10 Przykazań zanim zaczniesz: 9.Odkładaj na później

odkładaj

Nie podejmuj się wyzwań, których nie jesteś w stanie zrealizować. Nie marnuj czasu na podejmowanie decyzji, których nie umiesz podjąć.

Pamiętasz notkę o kończeniu działań? Czasem żeby zakończyć „niewykonalne” zadanie wystarczy racjonalnie sformułować cel.

Masz zapewne taką jedną (może więcej) szafkę, w której jest ciągle bałagan, bo nie masz pojęcia co zrobić z rzeczami, które w niej są. Posprzątanie jej „do końca” wydaje i się niewykonalne?

Prawdopodobnie masz rację. Czy to oznacza, że skoro nie możesz skończyć – nie powinnaś zaczynać?

Nie całkiem.

Wystarczy zmienić cel.

Zamiast myśleć „Posprzątam wszystkie rzeczy w szafce”. Pomyśl „Posprzątam szafkę”. Co to za różnica?

Jeżeli przez kilka miesięcy (albo lat) nie wymyśliłaś, co zrobić z tymi dziwnymi manelami, to nie oczekuj, że jak weźmiesz ścierkę do ręki i będziesz naprawdę bardzo zdeterminowana – nagle i niespodziewanie Cię olśni. Nie zrozum mnie źle – prawdopodobnie w końcu kiedyś Cię olśni i spłynie na Ciebie łaska boska z genialnym pomysłem na rozwiązanie problemu. Jednak zapewne nie będzie to wtedy, kiedy byś tego oczekiwała.

ALE

Przypuszczam, że mocno dramatyzujesz myśląc, że WSZYSTKIE rzeczy w szafce stanowią problem. Może tam być kilka – kilkanaście dziwnych, bezdomnych znalezisk. Cała reszta jest zapewne całkiem prosta do ogarnięcia. Jeżeli mi nie wierzysz, to podeślij zdjęcie – udowodnię Ci 😉

Zacznij od powyciągania wszystkich rzeczy, z którymi możesz się bez problemu uporać. Wyrzuć to co jest do wyrzucenia. Odłóż to co ma swoje miejsca. Całą resztę, z którą nie wiesz co masz zrobić – włóż do pudła z napisem „Co z tym k***a zrobić???”. No dobrze. Napis może być inny 😉 Elegancko byłoby opisać pudło „Do sprawdzenia” albo „Do przemyślenia” 🙂 Tym sposobem właśnie posprzątałaś swoją „niewykonalną” szafkę.

Moja ulubiona prawda życiowa jeżeli chodzi o sprzątanie brzmi:

„Sekretem perfekcyjnie wysprzątanego trzypokojowego mieszkania, jest fakt, że jest ono czteropokojowe.”

I czasem warto nauczyć się korzystać z tej prawdy. Zdecydowanie lepiej jest mieć trzy pokoje „idealne” a w jednym plan zdjęciowy filmu katastroficznego o wulkanach i tornadach niż we wszystkich pomieszczeniach taki sam nieład i chaos, bo żadne nie będzie tak naprawdę skończone.

Pamiętaj, że przygotowanie i odłożenie rzeczy, z którymi nie wiesz co zrobić – do sprawdzenia i zastanowienia się – to też działanie. Też możesz je zakończyć i też posunie Cię do przodu. Te wszystkie duperele, których nie umiesz ogarnąć, nie będą już bałaganem i chaosem tylko usystematyzowanym zbiorem, który czeka na zorganizowanie kiedy już ten Duch Święty na Ciebie spłynie i Cie natchnie.

Nie. Nie nabijam się złośliwie. To naprawdę tak działa! Najczęściej w chwili kiedy kompletnie nie jesteś w stanie tego natchnienia urzeczywistnić – na zakupach, na urlopie, w pracy, w wannie…

Najważniejszy wniosek: Odkładaj rzeczy na później. Tylko umiejętnie. Nie możesz mieć problemu z całą szafą, całym pokojem, czy całym mieszkaniem. Problem stanowią KONKRETNE PRZEDMIOTY. Znajdź je. Zapakuj. Zapomnij. „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”. Jak nadejdzie właściwy czas na uporanie się z tymi KILKOMA KONKRETNYMI rzeczami, to się z nimi uporasz. A teraz – dopóki masz moc i chęci do działania – nie pozwól, żeby Cie zniechęcały, demotywowały i marnowały Twój czas.

Podpowiem Ci jeszcze, że warto sobie też odłożyć „na później” takie super – szczegółowe sortowanie i przeglądanie kategorii. Np. Mam w domu tymczasowy regał, na który kładę wszystkie dokumenty, które muszą zostać w domu (wszystkie inne papiery NATYCHMIAST wyrzucam). Jeszcze nie zdążyłam wprowadzić żadnego sensownego systemu organizacji dokumentów, więc chwilowo są „zorganizowane” w wielki stos. Sekret polega na tym, że ten wielki stos jest w jednym konkretnym miejscu i że każdy nowy papier automatycznie ląduje na wielkim stosie, a nie przewala się w stertach bałaganu. Wieki stos stanowi wyznaczone, dedykowane miejsce dla papierów. A jak jest brzydka pogoda, mam brak mocy i nie bardzo chce mi się zabrać za coś konkretnego, to biorę sobie kawałek tego wielkiego stosu i sortuję dokumenty pod nowy system organizacyjny. Nie wszystkie naraz. Tylko tyle na ile akurat mam moc. I wielki stos powoli maleje. Wieczorami. Korzystając z czasu, w którym i tak nie zrobiłabym nic bardziej konstruktywnego. Nie marnując mojego „ambitnego i zdeterminowanego” czasu.

Odkładanie rzeczy na później to bardzo cenna umiejętność. Pozwala uniknąć zagrzebania się w oddzielaniu grochu od soczewicy, podczas gdy reszta domu się wali. Tylko proszę Cię – włóż ten groch z tą soczewicą do jednego pojemnika „do posortowania” – nie zostawiaj rozsypanych na podłodze 😉

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂
Podziel się: