Rytuał picia herbaty, a codzienne porządki

Nie wiem jak Ty, ale ja muszę chwilę odsapnąć od tych wpisów „na to samo kopyto” o sprzątaniu poszczególnych kategorii rzeczy, bo może i to praktyczne, ale jakoś mało porywające 😉 Dlatego dzisiaj, jako jednorazowy przerywnik – coś z zupełnie innej beczki.

Jak przestać sprzątać?

Lubisz sprzątać?

Tak w głębi serca to chyba nikt nie lubi. No bo co w tym fajnego?

Sprzątanie to przykry obowiązek, który musisz wykonywać.

Zapewne zmotywowałam Cię tym zdaniem niesamowicie 😉 Nie będę ukrywać – napisałam je specjalnie, żeby Ci się jeszcze bardziej wszystkiego odechciało. Żeby Ci uświadomić, że uciążliwość sprzątania tkwi tylko i wyłącznie w Twojej głowie. Nie będę tu po raz kolejny rozwodzić się nad tym jak „motywująco” działa słowo „musisz”. Jeżeli jeszcze tego nie wiesz, to przeczytaj sobie TEN wpis.

Codziennie masz w głowie myśli dotyczące tego, że musisz pozmywać, musisz wyrzucić śmieci, musisz zrobić pranie, czy musisz zamieść podłogę. I od tego ciągłego muszenia – z całego serca nienawidzisz sprzątania i kojarzy Ci się z masą przykrych obowiązków. Z jakimś wielkim, nieosiągalnym wyzwaniem, którego musisz się podjąć. A przecież tak bardzo tego nie lubisz.

Czy lubisz spuszczać wodę po skorzystaniu z toalety?

Albo czy lubisz:

  • myć zęby?
  • czesać włosy?
  • przyklejać plaster na skaleczenie?
  • myć ręce?
  • zamykać drzwi wychodząc z domu?
  • zapinać pasy w samochodzie?
  • zmywać makijaż?
  • podpisywać się na dokumentach?

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym? Czy kiedykolwiek w życiu przeszło Ci przez myśl „bardzo lubię / bardzo nie lubię przyklejać sobie podpaskę do majtek – to takie przyjemne / nieprzyjemne”. Myślałaś kiedyś o tym? Bo ja nigdy w życiu! No dobra. Do teraz, bo jak już o tym napisałam, to siłą rzeczy sama zaczęłam się nad tym zastanawiać i w sumie jak dla mnie, to odklejanie papierowego paska od kleju to całkiem przyjemna czynność, ale już celowanie, żeby równo przykleić trochę mnie denerwuje. Ale to tak tytułem dygresji, bo nie o podpaskach chciałam pisać.

Nie zastanawiasz się nad odruchami.

Nie oceniasz ich w kategorii lubię/nie lubię, muszę / nie muszę, chcę / nie chcę. Większość z wymienionych powyżej rzeczy po prostu robisz. Automatycznie i bezrefleksyjnie. Zapewne część z tych, które wymieniłam, a jeszcze pewnie masę innych robisz tak odruchowo, że nie wiesz kiedy i czy w ogóle je zrobiłaś. Ile razy wracałaś do drzwi po wyjściu z domu, bo nie byłaś pewna, czy je zamknęłaś, a w efekcie okazywało się, że jednak są zamknięte? Wykonałaś czynność, której Twój mózg nie zarejestrował. I nie jesteś w stanie nawet przypomnieć sobie, że ją wykonałaś, a co dopiero zastanawiać się nad tym, czy to było przyjemne, czy nieprzyjemne.

Całą masę codziennych czynności wykonujemy automatycznie. Zazwyczaj jest to swego rodzaju zaprogramowany ciąg przyczynowo-skutkowy. Wychodzę z domu -> ciągnę za sobą drzwi -> wsadzam, przekręcam i wyciągam klucz -> wrzucam klucz do torebki. Wsiadam do samochodu -> wsadzam i lekko przekręcam kluczyk -> zapinam pasy -> odpalam silnik. Zapinanie pasów mam tak niesamowicie zaprogramowane, że znajomi się ze mnie śmieją, jak własny samochód na własnym terenie przestawiam o pół metra do przodu i w tym celu zapinam pasy. Drzwi mogę nie zamknąć ale pas zapnę. Taki odruch.

Co to ma wspólnego z herbatą?

