Słowa mają wielką moc, czyli czemu lepiej mieć wady niż zalety

Może odejdę trochę od metod sprzątania, ale zaczęłam się ostatnio zastanawiać dlaczego właściwie tak bardzo zależy Ci na porządku. Co chcesz tym udowodnić? Dlaczego w ogóle chcesz cokolwiek komukolwiek udowadniać? Chcesz poczuć się lepsza niż jesteś? Ale przecież jesteś sobą właśnie dlatego, że jesteś taka jaka jesteś!

Zamotałam?

To może od początku:

Uwielbiamy – my ludzie, my kobiety – przypisywać sobie niezliczoną ilość wad. Ciągle i ciągle o sobie źle myślimy. A jak reagujemy na komplementy? „No przestań.” „Nie żartuj.” „Przez przypadek mi się udało. Miałam szczęście.” „Ale za to mam… (wstaw cokolwiek: grube nogi, brzydkie paznokcie, krzywy nos).” Ile razy w życiu odpowiedziałaś na komplement zdaniem „To miło, że zauważyłeś.„, „Tak, wiem„, „Masz rację” albo najzwyklejszym „Dziękuję” bez dodawania później „ale…„?

Nie umiemy przyjmować komplementów, za to doskonale umiemy przyjmować krytykę. I do „przyjmować” bardzo dosłownie – wciągać ją głęboko w siebie, na stałe zapisywać w głowie i w sercu, traktować całkowicie serio oraz podporządkowywać jej swoje życie i postępowanie. Krytykę przyjmujemy jak najcenniejszy skarb i absolutnie nie chcemy się z nią rozstawać. Jak ktoś nam powie „Jesteś… (jakakolwiek – gruba, brzydka, głupia, leniwa, nic niewarta, beznadziejna, podła, niewdzięczna)” to my w to wierzymy. I jeszcze jesteśmy gotowe z pełnym przekonaniem bronić tej opinii. „No tak, wiesz… zaniedbałam się ostatnio„.

A wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ktoś Ci kiedyś wmówił, że niektóre Twoje cechy są dobre, a inne złe. Że przyjmujesz krytykę jak drogowskaz prowadzący Cię do tego, co w Tobie najgorsze. I żeby tego było mało – jak ktoś przez przypadek komplementem pokazuje Ci drogę do Twoich zalet, to Ty odwracasz głowę i na siłę starasz się go przekierować na „właściwą” ścieżkę – tą na której widać, jaka jesteś zła.

Nie wiem, czy kiedykolwiek zwróciłaś na to uwagę, ale na stronie „O mnie” opisałam siebie za pomocą wad. Nie użyłam tam chyba ani jednego przymiotnika, który byłby powszechnie uznawany za pozytywny.

Wiesz dlaczego?

Bo mam głęboko i serdecznie w d… to, co jest „powszechnie uznawane” za jakieś 😉

Kompletnie nie wierzę w wady i zalety. Wierzę w cechy. Cechy, które powodują, że jestem jakaś. A tak się składa, że im cecha jest „gorsza” tym bardziej jest silna, wyrazista i charakterystyczna. Wiesz, co można powiedzieć o mnie najgorszego? Że jestem miła. Tak samo „miła” jak każdy człowiek, któremu płacą za to, żeby się uśmiechał za ladą czy w urzędzie. Tak samo miła, jak sweter, dywan, pościel, pies, czy krowa. Czyli totalnie i kompletnie nijaka. No bo co mówisz o osobie, o której nie masz nic do powiedzenia? Mówisz, że „wydaje się być miła„. Czyli innymi słowy „nie wyróżnia się kompletnie niczym, jest jak ziarenko piasku na pustyni, za 15 minut o niej zapomnę„. A ja wcale nie chcę być miła. Nie chcę być kompletnie nijaka i nie warta tego, żeby mnie pamiętać.

Jednak pod tymi moimi wszystkimi „złymi” cechami kryje się jeszcze jedna tajemnica, o której nikt Ci nigdy nie powiedział: Żadna cecha nie jest tylko dobra, albo tylko zła. Cechy są czymś, co Cię wyróżnia w tłumie, co sprawia, że jesteś unikatowa – jedyna w swoim rodzaju – absolutnie wyjątkowa. I tylko od Ciebie zależy, czy będziesz z nich dumna, czy będziesz się ich wstydzić.

Kiedy mój fanpage na facebooku polubiło 1000 osób, mój mąż powiedział mi, że jestem niesamowita, bo z cechy, która jest powszechnie uważana za negatywną, zrobiłam swój największy atut. Później niemal to samo usłyszałam jeszcze raz od znajomego, który nas niedawno odwiedził. I wiesz co? To prawda. Bo przecież nie czytasz mnie dlatego, że jestem idealna i perfekcyjna. Czytasz mnie dlatego, że jestem leniwą bałaganiarą, która nie znosi sprzątania. Lubisz mnie za moje wady i słabości, a nie za to, że jestem „miła, ładna i grzeczna”.

Absolutnie każda cecha, którą mamy może działać na naszą korzyść albo przeciwko nam. Każda ma swoją „jasną” i „ciemną” stronę. Każda z naszych zalet może być wadą, a każda z wad – zaletą. Podać Ci przykład?

  • Mówiąc komuś prawdę prosto w twarz mogę być uznana za szczerą, albo za bezczelną.
  • Bez problemu dostosowując się do nowej sytuacji mogę być elastyczna, albo bezwolna.
  • Mówiąc bardzo dużo mogę być gadatliwa, albo komunikatywna.
  • Komunikując się z otoczeniem głośno i „intensywnie” mogę być energiczna i żywiołowa, albo hałaśliwa i przytłaczająca.
  • Mając własną, ugruntowaną opinię na jakiś temat mogę być zdecydowana, albo uparta.
  • Mówiąc ludziom co mają robić mogę się rządzić, albo być liderem.
  • Znając swoją wartość mogę być pewna siebie albo się wywyższać.
  • Wypowiadając sarkastyczne uwagi mogę być błyskotliwa albo złośliwa.
  • Nie mogąc zapanować nad fryzurą mogę mieć na głowie stóg siana, albo burzę włosów.
  • I nawet mając lekką nadwagę mogę być gruba, albo mieć kobiece kształty.

Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Wszystko, ale to absolutnie, kompletnie wszystko może być Twoją zaletą i tak samo wszystko może być Twoją wadą. To zależy tylko od tego, jak Ty sama postrzegasz te cechy. Przecież to właśnie one są Twoją siłą i to właśnie one sprawiają, że jesteś sobą.

Jak je poznasz i nauczysz się z nich korzystać, to nigdy więcej nikt nie wykorzysta ich przeciwko Tobie.

Moja córka będąc w bardzo wczesnej podstawówce miała bardzo wiele do powiedzenia na każdy temat (zupełnie nie wiem po kim 😉 ). Zawsze musiała dodać coś od siebie i za każdym razem musiała mieć ostatnie słowo. Aż w końcu koleżanki w szkole zaczęły jej dokuczać, że się wymądrza. Córka się strasznie tym dokuczaniem przejmowała i było jej bardzo przykro. A co zrobiłam ja (najlepsza matka na świecie)? Powiedziałam, że koleżanki mają rację, że nie powinna się obrażać na kogoś za mówienie prawdy i że ma dwa wyjścia – albo przestać się wymądrzać, albo pogodzić się z tym, że taka jest i już. A później przez kilka kolejnych dni wytykałam jej za każdym razem momenty, w których zaczynała się wymądrzać – tak długo, aż „załapała” o co chodzi. Jak to się skończyło? Córka stwierdziła, że faktycznie się wymądrza, ale skoro ma coś sensownego do powiedzenia, to dlaczego miałaby milczeć? No i za każdym razem, kiedy koleżanki dokuczały jej na ten temat – zaczęła odpowiadać „Tak, wiem„. Efekt? Koleżanki przestały jej dokuczać, bo przecież jaki jest sens w dokuczaniu, które nie działa – nie sprawia przykrości? Teraz córka nie boi się wyrażać swojej opinii i jest bardziej pewna siebie. Dzięki temu mniej przejmuje się dokuczaniem na inne tematy. Zrozumiała, że jeżeli ktoś jej dokucza, to albo mówi prawdę i warto się zastanowić nad tym, czy ta wytykana cecha jest na pewno zła, albo nie mówi prawdy i wtedy już kompletnie nie ma się czym przejmować.

Mając świadomość swoich wad wytrącamy przeciwnikowi nóż z ręki. A mając świadomość tego, które nasze cechy wywołują te wady – jesteśmy w stanie przerobić je na zalety i obrócić na naszą korzyść.

Niezależnie od tego, czego te cechy dotyczą – wyglądu, charakteru, gustu, umiejętności.

Nigdy nie byłam jakaś wybitnie drobna. Powiedziałabym nawet, że jestem bardziej pulchna niż szczupła. I właśnie dzięki temu, we wszystkich szerokich paskach wyglądam bardzo dobrze. A w gorsecie, który „robi” talię i eksponuje biust – wyglądam naprawdę fenomenalnie. I z pełnym przekonaniem, bez fałszywej skromności powiem, że w absolutnie każdym gorsecie będę wyglądać zdecydowanie bardziej atrakcyjnie niż kobiety, które są ode mnie dużo szczuplejsze, bo na bardzo szczupłej kobiecie gorset nie zrobi takiej klepsydry jak u mnie.

Jestem też dosyć niska i mam krótkie nogi – dzięki temu ZAWSZE, niezależnie od panującej mody mogę z czystym sumieniem nosić wysokie koturny i długie dzwony. A dzięki temu, że mam szerokie uda i biodra, to jak założę wąskie spodnie i buty na obcasie – robię się tak „dupiata” jak wróżki Disneya. Czy kiedykolwiek na widok wróżek przeszło Ci przez myśl coś w stylu „Ale ten Dzwoneczek to ma grubą dupę – pewnie cellulit to aż jej się trzęsie podczas chodzenia”? Bo mnie NIGDY! Dlatego wcale nie zamierzam myśleć o sobie, że mam wielki tyłek. Mam tyłek jak Dzwoneczek i jestem z niego dumna 😉

Oczywiście wcale nie chodzi o to, że uważam się za dużo atrakcyjniejszą od innych kobiet, które mają np. większy/mniejszy biust, dłuższe/zgrabniejsze nogi, mniejszą/większą pupę. Uważam tylko, że zamiast załamywać się tym, że Kasia, czy Zosia tak świetnie wygląda w mini, a u mnie na udach  skórka pomarańczowa, że aż świętami pachnie – lepiej myśleć o tym, że mimo niebotycznie długich nóg Zosi, czy Kasi, żadna z nich nie będzie wyglądać w stylu Pin up tak dobrze jak ja. Ja co prawda kompletnie polegnę na wszystkich stylizacjach z lat 20. i 30. no ale przecież nie mogę wyglądać świetnie we wszystkim 😉

Podaję tak dużo przykładów nawiązujących do wyglądu, bo podejrzewam, że wydaje Ci się, że łatwiej jest nie przejmować się swoimi wadami dotyczącymi charakteru, ale już wygląd to inna sprawa i jak nie jesteś idealna, to znaczy, że jesteś brzydka i nieatrakcyjna. A naprawdę KAŻDA Twoja cecha może stać się Twoją największą zaletą. Nie będę tu nawet przywoływać takich sztandarów jak chłopięca figura Twiggy, rozbujałe kształty Kim Kardashian, czy słynna na cały świat pupa Jennifer Lopez. Ale czy widziałaś najbardziej znaną, międzynarodową modelkę Plus Size – Tess Holliday? Wzrost 164cm, waga 113kg. I zapewne kompletnie nikt by o niej nie usłyszał, gdyby była szczupła. Ale przecież waga nie jest najważniejsza – są takie „wady”, z których nie da się „po prostu schudnąć”. Modelka z okładek takich magazynów jak „Elle”, czy „Glamour” – Winnie Harlow. Czarnoskóra kobieta chora na bielactwo (miejscowy brak pigmentu w skórze) – z białymi plamami na całym ciele (w tym również na twarzy). A żeby nie było, że wymieniam same modelki – Sylvester Stallone – super gwiazdor kina akcji. Częściowy paraliż twarzy, wykrzywienie dolnej wargi i zaburzenia mowy. Że nie wspomnę już o najpopularniejszej polskiej przerwie między jedynkami, czy o pierwszej feministce RP, która jest znana głównie z tego, że sepleni.

Każdy Twój pieprzyk, każda blizna, plama, krzywy nos, odstające uszy, nawet brak, ręki, nogi, piersi, czy oka, COKOLWIEK co powoduje, że jesteś inna niż wszyscy (lub niż większość), to właśnie Twoja najcenniejsza cecha – ona jest Twoim największym atutem. Ona sprawia, że jesteś niepowtarzalna i to z niej powinnaś czerpać siłę do zawojowania całego świata. Tylko musisz ją dobrze poznać, polubić i w nią uwierzyć.

No i dokładnie to samo dotyczy cech charakteru. Tak naprawdę to „jaka jesteś” nie ma najmniejszego znaczenia. Znaczenie ma tylko to, za jaką się uważasz i to jak te swoje cechy wykorzystujesz.

Czasem zdarza mi się słyszeć od różnych ludzi, że jestem egoistką. I zawsze niesamowicie śmieszy mnie to, że wymawiają to tak, jakby chcieli mi w ten sposób dowalić – Tak jakby egoizm to było coś złego… Oczywiście, że jestem egoistką. Jestem egoistką, bo mam własne priorytety. Jestem egoistką, bo jestem szczęśliwa. Jestem egoistką, bo podejmuję decyzję, które są dla mnie korzystne. Jestem egoistką, bo KOMPLETNIE nie obchodzi mnie opinia innych na mój temat. To wcale nie oznacza, że nie zdarza mi się komuś bezinteresownie pomóc, czasem się do kogoś dostosować, czy pójść na jakiś kompromis. Oczywiście, że mi się zdarza. Ale widzę różnicę między pomocą, a wykorzystywaniem, między dostosowywaniem się, a robieniem czegoś „dla zasady” lub „bo wszyscy tak robią” i między kompromisem, a bezmyślnym poddaństwem. I naprawdę nie potrzebuję aprobaty, ani przyjaźni osób, które tych różnic nie widzą. Dlatego nazwanie mnie egoistką, w żaden sposób mnie nie obraża, a wręcz utwierdza mnie w przekonaniu, że moje postępowanie było słuszne.

Chciałabym Ci dać zadanie na najbliższy tydzień:

Zacznij dobrze o sobie myśleć!

Zastanów się, które Twoje cechy Cię najbardziej bolą. Jakie przykre słowa zdarzało Ci się usłyszeć od ludzi. Czego w sobie najbardziej nie lubisz. Wypisz sobie wszystkie te cechy – mogą dotyczyć wyglądu, charakteru, zachowania, przyzwyczajeń – czegokolwiek.

A później obok każdej z tych cech napisz wyjaśnienie, dlaczego to świetnie, że taką cechę posiadasz.

  • Jaką siłę Ci daje?
  • W jaki sposób pomaga Ci w życiu?
  • Co dzięki niej możesz / potrafisz / masz, a czego nie mają inni?
  • Co jest w niej wyjątkowego?
  • Dlaczego jesteś z niej dumna?
    • Ja jestem dumna, z mojej wielkiej dupy, bo dzięki niej mam figurę jak Dzwoneczek.
    • Jestem dumna z mojego egoizmu, bo dzięki niemu potrafię walczyć o siebie i swoje szczęście.
    • Jestem dumna z mojego lenistwa i bałaganiarstwa, bo dzięki niemu pomagam dziesiątkom (albo i setkom) kobiet, które też zmagają się z takimi problemami.
    • Jestem dumna z mojej lekkiej nadwagi, bo dzięki niej czuję się super kobieco.
    • Jestem dumna z tego, że jestem złośliwa i sarkastyczna, bo to pozwala mi zachować zdrowy dystans do problemów, doskonale ćwiczy umysł i stanowi bezpieczne ujście dla wewnętrznych frustracji.
    • I jestem dumna z tego, że jestem niepoważna, bo dzięki temu nie przejmuję się pierdołami.

A Ty? Z czego jesteś dumna?

 

Nie chcesz przegapić nowych wpisów? Zapisz się na mój newsletter:

Podziel się:
  • To ja polecę po bandzie, bo… Mamy takie same wado-zalety 😀
    Jeszcze w szkole strasznie przejmowałam się swoją wagą. Nie dość, że jestem dosyć wysoka, to jeszcze bardzo „mocnej” budowy. Ciężko nawet powiedzieć, że jestem gruba (chociaż brzuch mnie czasem przytłacza xD), bo to raczej silne uda, duży tylek, mocne łydki.
    Chciałam zawsze być szczupła i niziutka. Do pewnego momentu, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że większość dziewczyn jest niska i drobna. Może i uchodzą za zwiewne, ale za to wszystkie wojowniczki na grafikach fantasy mają moje kształty – wąska talia, duży zadek, mięsiste uda. I nawet, gdy ostatnio mi się przytylo te 60kg to… Wiedziałam, że jestem wojowniczką, nie księżniczką – wrócę do zdrowia to wrócę do swojej figury. Im mniej się przejmowałam tym, jak wyglądam, tym szybciej chudlam ;p

    A charakter… Hm. Dużo nad nim pracuję. I to od wielu lat.
    Ludzie sądzą, że charakter jest i tyle. A ja wolę myśleć o nim jak o plastelinie – jeżeli masz czas i wyobraźnię, to jesteś w stanie zrobić z nim wszystko 😉
    I tak z cichej myszki stałam się sarkastyczna i pewna siebie 😀

    • Też uważam, że lepiej być Xeną niż Gabrielą 😉 Zazwyczaj jest tak, że im bardziej jesteśmy z siebie zadowolone tym lepiej wyglądamy – jak się nie przejmujesz, to jesteś mniej zestresowana i masz więcej energii, więc siłą rzeczy schudnięcie przychodzi łatwiej. Tym bardziej, jeżeli odpuścimy sobie wszystkie „diety cud” i zaczniemy normalnie, na co dzień trochę zdrowiej jeść

      Z charakterem, to myślę, że prawda leży gdzieś po środku, bo wydaje mi się, że nie da się go zmienić – naturalnie mamy jakieś talenty, predyspozycje i cechy, ale możemy się nauczyć jak wykorzystać je na naszą korzyść i jak wyciągać z nich to, co najlepsze. Nawiązując do tej Twojej plasteliny – z czerwonej plasteliny ulepisz co zechcesz, ale to nigdy nie będzie zielone. Osoba, która nie ma naturalnego talentu może stać się doskonałym rzemieślnikiem, ale nigdy nie zostanie prawdziwym artystą – niezależnie od dziedziny. A kształtowanie charakteru polega na tym, żeby te swoje talenty odkrywać, rozwijać i stawać się artystą – nawet jakby miał to być artysta od sarkazmu 😉