwartą szafę i myślisz tylko o tym, że pokłóciłaś się z dzieckiem, jesteś złą matką i „gdzie popełniłaś błąd” bo przecież „tak się starasz”. A szafa stoi i czeka, bo patrzysz na nią i w sumie już sama nie wiesz po co ją właściwie otworzyłaś. Na koniec dnia masz obrażone dziecko, bałagan w szafie, doła oraz wizję tego, że jutrzejszych planów też nie zrealizujesz, bo jutro będziesz musiała zrobić dzisiejsze.

A co by było jakbyś olała tę cholerną szafę i na godzinkę skupiła się wyłącznie zabawie z dzieckiem? Dziecko byłoby zadowolone, Ty byłabyś zadowolona, a po skończonej zabawie zabrałabyś się za sprzątanie szafy myśląc o czym? O sprzątaniu szafy! Jakbyś się w pełni skupiła na tym sprzątaniu szafy to pewnie udałoby Ci się ją ogarnąć „na raz”, albo przynajmniej być mocno do przodu z ogarnianiem. I jak skończyłabyś dzień? Dumna z tego, że jesteś świetna matką i zadowolona z posprzątania szafy.

Przez ciągłą presję robienia kilku rzeczy na raz oraz z uwagi na fakt, że robienie kilku rzeczy na raz jest najzwyczajniej niewykonalne, coraz mniej skupiamy się na tym co robimy. Nawet jeżeli chodzi o rzeczy fajne, które tak naprawdę powinny sprawiać nam wyłącznie przyjemność.

A co to wszystko ma wspólnego z „Chłopakami do wzięcia” i „Grą o Tron”?

Załóżmy, że masz wolne popołudnie, dziecka nie ma, mieszkanie posprzątane, obiad gotowy, nic do roboty. Jesteście sami w domu (z mężem/partnerem). Co robicie? Ale tak serio. Nie pytam o to co chcielibyście robić, albo co wydaje Wam się, że powinniście robić. Co naprawdę robicie, kiedy macie luźniejsze popołudnie po całym dniu robienia różnych rzeczy (pracy, zakupów, sprzątania itp.)?

Wiesz co my bardzo często robimy? Mąż siada w fotelu i przerzuca kanały w telewizorze, a ja siedzę na kanapie i bezmyślnie przeskakuję między facebookiem, a instagramem. Jak mąż już coś wybierze, to i tak wcale tego nie ogląda, tylko też łapie za telefon i zaczyna coś tam sobie czytać. Po tak spędzonym popołudniu ja się naprawdę kompletnie nie dziwię, że wieczorem wcale nam się nie chce tego, co nam się teoretycznie chcieć powinno, kiedy dziecka nie ma w domu 😉

Cała nasza interakcja między sobą to przesyłanie sobie linków na whatsappie. No normalnie dramat.

Drugi poziom zaangażowania w związek i budowania relacji jest taki, że siadamy razem na wielkiej pufie i włączamy naprawdę DOBRY serial lub film, którego jeszcze nie widzieliśmy. Ot choćby właśnie tę co roku wyczekiwaną Grę o Tron, House of Cards, Wikingów itp. I co? I siedzimy w pełnym skupieniu i emocjach spodziewając się kolejnego niespodziewanego zgonu. Odzywanie się w tej sytuacji jest wyjątkowo niewskazane, no bo przecież serial i nie będziemy wiedzieć o co chodzi. A jak to przy dobrych serialach bywa – leci odcinek za odcinkiem, aż nie padniemy.

Mamy jednak też swój totalnie idiotyczny sobotni zwyczaj – W sobotę OBOWIĄZKOWO oglądamy „Chłopaków do wzięcia”. To jest ten moment, w którym możesz się śmiać 😉 Mąż na początku był niesamowicie niezadowolony, bo „jak można to oglądać”, ale teraz już się przyzwyczaił. A dlaczego?

Oglądałaś to kiedyś? Przecież ten program jest tak zły, że aż dobry. Nie da się go oglądać i nie rozmawiać. Skłania do tylu pytań egzystencjalnych: „Dlaczego?”, „Jakim cudem?”, „W jaki sposób?” „Ale… Ale… yyyy…?” I nagle, po około półtorej minuty oglądania okazuje się, że my naprawdę mamy o czym ze sobą rozmawiać. Okazuje się, że zaczynamy omawiać system edukacji, sądownictwo, ewolucję społeczeństwa, różnice kulturowe, stereotypy, religię, prawa mniejszości, choroby cywilizacyjne, genetykę. Wchodzimy w teorie różnorodności biologicznej, systemy polityczne, demografię, ustroje gospodarcze itp. Nagle mnie się przypomina teoria ekonomii, mężowi nauki polityczne i już kompletnie nie wiemy, co ten Rysiek znowu nawyrabiał, bo skupiamy się tylko na dosyć pokręconej dyskusji. I to jest fajne. To jest ten czas, kiedy skupiamy się tylko na sobie nawzajem, poznajemy swoje opinie i światopoglądy (to nic, że znamy je już na pamięć), albo kłócimy się na tematy, które nas kompletnie nie dotyczą. Ja przypominam sobie, dlaczego na co dzień znoszę to pykanie po kanałach, a mąż zastanawia się jakim cudem ze mną wytrzymuje 😉

Nawet wychodząc na „specjalną randkę” z człowiekiem, z którym żyjesz pod jednych dachem może i poświęcisz mu 100% czasu, ale nie zawsze poświęcisz mu 100% uwagi. Dlaczego? Ot chociażby dlatego, że nawet na randce może niechcący wypłynąć temat planowania wakacji, napraw w mieszkaniu albo kłopotów w pracy. Szczególnie jeżeli tak naprawdę nie bardzo macie o czym rozmawiać. I absolutnie nie chodzi mi o takie „już zupełnie nie mamy o czym rozmawiać”. Chodzi mi bardziej o takie: „A wiesz, że… „-„Wiem”, „A mówiłam Ci, że…”-„Mówiłaś”, „Opowiadałam Ci już o…”-„Opowiadałaś”. No kurde! Po 15 latach związku, wychowywaniu się na tej samej muzyce, tych samych filmach i tych samych serialach, naprawdę ciężko ot tak z księżyca znaleźć temat, który przez te ostatnie 15 lat nie był omówiony przynajmniej kilka razy i który nadal wzbudza emocje. Dlatego naprawdę z całego serca uwielbiam tych „Chłopaków do wzięcia” i wszelkiego rodzaju inne „Trudne sprawy”. Tak samo z resztą jak kocham niektóre kosmiczne historie z forów internetowych. Tam naprawdę pojawiają się tematy i problemy, które dla naszej codzienności są tak niesamowicie abstrakcyjne i odległe, że czuję się trochę tak, jakbym obserwowała jakąś pozaziemską cywilizację. A taka cywilizacja rodzi tyle pytań, że zawsze jest o czym rozmawiać. A skoro jest o czym rozmawiać i do tego ta rozmowa wzbudza jakieś emocje, to można się w 100% skupić na osobie, z którą się rozmawia, żeby się upewnić, że to nadal jest ta właściwa osoba.

Dokładnie ten sam problem braku skupienia dotyczy nie tylko związków, ale też różnych innych dziedzin życia. Ciągle i ciągle myślimy o czymś innym niż akurat robimy. Siedzimy w pracy i zamiast skupić się na robocie, załatwić i mieć z głowy – przewijamy facebooka, albo giniemy w głębinach internetu. Jesteśmy na imieninach u nieszczególnie lubianej Ciotki Hermenegildy i nie skupiamy się na miłym spędzeniu czasu z tą lubianą częścią rodziny, która też tam akurat jest, tylko ciągle myślimy o tym, jak się stamtąd najszybciej wyrwać. Nie skupiamy się nawet na grach, które z zasady powinny służyć rozrywce, bo myślimy tylko o tym, żeby wreszcie skończyć i móc sobie z czystym sumieniem kupić następną.

Czasem zastanawiam się, czy w ogóle jako społeczeństwo posiadamy jeszcze umiejętność skupienia się i poświęcenia 100% uwagi jednej – jedynej rzeczy / osobie / czynności na raz. Czy nie mamy już tak mózgów wypranych multitaskingowym bełkotem, że jak robimy tylko jedną rzecz na raz to wydaje nam się, że nie robimy nic. I zaczynamy się nudzić.

Wstyd się przyznać, ale sama czasem łapie się na tym, że rozmawiam z kimś i w trakcie tej rozmowy bezwiednie zaczynam zajmować się czymś jeszcze. I tak trochę rozmawiam, trochę podczytuje internet, trochę myślę o tym, na jaki kolor przemalować schody w mieszkaniu i po kilku minutach nie mam pojęcia, co ktoś do mnie mówił, co przeczytałam w internecie, ani nawet o jakim kolorze na schody myślałam.

Ktoś kiedyś powiedział, że „jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego„. I dokładnie to samo dotyczy naszego skupienia.

Jeżeli chcesz posprzątać – skup się na tym!

Jeżeli chcesz spędzić czas z rodziną – skup się na tym!

Jeżeli chcesz odpocząć – skup się na tym!

Jeżeli chcesz rozwiązać jakiś problem – skup się na tym!

Jeżeli chcesz namalować idealną kreskę na oku – skup się na tym!

Mam dla Ciebie niesamowicie trudne – możliwe, że nawet niewykonalne zadanie na najbliższy tydzień:

Skup się na jednej – jedynej rzeczy przez 15 minut. Może to być jakaś czynność, problem do rozwiązania, rozmowa z bliską osobą – cokolwiek. Niezależnie od tego co wybierzesz – rób to i myśl tylko o tym bez przerwy przez 15 minut.

Ustaw sobie stoper na 15 minut i za każdym razem, jak oderwiesz się na chwilę bo coś Ci się innego przypomni – zacznij liczyć od nowa. Za każdym razem kiedy odpłyniesz myślami w innym kierunku, spojrzysz na zegarek, żeby sprawdzić ile czasu zostało, odruchowo sięgniesz po telefon, czasopismo, książkę, zaczniesz przełączać kanały w telewizji albo zmieniać kolejność piosenek na playliście – wyzeruj stoper i zacznij liczyć od nowa. Za każdym razem kiedy złapiesz się na tym, że nie jesteś skupiona na tej jednej rzeczy – zacznij liczyć od nowa.

I daj mi znać w komentarzu czy Ci się udało.

 

Nie chcesz przegapić nowych wpisów? Zapisz się na mój newsletter:

Podziel się:
  • Karolinavv

    U mnie rolę „chłopaków do wzięcia” pełni galileo i programy informacyjne. Ale nie sportowe. Wtedy jest cisza jak na Grze o tron.

    • No to my się na „Galileo” zazwyczaj za bardzo skupiamy, żeby gadać. Chociaż to zależy od tematu, bo jakieś mniej porywające też bywają. A programów informacyjnych (typu wiadomości, czy fakty) nie oglądamy, bo szkoda nerwów. Tylko się od nich irytuję 😉