Wakacje!!!

Rzadko kiedy mam okazję idealnie wpasować się z wpisem w jakiś „znaczący” termin, dlatego dzisiaj postanowiłam zaszaleć i lekko odejść od tematu sprzątania (chociaż nie całkiem). Nie wiem w jakim kraju aktualnie mieszkasz, ale jeżeli w innym niż Polska, to mogło Ci umknąć, że w Polsce dzisiaj jest bardzo, bardzo, bardzo ważny dzień – długo wyczekiwane zakończenie roku szkolnego 😉

Co prawda od lat do szkoły nie chodzę, jednak gdzieś w okolicach kwietnia zaczynam z utęsknieniem wzdychać w kierunku końcówki czerwca. Co prawda dla mnie niby nic się nie zmienia, bo do pracy chodzę normalnie, a urlop mam zaplanowany dopiero na koniec sierpnia, ale jest mi tak jakoś dużo, dużo lżej. Niby tak samo, a jakoś inaczej.

Co wakacje zmieniają w moim życiu?

  • Nie muszę codziennie rano szykować kanapek do szkoły.
  • Nie muszę codziennie rano popędzać, wkurzać się o niespakowany plecak i kłócić o strój adekwatny do pogody.
  • Nie muszę przed pracą przejeżdżać pod szkołą.
  • Droga do pracy zajmuje mi 15 minut zamiast 30, bo studentów nie ma, rodzice nie wożą dzieci do szkoły i połowa miasta jest na urlopach.
  • W pracy mam spokój, bo pół firmy i większość klientów na urlopie, więc nic nie jest „pilnie, już natychmiast” i nie muszę co 5 minut odbierać telefonu.
  • Mam czas, żeby uporządkować wszystkie papiery i w spokoju nadrobić zadania, które zostały odłożone na „wolną chwilę”.
  • Powrót z pracy do domu zajmuje mi 15 minut zamiast 30.
  • Mam gdzie zaparkować pod domem.
  • Po pracy mogę zająć się „swoimi sprawami” zamiast przez godzinę namawiać do odrobienia lekcji tylko po to, żeby przez kolejna godzinę sprawdzać słupki z matematyki, wypracowania z polskiego i najdziwaczniejsze ćwiczenia ze wszystkiego, w których sama czasem nie mogę dojść „co autor miał na myśli”.
  • Wieczorem nie muszę przez godzinę dyskutować na temat pójścia do mycia i spania.
  • Sama mogę iść się myć i spać kiedy mi się podoba, bo nie muszę pilnować, czy dziecko faktycznie łaskawie zechciało się położyć.
  • Mogę spokojnie i bez tłumów pozałatwiać większość spaw na mieście, nie stojąc w korkach, nie mając problemów z parkowaniem i nie czekając w kolejkach.
  • Mam wolne od robienia za taksówkę na zajęcia dodatkowe, które odbywają się na drugim końcu miasta. W soboty rano.

Chyba sama już rozumiesz dlaczego wakacje, mimo iż mnie nie dotyczą – cieszą mnie niesamowicie. Przechodzę na zupełnie inny – bardziej zrelaksowany – tryb funkcjonowania, mam dużo więcej czasu i dzięki temu zmienia mi się też trochę rytm i harmonogram dnia. Mogę zrobić dużo więcej rzeczy, na które zazwyczaj nie mam ani siły ani czasu.

Ty też zastanów się, co wakacje zmieniają w Twoim rytmie dnia i spróbuj je maksymalnie wykorzystać.

Jeżeli nie masz dzieci, albo masz dzieci na tyle małe, że wydaje Ci się, iż wakacje Cię „nie dotyczą”, to wykorzystaj fakt, że cała masa ludzi wyjeżdża na urlop, a miasta i miasteczka trochę pustoszeją. Dzięki temu możesz:

  • Nadrobić zaległe sprawy urzędowe (wymiana dokumentów, aktualizacja danych i inne dziwne „papierologie”).
  • Nadrobić zaległe sprawy medyczne (badania, wizyty kontrolne u różnych specjalistów).
  • Nadrobić zaległe „poważne” zakupy (zabrać faceta na męskie zakupy odzieżowe, spokojnie przejść się po meblowym i po sklepach z wyposażeniem wnętrz, uzupełnić produkty, które kupujesz raz-dwa razy do roku – u mnie to np. proszki do prania, chemia do sprzątania itp.).
  • Załatwić wszystkie sprawy „na mieście”, które zawsze odkładasz, bo korki, tłumy i nie ma gdzie zaparkować (zaniesienie butów do szewca, torebki do naprawy, zasłon do czyszczenia itp.).
  • Zabrać się wreszcie za długo odkładany remont/odświeżenie mieszkania (farba szybciej schnie, dłużej jest jasno, możesz wietrzyć mieszkanie w zasadzie bez ograniczeń).

Jeżeli tak jak ja – masz większe dzieci, to najprawdopodobniej tak samo jak ja będziesz cieszyć się z mniejszej ilości obowiązków „szkolnych”. Oprócz wszystkich możliwości, które wymieniłam powyżej, dodatkowo możesz:

  • Skupić się na rzeczach, na które „normalnie” nie masz siły i czasu – odkopać jakiś zakamarek, zrobić gruntowne porządki w szafie, przejrzeć stare papiery itp.
  • Wykorzystać dziecko do pomocy – jak już wlezę na drabinę, żeby wytrzeć kurz na meblach i bardzo wysokich półkach, to nic mnie tak nie irytuje, jak ciągłe ganianie góra-dół, bo trzeba ścierkę wypłukacć, albo wodę w misce wymienić (zakładając, że mam gdzie postawić miskę do płukania ścierki). Mając większe dziecko, mogę nie schodzić z drabiny (stołka/krzesła/szafki), bo mogę zagonić dziecko do płukania ścierek i przynoszenia potrzebnych rzeczy.
  • Wykorzystać, że dziecko jest w domu – Pokój dziecięcy raz na jakiś czas wymaga generalnego „przeglądu”. Nie chodzi nawet o samo sprzątanie, ale bardziej o pozbycie się rzeczy, z których dzieci wyrosły i których nie używają (ubrania, zabawki, książki, gry, może nawet niektóre meble). Moja córka jest już w tym wieku, że absolutnie nie ma mowy, żebym pozbyła się czegoś bez jej akceptacji, bo ewidentnie zbyt małą sukienkę nosi jako tunikę do leginsów, wyjściową za małą bluzkę co prawda może oddać, ale obiecała ją już konkretnej młodszej kuzynce, więc musi być spakowana do osobnej paczki, a elementów od jakiejś tam zabawki używa do innej zabawki. W efekcie absolutnie nie ma mowy, żebym ja się samodzielnie podjęła decydowania co ma zostać, a co można oddać. W roku szkolnym nie mamy siły (obie) na takie przeglądy i dyskusje, za to w wakacje mamy do dyspozycji czas, który „normalnie” był przeznaczony na odrabianie lekcji.

A jeżeli należysz do grona tych szczęśliwców, którzy mogą „sprzedać” dziecko na kilka(naście) dni do dziadków, do jakiejś cioci, albo na obóz/kolonie, to już w ogóle poczujesz się jak królowa życia 😉

  • Możesz zacząć wolny dzień (urlop, weekend, święto) od kieliszka szampana z sokiem pomarańczowym 😉
  • Jak już się odpowiednio znieczulisz tym szampanem, to możesz przejrzeć rzeczy, z którymi najtrudniej Ci się rozstać 😉
  • Możesz rozplanować generalne porządki na kilka dni, bez konieczności ciągłego zwijania i rozgrzebywania od nowa.
  • Możesz użyć pokoju dziecięcego jako tymczasowego składzika, na czas odkopywania innych pomieszczeń.
  • Możesz przeorganizować cały pokój dziecięcy dostosowując do potrzeb dziecka (wymienić łóżko na „dorosłe”, wstawić biurko, przemeblować, przemalować).
  • Możesz odpuścić sobie przez kilka dni robienie codziennych zakupów oraz przygotowywanie rodzinnych posiłków i skupić się w 100% na odkopywaniu i organizowaniu mieszkania.

No i niezależnie od tego, czy masz dzieci, czy nie i czy pracujesz czy nie – jeżeli tylko pogoda pozwoli możesz poświęcić codziennie kilka-kilkanaście minut na rozłożenie się w pełnym słońcu (przed domem, na balkonie lub nawet przy szeroko otwartym oknie), relaks, wygrzanie się i doświetlenie, żeby nałapać zapas słońca na kolejny rok. I chyba od tego powinnam zacząć ten wpis, bo o ile generalne porządki, remonty i rewolucje organizacyjne możesz sobie odpuścić, to za żadne skarby świata nie powinnaś rezygnować z wakacyjnego relaksu na słońcu. Nawet jeżeli miałoby to być tylko siedzenie przez 15 minut przy otwartym oknie w słoneczny dzień. Słońce naprawdę ładuje akumulatory i to nie tylko te w bateriach słonecznych. Jak się dobrze doświetlisz to będziesz mieć więcej energii, poprawi Ci się humor i więcej rzeczy będzie Ci się chciało robić.

W związku z powyższym nawet jeżeli teraz wydaje Ci się, że wakacje nic nie zmienią w Twojej codzienności, bo i tak nie masz siły i chęci na żadne dodatkowe zadania – zacznij od tego najprostszego: Wystaw się na minimum 15 minut dziennie na słońce.

Podzielasz moją miłość do wakacji, czy może dla Ciebie nie mają takiego znaczenia? Masz już jakieś plany, jak wykorzystasz ten czas?

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂
Podziel się: