Jak posprzątać… Pojemniki, słoiki i puszki

Na początek strasznie Cię przepraszam, że tak późno dzisiaj, ale cały  ostatni tydzień chodziłam naprawdę na najwyższych obrotach, bo jak wiesz – pracuję zawodowo. A tak się złożyło, że w tym tygodniu w pracy miałam bez przerwy „gaszenie pożarów”, co odbiło się znacząco na moim czasie wolnym. Nie tworzę wpisów z dużym wyprzedzeniem, tylko większość jest pisana na bieżąco, więc niestety totalny brak czasu wolnego i ekstremalne zmęczenie odbiło się na lekkim opóźnieniu dzisiejszego wpisu. Dobra. Pożaliłam się. A teraz do rzeczy:

O puszkach, pojemniczkach, pudełeczkach i słojach w kuchni można by książkę napisać. I prawdopodobnie wywołać tą książką trzecią wojnę światową, bo z jednej strony ustawiły by się zwolenniczki plastiku, z drugiej szkła, a przeciwko jednym i drugim cała gwardia kobiet, które nie uważają za słuszne pakowania jedzenia w jakiekolwiek pojemniki ponad te, w których jest sprzedawane 😉 Wojny wywoływać nie chcę, dlatego zrobię co będę mogła, żeby skupić się na funkcjonalnościach opisywanych pojemników, a nie na surowcach, z których są zrobione – jeżeli zamiast plastikowej śniadaniówki w królewny wolisz wielorazową serwetkę DIY zabezpieczoną eko woskiem pszczelim to ok – pod warunkiem, że dobrze spełnia swoje funkcje.

I żeby nie było wątpliwości – skup się głównie na pojemnikach „dodatkowych”, które często zalegają w kuchni puste (jak ta wspomniana śniadaniówka, która przecież jak jest w domu, to zazwyczaj jest pusta), a nie zagłębiaj się chwilowo w to, czy zapasy makaronu powinnaś trzymać w ślicznym szklanym słoju, czy w plastikowej torebce…

Tak, przyznaję się bez bicia – powyższy wstęp został silnie zainspirowany komentarzami pod wczorajszym wpisem na facebooku, dotyczącym puszek 😉

Co musisz mieć?

  1. Pojemnik na wędliny – jak mąż go kupował, to przyznam, że byłam nieco sceptyczna, bo nie wierzyłam w to, że będziemy przepakowywać wędliny z opakowań sklepowych do pojemnika. W zasadzie nie pomyliłam się zbytnio, bo faktycznie prawie tego nie robimy. A jednak pojemnik jest często w użyciu. Na co? Głównie na „resztki” – upieczone kiełbaski, kotlety, kawałki kurczaka itp. oraz na „swojskie” wyroby, które czasem dostajemy – kiełbasę, kabanosy itp. W czym taki pojemnik jest lepszy od jakiegokolwiek innego? Na dnie ma dodatkową (wyjmowaną) kratkę, więc wszystkie produkty leżą na kratce, kilka milimetrów nad dnem. Nie wiem jak Ty, ale ja naprawdę nie znoszę, kiedy np. kotlet przykleja się do dna pojemnika (lub miski) i od leżenia na tym dnie robi się na nim taka lekko wilgotanawa, ciapciata warstewka. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi… Jak panierka rozmięka zamiast lekko obeschnąć na chrupiąco. No, a leżąc na tej krateczce właśnie wszystko ładnie i równomiernie obsycha i się nie ciapcia. Dzięki temu też zdecydowanie dłużej wytrzymuje (duuużo wolniej pleśnieje – oczywiście mówię o produktach w terminie przydatności, a nie pół roku przeterminowanych).
  2. Pojemniczki na „drobiazgi” – Orzechy, rodzynki, posypki do ciast i wszystkie słodko – bakaliowe pyszności. Tu akurat jestem zdecydowaną fanką przesypywania i przekładania absolutnie WSZYSTKICH otwartych produktów do szczelnie zamykanych pojemniczków, bo kolekcja otwartych bakalii w szafce potrafi w kilka dni zamienić kuchnię w laboratorium entomologii, w którym mrówki walczą o terytorium z molami spożywczymi. A musisz wiedzieć, że jedne i drugie wprost kochają wszelkiego rodzaju orzeszki, czy suszone owoce.
  3. Pojemniki „obiadowe” – Średniej wielkości pudełeczka, które nadzwyczaj często się przydają. Może będziesz w nich zabierać obiad do pracy (lub pakować mężowi jeżeli masz ambicję levelować jako żona idealna), albo będziesz pakować do nich resztki z obiadu, kiedy okaże się, że za Chiny Ludowe patelnia, czy garnek nijak nie chcą zmieścić się do lodówki i „przydałoby się” coś bardziej foremnego. Ilość i wielkość musisz dobrać sama, bo to Ty najlepiej wiesz, co i w jakiej ilości będziesz do nich najczęściej pakować.

Co jeszcze warto mieć?

Napiszę Ci, co u mnie się sprawdza, z rzeczy „nieoczywistych”, bo w zasadzie wybór zwykłych prostokątnych pojemników uważam za coś super-oczywistego, acz nie zawsze niezbędnego:

  • Śniadaniówka – Mam dziecko w wieku szkolnym, więc przecudna śniadaniówka z bajkowym motywem, to absolutne must have.
  • Pudełko na jabłko – Moje dziecię upolowało je kiedyś w jakimś gratisie. Generalnie jest to przecudnej urody plastikowa żaba z otwieraną paszczą (pochodząca z jakiejś gierki na telefon, dlatego nazywamy ją „Omnom”). Do żabiej paszczy wkłada się jabłko i dzięki temu jabłko jest w stanie przetrwać cały dzień w szkolnym plecaku bez uszczerbku dla niego i dla podręczników. W związku z tym, że u nas dzień bez jabłka to dzień stracony – żałuję, że mam tylko jedną.
  • Wysoki, okrągły pojemnik – w kształcie zwykłej, najprostszej szklanki. Może minimalnie większy i oczywiście szczelnie zamykany. Na co? Kojarzysz te kubeczki z jedną porcją owsianki, które można dostać w większości sklepów? Te co zalewasz wrzątkiem i gotowe? W zimie sama robię sobie takie owsianki do pracy. Sypię do tego pojemnika płatki owsiane, dodaję co mi się podoba (bakalie, przyprawy piernikowe itp.) i biorę do pracy, a w pracy zalewam gorącą wodą i mam pyszną i świeżą owsiankę. Serdecznie polecam.
  • Małe, pojemne pudełka – jeżeli masz etap zdrowego odżywiania – takie w sam raz na paski marchewki albo cząstki jabłka, w ilości wystarczającej jako lekka przekąska w ciągu dnia.
  • Kubek z wieczkiem – I wcale nie mam na myśli kubka termicznego, bo te się u mnie kompletne nie sprawdzają. Mam za to fantastyczny, różowy, półlitrowy kubek, który towarzyszy mi na wszystkich wyjazdach. Można w nim zrobić „normalną” porcję herbaty (zabieram na wszystkie szkolenia), zjeść zupę, przyrządzić makaron z torebki (typu chińska zupka), albo przewieźć muszelki z nad morza 😉

Czego się pozbyć?

Tu temat jest bardzo trudny, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co Ci będzie potrzebne do zapakowania obiadu, czy innych resztek, chociaż prawdę mówiąc większość pojemników spożywczych spokojnie można zastąpić – Uwaga! Uwaga! – pudełkami po lodach! Szczególnie jeżeli resztki planujesz mrozić, bo niezależnie od oznaczeń na spodzie – większość pojemników spożywczych naprawdę kiepsko znosi mrożenie.

Jednak bez szczególnych wątpliwości możesz pozbyć się:

  • pojemników, do których nie masz pokrywki (nie wiem skąd one się biorą, ale ZAWSZE jakiś się trafi),
  • pokrywek, do których nie masz pojemników 😉
  • wszystkiego, co jest popękane, połamane i nieszczelne,
  • wszystkiego, czego nie da się wyczyścić pod uszczelką (szczególnie jeżeli uzbierała się tam już pokaźna kolekcja wykwitów mykologicznych).

Standardowa selekcja kuchenna, czyli schowanie wszystkiego i wyciąganie tylko tego, co potrzebne też w tym wypadku się sprawdzi jednak tym razem sugerowałabym zdecydowanie dłuższy okres selekcji (minimum pół roku i to w terminie zawierającym Święta lub inną okazję „spożywczą”). Oczywiście jak zwykle pozbywasz się wszystkiego, co po tym okresie nie zostało użyte.

Metody przechowywania

Dramat!

I w zasadzie na tym mogłabym poprzestać, bo nie ma żadnej sensownej metody na przechowywanie pojemników. Jakbyś ich nie poukładała – zawsze potrzebujesz ten, który najtrudniej wydobyć, więc robisz kepisz w całej szafce/szufladzie.

Jedyny tip, który się u mnie w 100% sprawdził w tym zakresie, to przechowywanie osobno pudełek (mniejsze w większym), a osobno pokrywek. I już na pokrywki mam niezawodny sposób – Pojemnik na dokumenty! Pokazywałam Ci kiedyś na moim instagramie jak wygląda taka instalacja. Było to dosyć dawno i do tej pory się sprawdza, więc uznaję to rozwiązanie za absolutnie genialne i naprawdę polecam.

Na co zwrócić uwagę wybierając pojemniki:

  • Muszą się nadawać do mycia w zmywarce – po raz sto pięćdziesiąty ósmy. Mycie pojemników ręcznie jest wybitnie upierdliwe, bo strasznie trzeba się męczyć ze wszystkimi rowkami i krawędziami. Szczerze tego nienawidzę.
  • Muszą mieć wyjmowaną uszczelkę – w nawiązaniu do tych wykwitów mykologicznych, o których pisałam wyżej. Najwięcej brudu i syfu zbiera się zawsze pod uszczelką, a jeżeli nie jesteś w stanie jej wyjąć, to choćbyś stawała na rzęsach – nie doczyścisz i nie pomoże Ci w tym ani zmywarka, ani odmakanie, ani nawet dezynfekowanie w octach, spirytusach, czy wodzie utlenionej.
  • Muszą mieć szeroki zakres temperatur – tak, żebyś mogła do nich włożyć gorące jedzenie i żebyś mogła to jedzenie w nich zamrozić (oczywiście jak wystygnie). Chociaz jak już pisałam, wolę mrozić w pojemnikach po lodach, ale niestety czasem trzeba użyć w tym celu pojemnika konwencjonalnego. Mam tylko jedno zastrzeżenie w tym miejscu: Nawet jeżeli na pojemniku jest napisane, że nadaje się do mikrofalówki (są takie), to serdecznie odradzam odgrzewanie czegokolwiek w plastiku. Nie i już. Przełóż na talerz i dopiero odgrzewaj. Jeżeli masz pojemniki szklane, to ewentualnie mogłabyś próbować, ale moim zdaniem też nie jest to najlepszy pomysł (szczególnie jeżeli chcesz wsadzić jedzenie z lodówki prosto do mikrofalówki albo piecyka), bo w wyniku dużej różnicy temperatur w krótkim czasie, szkło może Ci najzwyczajniej w świecie strzelić. A jak już naprawdę, naprawdę, naprawdę musisz odgrzać coś w taki sposób, to na Boga – zdejmij pogrywkę! NIGDY nie odgrzewaj jedzenia w zamkniętym pojemniku!!!
  • Wybieraj takie, które są Ci potrzebne – Tzn. wybieraj pojemnik w domu, a nie w sklepie. Nie patrz na „śliczne” pojemniczki albo duże zestawy, chociaż są strasznie kuszące. Jak jesteś w domu i potrzebujesz coś schować, ale nie masz w co – zapisz sobie na karteczce jakiego pudełka konkretnie potrzebujesz i dopiero z taką karteczką idź do sklepu. A w sklepie kup tylko to, czego Ci w domu brakowało. To chyba najlepsza metoda, żeby nie zakopać się w milionie pudełeczek, które chcą przejąć władzę nad Twoimi szafkami kuchannymi (wszystkimi!) 😉
  • Jakość ma znaczenie – pisałam Ci już chyba o tym, że w sklepach wącham plastik 😉 Tobie też polecam. Jeżeli masz w coś wsadzić jedzenie, to takie opakowanie nie może śmierdzieć. Nawet jeżeli cały pojemnik jest szkalny, a tylko wieczko jest z tworzywa, albo szklany słoik ma tylko gumową uszczelkę – sprawdź czy to tworzywo / ta guma z uszczelki nie śmierdzi jak chińska fabryka. Zwróć też uwagę na grubość tworzywa. Zbyt cienkie pudełka będą się łatwo odkształcać (a przez to rozszczelniać), a zbyt grube i sztywne będą łatwiej pękać.
  • Rodzaj zamknięcia ma znaczenie – I tu nie mam obiektywnej „prawdy objawionej”, bo każdy ma jakieś swoje preferencje. Chodzi mi tylko o to, żebyś przed zakupem sprawdziła, czy pojemnik się wygodnie (dla Ciebie) otwiera i zamyka. Moim osobistym hitem są wszystkie te pojemniki, które trzeba otwierać „na siłę” w efekcie czego, jak już wieczko puści – całe jedzenie, które było w środku, ląduje na podłodze, stole i ogólnie wszędzie, tylko nie tam, gdzie chciałabyś, żeby było. Mam też spory dystans do pojemników z zaginanymi uszami – klipsami (chociaż to zależy od jakości), bo kiepskie uszy – klipsy lubią się wyłamywać jak są zbyt często, albo zbyt brutalnie używane.

Jak już Ci wspominałam, mam za sobą wyjątkowo ciężki tydzień, więc więcej mądrości w tym temacie jakoś nie przychodzi mi do głowy, ale jeżeli mnie jeszcze coś olśni, to będę uzupełniać ten wpis 😉

Jestem natomiast niesamowicie ciekawa jakie Ty masz pojemniki w domu, a w szczególności jak radzisz sobie z ich przechowywaniem, bo ja szczerze mówiąc kompletnie sobie nie radzę 😉 To jedna z tych kategorii w moim domu, w których panuje wieczny chaos i wciąż poszukuję magicznej metody, która pozwoli mi nad nim zapanować.

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wpisami? Polub mój profil na facebooku 🙂
Podziel się: