Jak posprzątać… Sztućce

Od czego warto zacząć?

Wbrew pozorom przy generalnych porządkach wcale nie trzeba lecieć każdej szafki po kolei, bo jeżeli system przechowywania był zły, to takie sprzątanie nie ma sensu. Trzeba zacząć od rzeczy w kuchni bezwzględnie najważniejszych, a następnie przejść do tych, które są najłatwiejsze do posprzątania. Dopiero na samym końcu zabierz się za te dziwne miejsca, w których jest kompletny chaos i nie wiesz, co z nimi zrobić 😉

Zacznijmy więc od kategorii w kuchni najważniejszej, bez której trudno nam będzie zjeść nawet kupny jogurt 😉

Sztućce obiadowe

To się zazwyczaj łatwo odgraca, bo większość ludzi ma tam względny porządek.

Co musisz mieć?

Absolutne minimum, jeżeli chodzi o sztućce, to zestaw dla 6 osób (nie musi być z jednego kompletu), składający się z noży obiadowych, widelców, łyżek do zupy i małych łyżeczek. I to tyle. To jest Twój “must have” w kuchni. Jeżeli masz dzieci, to warto uzbierać sobie zestaw na 12 osób (minimum to po 2-3 sztuki na osobę). Pamiętaj też żeby nie przesadzić. Za dużo sztućców tylko utrudni Ci życie. Po czym poznać, że jest za dużo? Jeżeli nie zdarza Ci się, że pojemnik ze sztućcami jest pusty, a kiedy wszystkie są umyte – nie mieszczą się w miejscu, w którym je przechowujesz, to znaczy, że części spokojnie możesz się pozbyć.

Metody na przechowywanie znam dwie:

Na leżąco, w szufladzie, w odpowiednim pojemniku z przegródkami lub na stojąco w szafce albo wysokiej szufladzie. W stojaku z przegródkami (jak na suszarce do naczyń lub w zmywarce) lub w osobnych kubkach/szklankach/słoikach.

Na co zwrócić uwagę podczas szukania miejsca dla sztućców:

  • Muszą być pod ręką,
  • Musi się wygodnie wyciągać pojedynczą sztukę (tak, żeby reszta nie wypadała).
  • KAŻDY domownik musi wygodnie sięgnąć (dzieci również).
  • Muszą być posortowane (noże osobno, widelce osobno itd.).

Co jeszcze warto mieć:

  • Długą łyżeczkę. Może leżeć z małymi łyżeczkami. Wystarczy jedna, ale jak lubicie fikuśne desery, to może być po jednej na głowę. Rewelacyjnie sprawdza się do wyciągania jedzenia z wysokich pojemników (majonez, kremy kanapkowe, masło orzechowe, duży jogurt/śmietana itp.). Ja wyjadam nią resztki nutelli, a mąż wyskrobuje resztki majonezu 😉
  • komplet (lub dwa) sztućców dziecięcych – oczywiście tylko w wypadku kiedy masz małe dzieci. Powinny być możliwie normalne – metalowe bez żadnych udziwnień. Nie chodzi o to, żeby były rozrywkowe, tylko o to, żeby dziecku się wygodnie jadło SAMODZIELNIE. Mnie nie byłoby zbyt wygodnie jakbym miała jeść przy użyciu wideł i tasaka. W tym akurat wypadku ROZMIAR MA ZNACZENIE 😉 Idealne byłyby srebrne lub posrebrzane (można zdobyć w dobrej cenie na targach staroci). Nie dlatego, że wychowujemy przyszłą królową/króla Anglii. Srebro działa bakteriobójczo, nie rdzewieje i nie uczula. Nie wchodzi też w reakcje chemiczne z kwasami, tłuszczami i innymi substancjami zawartymi z jedzeniu.

To tyle, jeżeli chodzi o sztućce w kuchni. Jeżeli lubisz bardziej eleganckie spożywanie posiłków, to możesz się jeszcze zaopatrzyć w widelczyki do ciasta, aczkolwiek regularnie spotykam się z tym, że ludzie jadają ciasta małą łyżeczką. Dla mnie to nie do pomyślenia! Ja jadam wyłącznie widelcem obiadowym (nawet jeżeli są naszykowane specjalne widelczyki) ;).

Jeżeli masz magiczną walizkę lub pudełko (każda z nas ma) z “weselnym” świątecznym kompletem sztućców składającym się z miliona elementów, łącznie z chochlą do zupy, łopatką do ciasta i jakimiś wielkimi łyżkami i widelcami, które świetnie komponują się z miską sałatkową, paterą lub półmiskiem -oczywiście możesz sobie ją zatrzymać, ale nie koniecznie w kuchni. Sama też mam taki zestaw. W praktyce jak mam gości i ciasto – wystawiam widelczyki do ciasta wraz z łopatką. Jak mam więcej gości to wyciągam z niego sztućce obiadowe, bo tych kuchennych mogłoby mi nie wystarczyć. No i chochli zdarza mi się użyć, bo jest mniejsza niż kuchenna. Reszty nawet nie umiem nazwać. Nie wyciągnęłam chyba ani razu. Ale komplet to komplet więc trzymam. Tylko, że w salonie – nie w kuchni.

Dodatkowo mam też komplet (na 3 osoby) sztućców „wyjazdowych”. Taki za kilka złotych z marketu. Część trzymam (i używam) w pracy, a resztę mam w paczce z wyjazdowymi rzeczami. Również nie w kuchni. Jeżeli chciałabym być taka niesamowicie dokładna i skrupulatna, to mąż ma jeszcze w plecaku składany łyżko-nożo-widelec turystyczny bo dużo pracuje w terenie 😉

Jeżeli organizujesz nowy dom lub zwyczajnie zastanawiasz nad wymianą sztućców na nowe, warto uwzględnić parę zasad.

Na co zwrócić uwagę wybierając sztućce?

  1. Każdy element powinien stanowić jednolitą całość – żadnych drewnianych, ceramicznych czy plastikowych rączek. Każde łączenie materiałów (nawet metal z metalem) to pierwszy punkt, w którym sztućce pękają lub rdzewieją. Nie wspomnę już nawet o różnych obrzydliwościach, które gromadzą się w szczelinach na łączeniu główki z uchwytem. I z milionem wykałaczek nie da się tego porządnie doczyścić.
  2. Powinny nadawać się do mycia w zmywarce – nawet jeżeli nie masz zmywarki 😉 Sztućce “zmywarkowe” lepiej znoszą długotrwałe odmakanie i wielokrotne szorowanie. Wolniej rdzewieją i zazwyczaj nie zawierają zdobień (np. złoceń), które mogłyby się brzydko ścierać i wykruszać w trakcie codziennego użytkowania. No i może jednak kiedyś się zdecydujesz na zakup zmywarki.
  3. Powinny być względnie proste – bez drobniutkich żłobień i wypustek. Nie chodzi o kwestie estetyczne tylko o łatwość mycia i wygodę użytkowania. W żłobieniach będzie się zbierał brud, a chropowata struktura i wypustki będą Cię drażnić w palce podczas jedzenia (szczególnie irytujące na rączce noża, kiedy masz do pokrojenia twardego kotleta). Z tego też względu warto wybierać bardziej obłe uchwyty. Prostopadłościenne lub bardzo płaskie rączki też potrafią się wbijać kantem w palec. Gładka powierzchnia rączki jest nie tylko wygodniejsza w użyciu ale i nie trzeba jej tak szczegółowo szorować – wystarczy przetrzeć gąbeczką i jest czysta.
  4. Szerokość i długość główki widelca dopasuj to sposobu jedzenia – Znam dwie szkoły jedzenia widelcem. Jedna to nabijanie, a druga nakładanie. Jeżeli wolisz nabijać jedzenie na widelec to wybieraj widelce z długą i wąską główką – takie, które ma bardzo długie, drobne, ostre i wąskie ząbki. Jeżeli wolisz na widelec nakładać – wybierz krótszą i szerszą główkę – koniecznie z szerokimi i nie tak ostrymi ząbkami. Czy to naprawdę ma znaczenie? Dla mnie ma. Mam w domu oba rodzaje. Ja używam wąskich, a mąż szerokich. Oboje jesteśmy poirytowani, kiedy musimy jeść “nie swoim” widelcem, bo “swój” jest np. w zmywarce 😉
  5. Nóż powinien być ostry ale bez dużych ząbków – Jakąś tam drobną strukturę może mieć, jednak duże ząbki często powodują bardziej rozrywanie jedzenia niż krojenie (mnie to denerwuje). Noży obiadowych używam też do masła. Smarowanie chleba zimnym masłem przy użyciu noża z ząbkami to jakiś dramat 😉 No i między ząbkami metal szybciej ciemnieje, więc nawet kiedy nóż jest czysty to i tak nie wygląda zbyt ładnie.
  6. Łyżkę do zupy dopasuj do siebie – a konkretnie do wielkości swojej buzi 😉 Bywa, że “w gościach” dostanę czasem do zupy taką wielką, szeroką i głęboką “chochlę” do jedzenia. Męczarnia. Czuję się co najmniej jakbym jadła prawdziwą chochlą. Jeżeli “komora zupna” (bo jak wiadomo łyżka wojskowa składa się z drążka prowadzącego i komory zupnej), jest zbyt szeroka to trzeba się do jedzenia rozdziawiać jak żaba szerokoustna. A Jeżeli jest zbyt głęboka, to ranty wbijają się w kąciki górnej wargi przy “wyciąganiu” i trzeba zupę “dosiorbać”. Osobiście wolę łyżki z wąską i dosyć płytką komorą zupną, ale oczywiście co kto lubi. W tym wypadku również mam w domu dwie opcje bo mąż zdecydowanie woli te większe.
  7. Łyżeczki do herbaty – tu już szerokość nie ma większego znaczenia (bo jednak małe) ale głębokość potrafi tak samo denerwować jak przy łyżkach. Zbyt głęboką łyżeczką można sobie zwyczajnie wargi obdrapać – szczególnie jeżeli to Twoje główne narzędzie do jogurtów, lodów, owsianek, budyniów i innych takich fajnych substancji śniadaniowo – kolacyjnych. Łyżeczek mam trzy wersje. Do lodów i deserów uwielbiam takie maluteńkie i prawie płaskie, natomiast do jogurtów czy owsianek wolę ciut większe. Trzecie (głębokie) nadają się tylko i wyłącznie do odmierzania kawy rozpuszczalnej, sypkich przypraw albo kakao 😉

A Ty jakie masz sztućce w domu i na co zwracałaś uwagę podczas wyboru? 

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂



Podziel się:
  • ElwiraK

    Nie myślałam, że można tyle napisać o sztućcach 🙂 Super wpis – fajnie się czyta i teraz już wiem, ż istnieje komora zupna 🙂

    Pozdrawiam

    • Dzięki, miło czytać takie komplementy 🙂 A komora zupna to klasyk dowcipów wojskowych. Nie znałaś tego? 😉

  • Ja mam każdy sztuciec z innej parafii 🙂

  • Ojej, ile informacji! No proszę 🙂 Szczególnie rozbawił mnie tekst o jedzeniu nieswoimi widelcami 😉 Muszę zobaczyć, jak ma się sprawa u mnie w domu, bo ja na pewno nabijam, a reszta? Wstyd przyznać, ale nigdy nie zwróciłam na to uwagi 🙂

    • Bo „normalni” ludzie nie zwracają na to uwagi 😉 Ja to zauważyłam, jak mąż mi kilka razy podał niewłaściwy widelec do obiadu 😉

  • Nie zastanawiałam się nad sztućcami. Dostałam w prezencie. Calutki komplet. W szykownej walizce. Jest idealny! Zmywarka nie uszkadza zdobień, rozmiar jest idealny, dodatkowe wspomagacze, jak łyżki do sałatek, chochla do zupy i do sosów sprawdzają się świetnie przy napełnianiu słoików domowymi przetworami i mimo posiadanych zdobień czyszczą się na błysk. A gustowna teczka służy jako skrzynka na ustrojstwa do tkania: bardka, tabliczki, czółenka, rozpórki i inne tego typu duperele, które uwielbiają się szwędać po zakamarkach. Chyba też do nich dołączą wrzeciona, bo mam ich coraz więcej, a to oznacza, że coraz trudniej położyć je i zmusić do leżenia w jednym miejscu 😛 Chyba że znajdę dla nich gdzieś gustowny stojaczek 😉

    • To ja się też nie zastanawiałam, bo jedne zostały mi „po rodzicach” (rodzice sobie kupili nowe), a drugie też dostałam w prezencie. Okazało się jednak, że te dwa komplety są tak niesamowicie różne, że robi mi różnice, którego widelca używam 😉 Stąd pomysł, żeby to szczegółowo opisać – jeżeli kiedyś będę miała potrzebę kupić nowe sztućce (wreszcie własne, a nie zdobyczne) to przynajmniej będę pamiętać, czego mam unikać 🙂