Jak posprzątać… Artykuły higieniczne

Zabieram się za pisanie tych tekstów o kategoriach rzeczy w łazience i tak się zastanawiam – czy to ja jestem jakąś taką łazienkową minimalistką, czy naprawdę w łazience kompletnie nie ma co trzymać, że mi tak mało kategorii wychodzi. I do tego jakieś takie mało rozbudowane te kategorie… A jak się do marketu wchodzi, to niby tyle rzeczy na pólkach 😉

Co musisz mieć?

  1. Papier toaletowy – Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie schodzi średnio rolka dziennie, więc łatwo policzyć jak duży zapas muszę kupić, żeby dotrwać do następnej wizyty w sklepie. Z tym, że u mnie to artykuł łazienkowy tylko z nazwy, bo tak naprawdę, to mam rolkę w każdym pokoju i używam zamiast chusteczek jednorazowych i bardzo często również zamiast ręcznika papierowego. Osobiście polecam unikać tych najbardziej mięciutkich i puchatych, bo jest w nich strasznie dużo powietrza, a bardzo mało papieru i w zużyciu mogą wyjść Ci drożej niż ten ciut grubszy i odrobinę droższy papier.
  2. Mokry papier toaletowy – Naprawdę absolutne must have! To w zasadzie dokładnie to samo, co mokre chusteczki, z tą bardzo drobną różnicą, że można go bez obaw spuścić w toalecie. Niezastąpiony w różnych sytuacjach kryzysowych, kiedy nie ma możliwości się umyć, kiedy skończy się płyn do demakijażu, kiedy trzeba na szybko buty wyczyścić, albo kiedy trzeba zetrzeć podłogę wokół toalety, a nie chce się wyciągać całego „ciężkiego sprzętu”. Oczywiście zgodnie z przeznaczeniem też czasem można użyć 😉 Ja wybieram taki, który jest możliwie najmniej tłusty – wtedy jest najbardziej uniwersalny i można go używać niemal do wszystkiego.
  3. Waciki do demakijażu – Zużywają się głównie do demakijażu i zmywania lakieru do paznokci, ale czasem przydają się też do innych dziwnych rzeczy – nakładania przyklejanych tatuaży, odklejania naklejek z mebli, zmywania opornych rodzajów plam przy użyciu benzyny albo acetonu itp. W tym wypadku akurat staram się wybierać te najtańsze, bo strasznie mnie denerwują twarde krawędzie na droższych wacikach. No i te droższe są jakieś takie sztywniejsze i nie dają się rozcapierzyć jak trzeba 😉
  4. Patyczki do uszu – Do uszu akurat nie powinno się ich zbyt często używać – a już szczególnie niewskazane jest wkładanie ich do środka ucha. Są natomiast niezastąpione do czyszczenia najróżniejszych zakamarków w mieszkaniu. No i jeżeli przy samych skórkach lakier z paznokcia nie chce zejść i robi się taka niedomyta lakierowa rameczka, to do tego też świetnie nadają się patyczki – wystarczy zamoczyć w zmywaczu do paznokci.
  5. Tampony/podpaski – Co wolisz. Jak wolisz jakieś inne, dziwne wynalazki, to też ok. Ja osobiście nie wyobrażam sobie życia bez zapasu tamponów, ale nikomu w majtki nie zamierzam zaglądać 😉 Poruszam natomiast ten temat przy okazji łazienki, bo większości z nas tak się to jakoś łazienkowo kojarzy, ale w praktyce odradzałabym Ci trzymanie tych produktów w łazience – szczególnie podpasek. W środku w podpaskach jest specjalny granulat, który ma za zadanie wiązanie wilgoci i jest na tę wilgoć bardzo wrażliwy. A w łazience nawet jak jest pozornie sucho, to powietrze bywa mocno wilgotne i później podpaska leżąca w takim wilgotnym powietrzu nie jest już tak chłonna jak powinna być.
  6. Wkładki higieniczne – Tak jak w zeszłym tygodniu dziwiłam się kobietom, które nie używają płynu do higieny intymnej, tak w tym tygodniu będę się dziwić tym, które nie używają wkładek higienicznych. Nie rozumiem. No nie rozumiem i już. Tym bardziej, że można kupić naprawdę malutkie, cieniutkie i dyskretne, pasujące nawet do stringów jak ktoś lubi. To przecież w naszym interesie jest, żeby utrudniać bakteriom rozwój. Ja wiem, że kiedyś kobiety nie używały takich wynalazków i jakoś żyły, ale kiedyś to one ganiały po polu w spódnicy i z gołą, za przeproszeniem, dupą, więc miały zapewniony stały przewiew i dopływ świeżego powietrza. A teraz jak kobiety przez 8 godzin dziennie siedzą w spodniach na poliestrowych, lakierowanych albo gumowych krzesłach to warunki do rozwoju najróżniejszych chorobotwórczych bakterii są wprost rewelacyjne. No i później ja muszę przy kolacji oglądać reklamy jakichś vagisilów, czy innych podobnych produktów.

Co jeszcze warto mieć?

  1. Chusteczki higieniczne – Też nie polecałabym trzymania w łazience, ale również dosyć łazienkowo się kojarzą, więc niech będzie. Jak już wspominałam, ja zamiast chusteczek używam papieru toaletowego, więc takich w pudełku nie kupuję. Kupuję natomiast w małych opakowaniach do torebki i rozkładam po wszystkich torebkach, plecakach, kurtkach i gdzie się tylko da, bo zawsze brakuje jak są potrzebne 😉

Czego się pozbyć?

Może Ci się wydawać, że takich rzeczy nie trzeba się pozbywać, bo prędzej, czy później i tak się zużyją. Generalnie masz rację, ale są pewne drobne wyjątki:

  • Niektóre artykuły higieniczne mają datę przydatności (np. tampony, podpaski). Po tym terminie mogą tracić swoje właściwości – przestaną być sterylne, stracą wytrzymałość, klej może „puścić” itp.
  • Niektóre rzeczy mogą Cię uczulać. Nawet pachnący papier toaletowy, czy zbyt przetworzone waciki mogą powodować poważne podrażnienia skóry, więc jeżeli tylko zauważysz jakieś niepokojące objawy to natychmiast pozbądź się produktu, który Cię uczula.
  • Jeżeli wiesz, że czegoś nie zużyjesz, bo Ci z jakiegokolwiek względu nie pasuje (irytuje Cię zapach, źle Ci się używa itp.) to też się tego pozbądź. Uwierz mi – żadne pieniądze nie są warte męczenia się z odklejającą się podpaską.
  • No i oczywiście – jeżeli masz w domu jakieś zakurzone, dwudziestoletnie zabytki (podpaski, jak dopadła Cie menopauza, wkładki laktacyjne jak dzieci już dawno karkówkę z grilla piwem zapijają, wata, nie wiesz skąd i nie wiesz po co itp.) to koniecznie się tego wreszcie pozbądź.

Metody przechowywania

Część rzeczy opisywałam na bieżąco, przy konkretnych produktach, ale jeszcze Ci tu kilka porad ogólnych dorzucę:

  • Wszystkie artykuły higieniczne trzymaj możliwie z dala od wilgoci i odizolowane od produktów chemicznych (kosmetyków, preparatów do sprzątania). Wilgoć zwyczajnie wszystko zniszczy. Natomiast chemia, może się w pewnym sensie do nich „przedostać” (opary) i powodować podrażnienia lub uczulenia.
  • Nie musisz trzymać wszystkiego w jednym miejscu. Pod ręką trzymaj to, czego na bieżąco używasz, a cała reszta zapasów, może być zupełnie gdzie indziej. Na moim przykładzie – w łazience trzymam tylko bieżącą rolkę papieru toaletowego, a wielkie wory z zapasem leżą na regale w przedpokoju. Nie mówię, że to idealne rozwiązanie, bo trzeba sobie wyrobić odruch przynoszenia kolejnej rolki, zanim poprzednia się skończy, ale ja na szczęście tej odruch mam i dzięki temu oszczędzam naprawdę masę miejsca w łazience. To oczywiście tylko przykład – równie dobrze można podać przykład małego pojemniczka na patyczki do uszu „pod ręką”, a zapas głębiej w szafce. Jak Ci będzie najwygodniej tak rób.
  • Zapasów rób tyle ile potrzebujesz między kolejnymi zakupami. Produkty, które możesz dostać wszędzie i w każdej chwili – kupuj tylko na bieżące zużycie (ewentualnie z uwzględnieniem pewnego marginesu bezpieczeństwa). Większe zapasy rób raczej w wypadku produktów, które można dostać tylko w konkretnych sklepach, w których rzadko bywasz. Staraj się nie przeginać w żadną stronę – dziesięć opakowań identycznych podpasek to zdecydowanie zbyt dużo, ale z drugiej strony zawsze dziwię się kobietom, które nagle dopada „przypadłość” i pilnie wysyłają faceta po zaopatrzenie bo w domu nawet awaryjnego kawałka waty nie ma… Podpaski i tampony to najbardziej ekstremalny przykład, ale przypadki braku papieru toaletowego też widywałam i za każdym razem dziwiły mnie tak samo 😉