Nie pijam kawy. Pijam za to straszne ilości herbaty. Ty jak wolisz, to oczywiście możesz pić kawę. Ale wracając do tej mojej herbaty – Znane mi są dwie metody robienia herbaty:

  1. Nie marnując czasu:
    • Nastaw wodę w czajniku.
    • Siądź na chwilę do komputera/telewizora/telefonu/książki czekając aż woda się zagotuje.
    • Zapomnij o tym, że gotowałaś wodę.
    • Przypomnij sobie po 45 minutach, jak już woda w czajniku przestygnie na tyle, że trzeba ją zagotować od nowa.
    • Czynności powtarzaj w kółko przez kolejne kilka godzin.
  2. Marnując czas:
    • Nastaw wodę w czajniku.
    • Stój i patrz się na czajnik.
    • Irytuj się, że ta woda się strasznie długo gotuje.
    • Po dwóch godzinach wpatrywania się uświadom sobie, że minęło dopiero pół minuty.
    • Rozważ zakup nowego czajnika, który będzie szybciej gotował wodę.
    • Rozważ możliwość tragicznego zejścia śmiertelnego z pragnienia lub z nudów.
    • Kontynuując wpatrywanie się w czajnik rozważ możliwość, posiadania mrożącego spojrzenia, które powoduje, że im bardziej patrzysz tym bardziej woda nie chce się gotować.
    • Nie patrz w czajnik, żeby nie studzić wody.
    • Zauważ coś, co przykuje Twoją uwagę.
    • Zajmij się tym i zapomnij o wodzie.
    • Przypomnij sobie po 45 minutach, jak już woda w czajniku przestygnie na tyle, że trzeba ją zagotować od nowa.
    • Powtórz.

A co TO ma wspólnego ze sprzątaniem?

Można robić herbatę / kawę inaczej. Wystarczy wyrobić sobie własny rytuał. Prosty, powtarzalny, automatyczny. Odruch, który sprawi, że z satysfakcją napijesz się swojej herbaty i będziesz miała czystsze mieszkanie nie sprzątając.

Ja robię tak:

  • Nastawiam wodę na herbatę.
  • Otwieram zmywarkę.
  • Jeżeli w środku są czyste naczynia – rozkładam do szafek. Jeżeli jest pusta lub częściowo wypełniona brudnymi naczyniami – zbieram i pakuję do niej brudne naczynia. Jeżeli się napełni – puszczam mycie.
  • Wyrzucam śmieci (papierki, okruszki) z blatów w kuchni.
  • Odkładam na miejsca rzeczy, które nie wiedzieć czemu na swoich miejscach nie są.
  • Przecieram blaty i kuchenkę.
  • Odkładam naczynia z suszarki na miejsca.
  • Myję garnek, nóż, patelnię – cokolwiek mi zalega w zlewie.
  • Wyciągam kubek i torebkę z herbatą.
  • Zalewam herbatę.

Jest czyściej? – Jest!

Sprzątałam? – Nie sprzątałam! Robiłam sobie herbatę.

Oczywiście dokładny zakres czynności zależy od tego ile faktycznie jest do zrobienia i jak długo będzie się gotować woda (lub parzyć kawa w ekspresie). Zazwyczaj gotowanie wody, czy parzenie kawy trwa kilka minut. Dwie, trzy, czasem nawet pięć. Jak masz w kuchni krajobraz po bitwie to nagle przy zalewaniu torebki nie stanie Ci przed oczami kuchnia z planu zdjęciowego Perfekcyjnej Pani Domu. Ale podczas oczekiwania na ulubiony napój zupełnie spokojnie zdążysz wykonać przynajmniej jedną z tych czynności:

  • napełnić zmywarkę,
  • opróżnić zmywarkę,
  • wyrzucić śmieci,
  • zmyć kilka naczyń (jeżeli zmywarki nie posiadasz),
  • odłożyć kilka rzeczy na swoje miejsca,
  • przetrzeć blat.

Ile kaw / herbat pijesz dziennie? Z każdą kolejną Twoja kuchnia będzie coraz czystsza, a Ty będziesz mogła wykonać kolejne czynności. Jak już wielokrotnie powtarzałam: Nie chodzi o to, żeby umyć na raz cały zlew naczyń. Wystarczy jak zmyjesz kilka. Do czasu aż woda w czajniku się zagotuje. Odłożysz kilka rzeczy na miejsce. Zamieciesz podłogę. I tak już stoisz w tej kuchni i się nudzisz. Zajmij się czymś. Nie „sprzątaj” tylko zajmij sobie czas oczekując na kawę/herbatę. Tylko po to, żeby się nie nudzić i tak bezsensownie nie wpatrywać się w ten czajnik.

Przy pierwszej herbacie będziesz się zastanawiać za co się zabrać. Przy piątej będziesz się zastanawiać, co jeszcze możesz zrobić. Przy dziesiątej będziesz się jeszcze pilnować, żeby czymś się zająć, a nie gapić się bezmyślnie w czajnik. Ale przy piętnastej lub dwudziestej wejdziesz po herbatę do brudnej kuchni, wyjdziesz z herbatą z czystej kuchni, a Twój mózg nawet nie zarejestruje, że coś robiłaś. Będziesz mieć tak zaprogramowane połączenie czajnik -> naczynia -> śmieci -> blaty ->herbata (lub dowolną inną kombinację), że wykonasz kilka czynności automatycznie bez kompletnie żadnej świadomości. Kuchnia będzie się sprzątać sama, niemal bez Twojego udziału. A już na pewno bez rozwodzenia się nad tym, jak to Ty strasznie nie lubisz sprzątać i jak niesamowicie Ci się nie chce. Będziesz wykonywać pewne czynności odruchowo i tyle.

A jeśli nie pijasz herbaty…

To był tylko przykład, jak można sobie zaprogramować pewne nawyki. I w zasadzie nie powiem, żebym była jakaś szczególnie odkrywcza w tym względzie bo o tworzeniu nawyków jest tyle materiałów, że życia by Ci nie starczyło na przeczytanie wszystkiego. Różnica między moją intencją, a „standardowym” podejściem do programowania nawyków jest taka, że mnie w zasadzie wcale nie chodzi o samo wyuczanie się nowych czynności. Chodzi mi bardziej o wyszukiwanie „dziur w czasoprzestrzeni” kiedy można te czynności bezwiednie i BEZ ZUŻYWANIA CENNEGO CZASU wykonać. Coś na zasadzie słuchania audiobooków podczas stania w korku, jeżeli ciągle brak Ci czasu na czytanie książek.

  • Kuchnia ogarnia się sama podczas czekania na wodę, na zupę, na makaron, nawet na odgrzanie wczorajszego obiadu w mikrofalówce.
  • Każde pomieszczenie z telewizorem w magiczny sposób robi się czystsze podczas reklam w ulubionym filmie. Bo przecież wiesz, że jeżeli przełączysz „tylko na chwilę” na coś innego, to w ciągu minuty zapomnisz co właściwie oglądałaś.
  • Pranie składa się samo w pomieszczeniach z telewizorem, podczas ulubionego programu (najlepiej rozrywkowego) lub powtórki serialu, który już widziałaś. Nie wiem na czym polega ta magia, ale przy nowych odcinkach nawet paznokcie nie chcą się same opiłować 😉
  • Łazienka ogarnia się sama podczas nalewania wody do wanny, na relaksującą kąpiel z pianą.
  • Cała masa rzeczy w mieszkaniu zrobi się sama, jeżeli Twój ulubiony wykonawca właśnie wydał nową płytę, którą musisz NATYCHMIAST przesłuchać.

Połączenie codziennych nawyków z takimi własnie „dziurami czasowymi” sprawi, że w Twoim domu będzie z dnia na dzień coraz mniej sprzątania. Tak po prostu. Oczywiście nadal będziesz musiała z wielkim bólem i niechęcią raz na jakiś czas zrobić wielką akcję mycia góry szaf, czyszczenia dywanu, czy przesadzania kwiatów, bo nie wszystkie domowe czynności da się wykonać w ciągu 15 minut ustawowej przerwy reklamowej, nie wspominając już nawet o dramatycznych przypadkach ludzi, którzy oglądają wszystko za pomocą aplikacji telewizyjnych BEZ REKLAM. Trochę rzeczy będziesz musiała zrobić poświęcając na nie dodatkowy czas i zbierając się w sobie przez kilka dni, żeby mieć wreszcie niezbędną „moc”. Jednak naprawdę dużo rzeczy możesz sobie zaprogramować na „automat” w czasie, który Ci się marnuje. Dzięki temu nie będziesz o nich myśleć – będą się po prostu robić same. Nie będziesz musiała też przeznaczać na nie dodatkowego czasu, który możesz spędzić przyjemniej – np. czytając książkę.

Miewasz takie luki czasowe w ciągu dnia? Pomyśl, co mogłabyś w tym czasie zrobić i zacznij to robić. I oczywiście napisz mi, jak to się u Ciebie sprawdza 🙂

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂



Podziel się:
  • Ann

    Mycie góry szafek – tylko z audiobookiem na uszach. Wspaniały wynalazek. Sprzątanie idzie jakoś szybciej.

    • Ale tak dosłownie „na uszach”? Bo ja jakoś nie mogę tego rozwiązać. Jak puszczę na głośnik to ciągle mi coś „przerywa” – a to ścierki płuczę i woda hałasuje, a to przejdę na chwile do innego pokoju i nie słyszę. A na słuchawkach jakoś nie mogę, bo i nie mam za bardzo jak sprzętu grającego zamocować (no i taka ze mnie pierdoła, że pewnie w 30 sekund bym zalała jakbym miała „na sobie” telefon lub mp3) i jakoś ze słuchawkami też mam problem, bo to albo spadają, albo mi się kabel majta… Jak Ty to rozwiązujesz? Może masz jakąś skuteczną metodę, na którą jeszcze nie wpadłam? 😉

      • inviernita

        Koniecznie ze słuchawkami, mp3 podkładam pod ramiączko od biustonosza, żeby się nie majtało 🙂 Stosowane głównie do prasowania i zmywania naczyń 😀

    • Ja też z audiobookiem sprzątam. Telefon wsadzam… Do miseczki biustonosza, ramiączkami stabilizuje kabel. I jazda ;D

  • Zupełnie nieświadomie właśnie tak się zachowuję czekając na zagotowanie wody na herbatę czy gotując obiad 🙂 A to umyję coś co zalega w zlewie (ja z tych antyzmywarkowych), a to rozwieszę (schowam) pranie, a to ogarnę na blatach czy w pokoju. Czajnik usłyszę, bo mam gwizdany 🙂

    • Bo przecież to jest doskonała metoda na zaoszczędzenie czasu i wypicie herbaty bez wyrzutów sumienia, że jeszcze „tyle roboty a ja siedzę” 😉 Gratuluję Ci samozaparcia w antyzmywarkowości (antyzmywarkowatości?), bo mnie by się nie chciało naczyń myć ręcznie 😉 A gwizdany czajnik wymaga zdecydowanie zbyt dużo samodyscypliny jak na moje możliwości. Jak jeszcze miałam gwizdany czajnik, to zazwyczaj kończyło się to tym, że nie chciało mi się gwizdka zakładać, bo po co skoro jestem w pobliżu. Oczywiście często mnie coś „rozproszyło” i zanim sobie o czajniku przypomniałam to już woda była niemal całkowicie wygotowana. W elektrycznym jak zapomnę, to najwyżej wystygnie. Ale zdecydowanie ogarnianie kuchni i wyrobienie automatycznych nawyków sprawia, ze już coraz rzadziej zapominam 😉

  • Święta prawda. Tak powiem. 🙂 W sumie często działam podobnie.

  • Genialny wpis! I w sumie nawet mam jeden taki nawyk… Jak muszę czekać na wodę w spluczce WC to czyszczę kotom kuwetę 😀 Albo pranie wstawiam. Właśnie, pranie. Powiesić muszę. Idę. No 😀

    • Dziękuję, aż sama przeczytałam, żeby sprawdzić czy faktycznie taki genialny i przyznam, że chyba jeden z lepszych 😉 A tak całkiem serio to po prostu wieloletnia praktyka. Każda z nas coś takiego ma „przez przypadek” – tak jak Ty z tą kuwetą. A największa trudność polega na tym, żeby uświadomić sobie jak to działa i świadomie stworzyć jak najwięcej takich automatycznych zależności.

      • No to czas kreować nowy nawyk – oficjalnie zaczynam sprzątać kuchnię przy parzeniu kawy ;p Dużo sprzątania, bo kaw to ja tak z 5 dziennie trzaskam 😀

        Muszę jeszcze znaleźć kilka takich „pustych przebiegów”. Jak na złość nie oglądam telewizji xD

        • Przy 5 kawach dziennie to po tygodniu będziesz mieć idealniejszą kuchnię niż Małgosia Rozenek i Anthea Turner razem wzięte 🙂 A co do telewizji, to widzisz… najwyższa pora zacząć – Albo chociaż radio sobie puść – tam też bywają reklamy 😉

          • Niedługo nowy sezon Gry o Tron, ale tam nie ma reklam ;D Za to muszę powtórzyć wszystkie 6 wcześniejszych sezonów, żeby się „wkręcić w klimat”. Mam chyba będę włączać do każdego zdejmowania prania ;D

          • Ale tam akurat czołówka jest dosyć długa i bardzo „energetyczna”, więc może udawać reklamy. A jak jeszcze puścisz sobie wersję z pełnymi napisami końcowymi, to już całkiem będziesz mogła zaszaleć 😉

          • Ta czołówka to zmora moich sąsiadów. Od tygodnia uczę się grać na skrzypcach… Ten motyw poszedł jako pierwszy na tapetę 😀
            Taka mała dygresja 😀