Jak dzielić obowiązki domowe – część I – Lista Zadań

Miał być jeden – konkretny wpis o podziale obowiązków między domowników, ale przecież to ja, a u mnie jak już pewnie zauważyłaś – żaden temat nie może być tak prosty, żebym zmieściła się w jakieś strawnej długości tekstu. Dlatego teksty będą co najmniej dwa.

Zauważyłam, że bardzo często problemy z podziałem obowiązków w domu wynikają nie ze złej woli, lenistwa, czy nawet problemów z komunikacją, ale z braku jednej, podstawowej informacji – jakie to są obowiązki.

Wyobraź sobie, że prowadzisz jednoosobowy zakład produkcyjny, w którym sama produkujesz kilkanaście różnych rzeczy. Ty decydujesz o tym co, na kiedy i w jakiej ilości ma być zrobione. Znasz swoje zadania, realizujesz je zgodnie z własnym planem i wszystko jest ok. Do pewnego momentu. Sama nie zauważasz kiedy Twój malutki zakładzik produkcyjny zaczyna się rozrastać. Zapotrzebowanie rynku rośnie, więc zatrudniasz kilku nowych pracowników i… nic im nie mówisz. Jesteś kierownikiem produkcji w fabryce i Twoim zadaniem jest dopilnowanie, żeby codziennie z fabryki schodziły określone partie kilkunastu (lub kilkudziesięciu) rodzajów produktów. Wiesz jakie to mają być produkty i wiesz ile trzeba ich stworzyć. Ale Twoi pracownicy tego nie wiedzą. Czasem może się domyślą, że w magazynie jest pusto, więc chyba trzeba dokupić jakieś materiały. Jakaś maszyna się zepsuła i nie chce działać, no to może sami wpadną na pomysł, że należy ją naprawić. Widzą, że sama nie dajesz rady przepchać wielkiej palety towaru, to w akcie współczucia Ci pomogą. Ale oprócz tego nie robią nic więcej. Dlaczego?

Bo nie wiedzą co jest do zrobienia!

Napisano setki książek o zarządzaniu zespołem, delegowaniu zadań, planowaniu i organizowaniu pracy. Przeczytałaś przynajmniej połowę z nich, a i tak czujesz, że wszystko jest na Twojej głowie. Albo musisz robić sama, albo co chwilę musisz pokazywać palcem rzeczy, które są do zrobienia “natychmiast”. A skoro każdy kolejny krok musisz tłumaczyć i ciągle musisz pilnować, żeby zadania były realizowane w odpowiednim czasie i w odpowiedniej kolejności, to stwierdzasz, że to wszystko nie ma sensu i łatwiej Ci zrobić samej.

Jeżeli Twoi “pracownicy” są spostrzegawczy i inteligentni, to może zauważą zależność między np. nadejściem soboty, a Twoimi wytycznymi w zakresie odkurzenia podłogi. Może po kilkudziesięciu albo kilkuset powtórzeniach domyślą się, że skoro co tydzień w sobotę odkurzasz, albo każesz im odkurzać, to może o coś Ci chodzi. A może się nie domyślą, bo pracują np. w systemie zmianowym gdzie czasem w sobotę są w domu, a czasem w pracy i trudno im zauważyć jakiś konkretny związek między sobotą a odkurzaczem.

Każdy człowiek inaczej patrzy na świat

Może też być tak, że Twoi pracownicy kompletnie nie zauważą związku między sobotą, a odkurzaczem, bo go nie rozumieją. Może dla nich logiczny jest związek między brudną podłogą a odkurzaczem, ale podłoga nigdy nie jest brudna (bo co sobotę odkurzasz), więc nie uważają za słuszne brać się za odkurzacz. Może widzą związek między odkurzaczem a przyjściem gości. Może między odkurzaczem a kotem w domu, a Wy akurat kota nie macie. Albo odkurzaczem a co drugą środą, bo w co drugą środę ich mama zawsze zapraszała Ciocię Krysię na kawę. Ale skoro w sobotę było poodkurzane, to do środy nie zdążyło się przecież nabrudzić.

Inwentaryzacja potrzeb

Wracając do przykładu z fabryką – nie uważasz, że byłoby Ci łatwiej zarządzać produkcją, jeżeli poinformowałabyś pracowników, że co tydzień z linii produkcyjnej musi zejść 15 kartonów produktu X, 87 kartonów produktu Y i 34 kartony produktu Z? Dopiero kiedy pracownicy dowiedzą się co jest do zrobienia, to będą mieli szansę podjąć jakieś samodzielne działania i próbować przejąć inicjatywę, zamiast tylko reagować na Twoje polecenia i uwagi. Myślałaś może kiedyś o tym, że Twoi pracownicy nie są leniwi i niewdzięczni tylko po prostu ich zdaniem np. produktu Z w ogóle nie trzeba produkować, a produktu X wystarczy 8 kartonów zamiast 15? Skoro mają swoje zdanie, a Twojego nie znają, to robią tak, jak uważają za słuszne.

W domu jest dokładnie tak samo. Jeżeli nie powiesz mężowi (żonie / partnerowi / dziecku / współlokatorce), że w każdą sobotę ma być odkurzona podłoga, a jego zdaniem podłoga powinna być odkurzona jak piasek zaczyna chrzęścić pod nogami, albo jak pojawiają się koty z kurzu, to nie oczekuj, że mąż co sobotę będzie z własnej woli i bez przypominania chwytał za odkurzacz. No bo i po co, skoro jego zdaniem jest czysto.

Jeżeli chcesz, żeby jakieś zadania były wykonane, to przede wszystkim zrób precyzyjną listę tych zadań.

Taka lista powinna zawierać nie tylko samą czynność (np. odkurzanie), ale również częstotliwość z jaką dana czynność powinna być wykonywana. Bo może mąż w soboty chce w spokoju pooglądać telewizję, albo pojeździć na rowerze po parku zamiast ganiać z odkurzaczem. Ale za to w czwartki ma zazwyczaj luźniejszy dzień w pracy, więc nie jest taki zmęczony, a w czwartki po południu i tak nic nie ma w telewizji, więc bez problemu może odkurzać co tydzień. Ale w czwartki a nie w soboty.

Pamiętaj, też że wspólne prowadzenie domu nie polega na tym, że Ty rozkazujesz, Ty decydujesz i wszyscy mają robić tak jak Ty uważasz, że powinno być zrobione.

Bo może mąż wcale nie uważa, że trzeba odkurzać raz w tygodniu. Może mieszkacie na 3 piętrze i po drodze do domu cały piach z butów zostaje na klatce schodowej i na wycieraczkach. Może nie macie kota, ani psa. Może nie kurzy się u Was jakoś wybitnie. I może w ogóle macie taką pracę, że rzadko bywacie w domu. Może mąż uważa, że podłogę wystarczy odkurzyć raz na dwa tygodnie, albo nawet raz na miesiąc, a między odkurzaniami, tylko zamieść jak się coś naniesie czy rozsypie. On przecież też tam mieszka i to też jego dom, więc dlaczego wszystko ma być po Twojemu?

Przy tworzeniu listy zadań szczególnie ważne jest, wypracowanie kompromisu.

Zastanów się, czy zależy Ci na tym, żeby podłoga była odkurzona raz w tygodniu, czy żeby była odkurzana konkretnie w soboty. No i czy naprawdę świat się zawali jeżeli zamiast raz na tydzień będzie odkurzana raz na dwa tygodnie.

Oczywiście z odkurzaniem to tylko przykład, który ma zobrazować pewną zasadę. Bo przecież może być odwrotnie. Przecież to mąż może uważać, że odkurzać trzeba np. codziennie o 14:30, a Ty uważasz, że wystarczy odkurzyć raz w tygodniu w dowolny dzień. Dlatego na początek, zanim w ogóle zaczniecie rozmawiać o tym, kto odpowiada za poszczególne zadania – ustalcie, CO MA BYĆ ZROBIONE. Dopóki nie zgodzicie się w tym zakresie – nie macie szans na sensowny podział obowiązków.

Może po wspólnym przeanalizowaniu wszystkich zadań dojedziecie do wniosku, że na bieżące zakupy wystarczy chodzić co dwa dni, a nie codziennie, bo w sumie “wczorajszy” chleb też jest jadalny. Może okaże się, że któreś z Was potrzebuje chodzić do pracy w wyprasowanych koszulach, ale prasowanie podkoszulków, majtek i skarpetek nie jest Wam do szczęścia potrzebne. Może lustro wystarczy umyć jak jest brudne i nie trzeba go codziennie pucować na wysoki połysk.

Ustalcie też, priorytety na tej liście, najlepiej dzieląc zadania na:

  • bezwzględnie konieczne (np. w domu jest alergik i codzienne przetarcie kurzu jest obowiązkowe, w pracy obowiązuje ścisły dress code i ubrania muszą być idealnie wyprasowane),
  • podstawowe (np. umycie naczyń – świat się nie zawali jak nie zmyjecie ich natychmiast po posiłku, ale jak nie zmyjecie ich przez dwa dni, to nie będzie na czym obiadu zjeść),
  • dobrze by było (np. umycie okien, umycie żyrandola – trzeba to robić raz na jakiś czas, ale czy to zrobicie w tym miesiącu, czy w przyszłym, czy za trzy miesiące, to w zasadzie nie ma najmniejszego znaczenia)

Miejcie jednak na uwadze, że taka lista nie jest dana raz na zawsze i z różnych względów może być modyfikowana. Np. wypranie zimowego szalika i czapki wiosną będzie w dziale “dobrze by było”, na zimę, jeżeli masz zapasowy szalik i czapkę – będzie zadaniem podstawowym, ale jeżeli na dworze jest 15 stopni mrozu, a Ty masz już wszystkie szaliki i czapki brudne, to będzie bezwzględnie konieczne.

Dopiero mając wspólnie ustaloną, uporządkowaną pod względem priorytetów listę zadań, co do której jesteście zgodni – możecie podchodzić do dzielenia tych zadań między siebie, czy między wszystkich domowników.

I tu ważna uwaga:

Jeżeli planujecie część zadań powierzyć innym domownikom (dzieciom, współlokatorom, rodzinie), to oni również powinni brać udział w uzgadnianiu listy zadań – przynajmniej w tym zakresie, który ich dotyczy. Nie musicie konsultować z pięciolatkiem jak często należy sprawdzać ciśnienie w oponach w samochodzie, ale jeżeli oczekujecie, że będzie sprzątał swoje zabawki, to musicie z nim UZGODNIĆ (uzgodnić, a nie narzucić), czy ma te zabawki sprzątać raz dziennie przed pójściem spać, trzy razy dziennie przed każdym posiłkiem, czy w związku z tym, że rzadko bawi się w domu, bo większość czasu spędza w przedszkolu i u babci, to wystarczy jak posprząta swoje rzeczy raz w tygodniu.

Zadanie na najbliższy tydzień:

Usiądź wraz z pozostałymi domownikami i spróbujcie zrobić taką wspólna listę zadań. Bardzo ciekawym „światopoglądowym” ćwiczeniem będzie też prośba, żeby każdy z domowników przygotował samodzielnie taką listę, a później siądźcie razem i spróbujcie zrobić z tych wszystkich list jedną – wspólną. Dzięki temu zobaczysz, jak bardzo różni się wasze spojrzenie na zakres obowiązków domowych 🙂

A za tydzień spróbujemy jakoś sensownie te obowiązki podzielić.

Nie chcesz przegapić nowych wpisów? Zapisz się na mój newsletter:

Podziel się:
  • Listy bardzo pomagają w organizacji, bo takie zwykłe „odhaczenie” zrealizowanego zadania sprawia nam przyjemność i daje satysfakcję. Lubimy odhaczać zrealizowane zadania – stąd ten motywacyjny efekt. Ale całkowicie się z Tobą zgadzam – lepiej mieć na liście 3 najważniejsze rzeczy i w wolnej chwili zrobić coś „ekstra” niż wpisać sobie 8 rzeczy i stwierdzić, że i tak nie mamy siły na zrobienie wszystkich, więc nie ma sensu się za którekolwiek zabierać 😉 No i masz rację, że dopisać zawsze można, a jak się nie zrobi czegoś, co już na liście jest, to ma się poczucie lekkiej porażki i zniechęcenia…

    Chociaż akurat z tą listą kompletnie nie miałam na myśli motywacji, czy zorganizowania się, żeby sprawniej działać – tu chodziło mi bardziej o „wykaz” zadań do zrobienia, bo zauważyłam, że bardzo często nasze zadania „domowe” nie są wcale takie oczywiste dla wszystkich domowników. Niektórzy nie mają świadomości, że np. żyrandol się czasem myje. A są i tacy, którzy nie wiedzą, że ubrania nie robią się czyste same z siebie. Ta lista ma uświadomić wszystkim domownikom, co tak naprawdę jest do roboty w domu i jak często trzeba to robić. Ale też pozwolić na przemyślenie sensowności pewnych zadań. Są domy, w których odkurza się codziennie, tylko i wyłącznie dlatego, że w domu rodzinnym mama codziennie odkurzała. I zupełnie nie myśli się o tym, że może mama codziennie odkurzała, bo tata pracował na budowie i przynosił dużo błota na butach, a do tego po domu biegała trójka dzieci, dwa koty i trzy psy. A w innych warunkach – bez błota, dzieci i zwierząt może wystarczy odkurzyć raz na tydzień, albo nawet raz na dwa tygodnie 🙂

  • To ostatnie zdanie powinnyśmy wszystkie wypisać sobie na czole: „Jak znajdziemy sposób, który nam najbardziej odpowiada, to całe to sprzątanie przestaje być straszne” – Zgadzam się w 100% – Tak naprawdę największa trudność w sprzątaniu, to znalezienie tego jednego, właściwego sposobu. 🙂

  • Magdalena

    Hehe. Trafne z tymi przyzwyczajeniami z domu. Ja niewiele powielam, z mamą mamy zupełnie inne podejście. A poza tym, dawno temu usłyszałam lub przeczytałam anegdotkę:
    Młoda żona piecze szynkę. Mąż pyta: dlaczego kochanie odcinasz końce mięsa?
    – Moja mama zawsze tak piekła szynkę
    Przy najbliższej okazji pani pyta: Mamo, dlaczego właściwie trzeba obcinać szynkę przed pieczeniem?
    – Moja mama zawsze tak robiła
    Babcia na szczęście jeszcze żyła 😉
    – Babciu, dlaczego zawsze ucinałaś końce szynki i tak piekłaś?

    – bo miałam za mały piekarnik

    😀

    • To ja zauważyłam, że im jestem starsza tym więcej zaczynam powielać „niechcący” i dopiero jak się sama na tym złapie to zaczynam się zastanawiać co ja właściwie robię 😉
      Anegdotkę znam i sama często używam 🙂 Świetnie obrazuje o co chodzi z tymi bezmyślnymi przyzwyczajeniami.