Na co zwrócić uwagę podczas zakupów:

  • Patrz na cenę za sztukę, a nie za opakowanie – Produkty higieniczne są sprzedawane w paczkach po kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt sztuk. A ceny bywają naprawdę przeróżne. Czasem jest tak, że dwa produkty w tej samej cenie różnią się ilością sztuk w opakowaniu. Przyjęło się uważać, że im większe opakowanie tym wychodzi taniej i na tym przekonaniu bazują sklepy i producenci. Coraz częściej zdarza się tak, że bardziej opłaca się kupić dwa mniejsze opakowania, bo koszt jednej sztuki w mniejszym opakowaniu jest niższy niż w dużym.
  • Zaprzyjaźnij się z „markami własnymi” – Produkty sprzedawane pod marką marketu czy dyskontu są zazwyczaj produkowane w tych samych fabrykach, co produkty markowe. O ile w wypadku jedzenia, czy kosmetyków można mieć pewne obawy, to jeżeli chodzi o takie rzeczy jak papier toaletowy czy waciki – moim zdaniem nie bardzo jest co „popsuć”. A różnice w cenach bywają naprawdę bardzo duże. Tzn. nie są to jakieś ogromne kwoty przy jednorazowych zakupach, ale w skali roku robią się z tego całkiem sensowne oszczędności.
  • Zapisuj / pamiętaj przetestowane produkty  – Akurat w tej kategorii spokojnie mogę poradzić Ci testowanie różnych marek. Tylko, że aby takie testowanie miało sens – pamiętaj co Ci pasowało, a co Ci wybitnie nie pasowało. W końcu trafisz na produkt idealny, który będzie Ci odpowiadał pod względem jakości i będzie zdecydowanie tańszy od produktów, które kupowałaś nawykowo – bez zastanowienia.
  • Nie daj się nabrać na chwyty marketingowe – Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale np. „listek” papieru toaletowego to nie jest znormalizowana wielkość. Papier, który ma 180 listków, może być objętościowo dokładnie taki sam jak papier, który ma 250 listków, bo jeden ma listki większe, a drugi mniejsze. To samo dotyczy innych produktów – waciki mogą się różnić wielkością i grubością, a np. tampony – długością (co wpływa na chłonność). Nie zawsze taki sam produkt jest naprawdę taki sam. Dlatego testuj, testuj i jeszcze raz testuj.

Nie sądziłam, że to możliwe, ale najwyraźniej nawet o papierze toaletowym da się elaborat napisać 😉 A i tak pominęłam całą masę produktów okołodziecięcych (podkłady, pieluchy, wkładki laktacyjne itp.). Dotyczą ich oczywiście dokładnie te same zasady, co produktów opisanych wyżej, ale w sumie nie będę się wdawać w szczegóły, bo przecież w internecie są setki, jak nie tysiące blogerek okołodziecięcych, które na pewno już wielokrotnie analizowały wyższość jednych pieluch nad drugimi. Ja już zapomniałam jak to jest, więc nie będę wymyślać. Powiem Ci tylko tyle, że jeżeli Ty też już zapomniałaś, a nadal masz takie rzeczy w domu, to najwyższa pora się z nimi rozstać 🙂

 

Nie chcesz przegapić nowych wpisów? Zapisz się na mój newsletter:

Podziel się:
  • Lola Kowalska

    Świetny i pomocny wpis 🙂 Gdy ktoś naprawdę chce i jest pogrążony w totalnym chaosie…to z Tobą mu się uda…wierzę w to i zaczynam wierzyć w siebie! Póki co mam z grubsza ogarniety tylko „salon” – duzy pokój 😀 ale uwielbiam go w tym wydaniu! W tym tygodniu nie dałam rady nic zrobić „dla domu”,bo miałysmy poremontowe porządki w biurze – ale tyle niepotrzebnych rzeczy udało mi się pozbyc z biurka i szaf – wyczyścić półki,szafy,podłogi i kosze na śmieci,ze też jestem z siebie dumna!

    • Gratuluje! Biuro to też miejsce w którym spędzasz czas, wiec też powinno być na tyle ogarnięte, żeby ułatwia Ci pracę, a nie utrudniać.
      I bardzo się cieszę, że wierzysz w to, że Ci się uda. Ta wiara jest chyba najważniejszym czynnikiem w sprzątaniu, bo bez niej zwyczajnie nam się nie chce, bo wydaje nam się, że i to tak nie ma sensu. A jak już coś się uda ogarnąć i widać pierwsze efekty, to i sens się pojawia 😉